• Wpisów:196
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 18:15
  • Licznik odwiedzin:32 146 / 1896 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Czułem ,że Anna tu jest ona tu musi być. Udało nam się uciec. Lecz na drodze stanęłam nam moja Matka.
-Synu ! Czy ty do reszty postradałeś zmysły?! – była wręcz wściekła
-Matko ! Co tu się do jasnej anielii dzieje?
-To nie twój interes! Nie powinno Cię tu być
-Ale jak widzisz jestem, i nie powstrzymasz mnie.Zrobię wszystko aby znaleźć Annę. Ja ją kocham.
-Ale ona ciebie nie! Myślisz, że ona nie kocha innego ? Albo ktoś inny jej ?
-Boże kochany! Mamo to ,że ty jesteś nieszczęśliwa to nie oznacza ,że masz wymyślać głupoty na temat mojej dziewczyny!
-Nie dyskutuj ze mną ! Nie masz takiego prawa , to ja cię wychowałam własnymi rękami z całych sił. Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham.
-Nie mam ochoty ciebie słuchać. Gdybyś mnie kochała nie więziła byś tutaj Anny.
-Ską..?- zdziwiła się.
-A to nie wiedziałaś o znaku ,który łączy ludzi ze sobą? Och jak mi przykro.
-Zwariowałeś ?! Nie wiesz nic o tym. Nic a nic. Jesteś jeszcze młodym gówniarzem. Nic nie wiesz o życiu.
-Wiem więcej ,niż myślisz.
-Nie darujemy tego Pani , Anna jest dla nas najważniejsza. Nienawidzę pani tak bardzo. – mówiła Liliy
-Idź mi stąd głupia dziewucho!
-Co pani powiedziała ? to pani jest głupia słyszy pani ?!
-Liliy już dosyć – uspokajał Ją Jared
Usiadłem na trawie. Położyłem głowę między kolanami. ZI zastanawiałem się co dalej.
-Nie damy rady ! Słyszycie? Nie wyciągniemy Jej ! – krzyczałem
-Josh kurde do cholery jasnej w żeśmy się wpakowali! Mam już tego dosyć co chwilę się coś dzieję. A my nic nie możemy zrobić.
-Teraz ? Teraz chcecie się poddać jak wiemy gdzie jest Anna ?
-A co zrobisz jeszcze nas wrzucą za te pieprzone kratki. A mi nie ładnie w paskach.
-Liliy to nie nasze więzienie. Uspokój się,
-Trzeba się tam wkraść w nocy. Strażnicy to takie cioty pewnie usną, I coś czuję ,że oni są za nami aby Annę uratować.


-Dlaczego nic mi nie powiedziałaś ? Anna jest w innym świecie? Co to ma oznaczać?! – wkurzył się
-Nie mogłam. Zrozum nie chciałbyś mnie znać ,jeśli byś się prawdy dowiedział.
-I tak przez tyle lat mnie okłamywałaś ? I to ma być sprawiedliwe ? Moja mała córeczka jest sobie nie wiadomo gdzie. Może zaraz mi porwią Lucy. I obie córki stracę. Skąd ja mam wiedzieć co ty robiłaś w tym pieprzonym świecie. Może Jeszcze Anna to nie moja córka?
-Przesadziłeś !
-Nie to ty przesadziłaś. Powiedz mi prawdę czy Anna to moja córka?
-Tak to twoja córka , na 100% jestem tego pewna.
-A ja jak widzisz nie.
-Jak mam ci to udowodnić.
Wszystkiemu przysłuchiwała się Lucy.
-Mamo Lucy jest moją siostrą ja to wiem. Ja wiem o tym świecie. Anna mi powiedziała , ona bardzo kocha swojego księcia. A ja obiecałam ,że nic nie powiem. Anna nawet ma moce .Umie przenosić przedmioty
-Nie no świetnie.. Jeszcze Lucy w to wciągnęłaś
-Ja nic nie wiedziałam ,że ona wie!
-Ja wiem ,gdzie jest Anna. Wiem jak się tam dostać. Poradzę sobie
-Nie ma mowy nigdzie nie jedziesz! – zaprotestował tata
-Tatusiu , ja wiem dużo o tym świecie. I ja się nie boję. Więc ty też się nie bój.
-Kochanie ja się boję o ciebie bo cię tak mocno kocham I Annę też.

-Nie puszczę cię samej tam ! Jesteś za mała jeszcze jak by była Anna tutaj to może jeszcze ale jej nie ma. Nikt nie wie gdzie jest.
-Boże moja mała córeczka zaginęła! – był rozpaczony
-Dobra ludziska co robimy ? – pytała Lily
-Na razie to musimy odpocząć , zjeść coś – mówił Josh
-Ale gdzie pójdziemy ?
-Do zamku mam gdzieś co moja Matka powie , nienawidzę Jej.
-Josh , my do zamku ? Przecież to taki wielki zamek, o ja cię to jakaś bajka , Będę królewną
-Liliy jeszcze masz czas na fantazjowanie ?! – wkurzyli się.
-Już pomarzyć nie wolno. Co z was za nudziarze. – Burknęła

Przepraszam za tak długą nieobecność , ale nie miałam weny wogóle. Coś udało mi się napisać , więc mam nadzieję ,ze wam się spodoba
Pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kurde i co się najlepszego stało! Panuję chaos .
-Mogę wiedzieć co się stało?
-Mieliśmy gości.
-Chcieli się tutaj dostać.
Pomyślałam o Lilly i Joshu to pewnie oni. Jak takie zamieszanie wywołali to na pewno . Zaśmiałam się. Chcę stąd wyjść. Czuję się jak bym odsiadywała jakieś 2 lata w więzieniu za nic.
-Musimy Cię przenieść gdzieś indziej.
Złapał mnie mocno za ramię.
I prowadził przed siebie. Miał bardzo mocną rękę. Tym razem był to ten zły strażnik. Szlak.
-O Pani Helena – ukłonił się, ja również.
-Teraz sobie porozmawiamy. – spojrzała się na mnie groźnym wzrokiem.
-Ja nic nie zrobiłam!
-Ja zadaję pytania kochana. – była bardzo stanowcza.
-A ja nie muszę na nie odpowiadać.
-O widzę ,że zadziorna jesteś. Nie wiem co ten mój syn w Tobie widzi.
-Niech Da pani Joshowi spokój. Pani nawet się nim nie interesuję!– wykrzyczałam.
-Oj nie ładnie ładnie. Bardzo kochałam swojego męża. Wiesz jak to boli?
-Skąd mam wiedzieć. Po pierwsze Moja matka, wcale pani nie zdradziła.
-I ty myślisz głupia , ,że ty nie jesteś jego córką ?
-Nie jestem!
-Wątpię dziewucho, mój mąż jest uwodzicielem, na pewno uwiódł twoją Matkę i proszę.
-To nie mój Ojciec !
-Dlaczego jesteś taka pewna?
-Ponieważ to się czuję , kto jest twoim Ojcem. Może i Kochał moją Mamę ale moja matka jego nie ! Nie chciała Cię skrzywdzić !
-Uważaj bo uwierzę.
-Jest pani okropna, jak tak pani może? To własna przyjaciółka miała by zrobić taką straszna rzecz swojej bliskiej osobie, którą kocha. Chwilę się zastanowiła.
-A Królowa co zrobiła, zostawiła Syna ? To jest dopiero przykre , kiedy własne dziecko wychowuję inny człowiek. A pani ma syna i nawet się nim nie interesuję. Jak tak można ?
Widać ,że ją to ruszyło.
-Strażniku do Sali z Nią! – rozkazała.
Strażnik znowu zamknął mnie w innej celi i poszedł. Słyszę czyjś kaszel. Bardzo głośny.
-Dobrze się czujesz? –zapytałam.
-Mam Straszny kaszel. Mogę Cię o coś poprosić. Spróbuj przesunąć trochę ścianę.
-Ale jak?
-Poradzisz sobie. Skąd ja znam te słowa. O matko ! Nie wierzę ! Wreszcie! Wiliam ! -Czy ty jesteś William?
-Tak
-Skąd , Jak , Dlaczego ? – chciałam odpowiedzi na tak wiele pytań
-Anno proszę Cię nic mów. Chciałbym teraz ja coś powiedzieć. Więc wiem ,że chcesz mi zadać wiele pytań, jestem tego świadomy, twoja mama mi nie wybaczy ,że wciągnąłem Cię w ten świat. Ale musiałem, wiedziałem ,że będziesz umiała się w nim odnaleźć i mi pomożesz. Pewnie już poznałaś moją żonę. Kiedyś to była bardzo miła i uczynna kobieta. Nie wiem co się z nią porobiło. Ale chociaż powiedz ,że ty nie wierzysz w te brednie ,że ja zdradziłem swoją żonę ?
-Chce tylko wiedzieć ,czy jestem twoją córką czy nie ?
-Nie Anno nie jestem twoim ojcem. Owszem spotykałem się z twoją Matką , ale tylko dlatego ,że bardzo dobrze nam się rozmawiało. Byliśmy przyjaciółmi.
-Ale co tu w ogóle robiła moja mama w tym świecie ?
-Twoja Mama się tutaj urodziła. Mieszkała i żyło jej się bardzo dobrze. Na zamku moja żona zatrudniła ją jako pomoc na dworze. Zaprzyjaźniły się. Ale potem kiedy ja również zacząłem rozmawiać z nią wydawała mi się taka bardzo otwarta dla ludzi , wesoła. Chciałem trochę odereagować od mojej żony.A ona uroiła sobie romans. I o to siedze sobie w tej celi. Bałem się niej przeciwstawić. Za bardzo ją kochałem. Ale wiem ,że również skrzywdziłem mojego syna. I jeszcze ty się znalazłaś w tej celi. Tak nie powinno być. Uwierz mi.
-Moi przyjaciele spróbują nas uwolnić. Tak bardzo chciałam Cię znaleźć. I wreszcie mi się udało.
Znowu zaczął kaszleć
-Czemu tak kaszlesz? Nie powinieneś iść do lekarza ?
-Kochanie u nas nie ma lekarzy. Nikt mnie wyleczy.
-A te znaki o których mówił Josh ? Twoja książka ?
-Nie ma na to lekarstwa nawet żadne mikstury nie pomogą. To jest coś ,przez co muszę sam przejść.
-Co to ? jest?
-Taka choroba dopada prędzej czy później. Jeśli ma się szczęście to się z tego wyjdzie a jeśli nie to wiesz ..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wszyscy pobiegli za Joshem.
-Tak to tu! – krzyczała Lily
Powoli weszli do środka. Nikogo nie ma.
-Coś mu tu nie pasuję, gdzie jest straż? – zdziwił się Mattias.
Jared i Josh nagle oboje zauważyli tabliczki.
-Tutaj są napisy. – powiedzieli razem.
-Kurde czy tylko ja ich nie widzę?
– Liliy była bardzo zbulwersowana.
-Gdzie może być Anna? – Pyta Jared
-Wiem , w ”ciemność” chyba to się tak nazywało. Pamiętam Anna coś o tym wspominała.
-To chodźmy. Szli krętymi schodami.
-Zapora nie wejdziemy. – Josh był załamany
-To już robota dla mnie.
–Liliy podeszła do zapory, ścisnęła pięść i po wszystkim. –
Zrobione. Wszyscy patrzeli na nią jak wryci
-No co ? Nie gapcie się tak na mnie
. Josh poszedł pierwszy , czuł ,że gdzieś nie daleko jest Anna.
-Uwaga cicho – nagle stoi… Ktoś tu jest. Musimy uciekać. Cała grupa wyszła na zewnątrz. Z rogu wyskoczyły potwory.
-Musicie się bronić. – Josh rzucił nóż Jaredowi.
-Uwazaj – ostrzegł go.
-Dzięki – odpowiedział ze skwaszona miną.
-Jest ich coraz więcej. Potwory skupiły się w jednym miejscu, były naprawdę ochydne, piana spływała im z ust. Rozszalałe zaczęły biegać po całej powierzchni, skakały. Josh poradził się z nimi. Wiedział jak walczyć. Pomagał innym.
-Boże ! Ratunku. – wołała Liliy.
Nicholas podbiegł do niej. On również był wyszkolony. Jared walczył z Joshem. Nagle biegnie Stary człowiek z mieczem i również zabija potwory. Mattias próbuję walczyć , lecz potwór był od niego szybszy. Jared biegnie na pomoc przyjacielowi , ale jest za późno. Powtór , tak go pogryzł i zostawił śmiertelną wydzielinę.
-Mattias! – krzyczał Jared –
Nie nie ! Mattias. Błagam Cię żyj, To wszystko przeze mnie mogłam Cię tu nie zabierać. Do cholery ocknij się !! - Liliy szlochała.
-Liliy nic już nie zrobisz, Trafił na potwora , którego ślina jest śmiertelna. To nie twoja wina.
-Jared ja go kochałam ! Nie zrozumiesz tego.
-Ale on Cię nie kochał ! – wykrzyczał.
-Jak to? Jak możesz tak mówić?!
-Spotykał się z Innymi, nie chciał być z tobą na poważnie.
Nie mógł się zdecydować , lubił towarzystwo dziewczyn … innych – dodał po chwili. -Ale chociaż by żył! A teraz jest trupem !
-Liliy mi też jest ciężko. – miał łzy w oczach.
-Chciałem go uratować ale za późno przyszedłem. – mówił Mężczyna.
Jared spojrzał się na niego podnosząc wzrok z ciała Mattiasa,
Nie mógł uwierzyć !
-Dziadku?!
-Jared? – mężczyzna był zdziwiony
-Jak mogłeś mnie tak oszukiwać? Przyjeżdżałeś sobie z tego świata i potem wracałeś , mówiąc ,że wracasz do domu!
-Wnusiu to nie tak. Ja po prostu nie chciałem ,żebyś się tak o tym dowiedział.
-Świetny sobie moment wybrałeś, naprawdę. –nadal miał łzy w oczach.
-Jared , zrozum nie mogłem.
-Dlaczego mnie wszyscy oszukują , mówią ,że to dla mojego dobra! A ktoś mnie zapytał czy to dobro jest dla mnie odpowiednie i może ja chciałbym znać prawdę ! Cholera jasna ! O co w tym wszystkim chodzi !?
-Wnuczku, jeśli Ci powiem , nie wybaczysz mi tego.
-Ja już teraz nawet nie wiem czy w ogóle jesteś moim dziadkiem! To wszystkie jest jakieś chore i porąbane!
-Jared spokojnie. –mówiła Liliy również przez łzy.
-Proszę powiedz mi całą prawdę. O tak wiele proszę. Wszystko i tak już się wali , mój przyjaciel nie żyję.
-Powiem wszystko ale nie w takich warunkach
. Trzeba zanieść ciało do Kościoła. -Zajmiemy się tym. – mówili Josh i Nicholas.
-Poczekajcie muszę się z nim pożegnać.
-Słyszysz, byłeś naprawdę najlepszym kumplem, Liliy również Ci wybaczyła. Musiałem Jej powiedzieć , mam nadzieję ,ze ty również mi wybaczysz.
-Możemy iść – mówił. Poszli do Chatki starszego mężczyzny.
-Znam to miejsce.
-Znasz je dlatego ,że tu byłeś tylko nie pamiętasz. I również się tutaj urodziłeś.
-Jak to?! -Tak Twoja mama tam w innym świecie to nie twoja Matka.
-To w końcu jest moją Matką?
-Królowa – wybełkotał Dziadek. Pierwsze pytanie jakie się Mu narzuciło.
-Dlaczego mnie nie wychowywała ? Tylko oddała innym ludziom?
-Nie wiem co jej szczeliło do głowy. Kiedy była w ciązy bardzo Cię kochała. Potem oddała mi Cię.
-Jak ona mogła! Co to za Królowa ? Co porzuca swoje dziecko. – Lily była pełna łez. -Czyli ty mnie wychowałeś? Dlatego mam ten tatuaż?
-Tak. Chciałem ,abyś był samodzielny i silny.
-A Anna?
-Anna. Jej matka wiedziała. Jesteście kuzynostwem. Jej matka była poniekąd spokrewniona z naszą rodziną.
-O ja Cię. Teraz to wszystko się skomplikowało.
-A ja zakochałem się w mojej kuzynce. – mówił po cichu.
-Jared? Czy ja dobrze słyszałam?
-Tak !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
. -Jared , chciała bym sama to wiedzieć. Przyszła mama Anny.
-Słuchajcie, znalazłam ten klucz, ale on jest trochę inny niż myślicie. Musicie przekręcić 3 razy w lewo i potem w prawo. Dopiero będziecie mogli jechać.
Pewnie Klucz,który znalazła Anna po jednym przekręceniu działał prawda?
-Tak proszę Pani. – odpowiedziała Lily.
-Dobrze. Błagam znajdźcie ją.
-Obiecujemy – wykrzyknęliśmy troje chórem.


Siedzę w celi pokrytej kurzem i pająkami. Okropnie tu. Josh błagam znajdź mnie. Nadal mnie interesowała historia związana z moją mamą. A co jeśli William jest moim Ojcem? A mama po prostu uciekła bo się bała. I jednak wdała się z mężem swojej przyjaciółki .A tata nic nie wie. I cały czas go oszukiwała. Więc kim jest brat Williama? Skoro Królowa porzuciła swoje dziecko i oddała je do Ojca swego męża ? Od kilku paru ładnych godzin nie słyszałam ,żadnych głosów. Bardzo się boję, cała się trzęsę i na dodatek burczy mi w żołądku.

-Śniadanie ! – krzyczy mężczyzna.

Przybliżyłam się do krat.
-Co to ma być? –zapytałam
-Chyba jesteś głodna?
-Tak – odpowiedziałam
. -Może mi Pan opowiedzieć o tej historii z dzieckiem Królowej?
-Nie powinien. –
Proszę. –mówiłam przegryzając coś co przypominało bułkę.
-Królowa bardzo się cieszyła się na przyjście dziecka. Król również ale kiedy już dziecko przyszło na świat, Królowa nie chciała się nim opiekować. Przeszkadzał jej płacz dziecka. Nie chciała mu zmieniać pieluszki. Król wziął na jej rozkaz oddał Swojego Syna do Ojca. I można powiedzieć, że to Dziadek go wychował. Chodź teraz go już nie widuję. Nie wiem co się z nim stało.
-To okropne. – miałam łzy w oczach.
-Wiem , sam to widziałem jestem znaczy się byłem strażnikiem w pałacu i wszystko słyszałem. Chwilę pomyślałam, chyba jest ich dwóch. Bo każdy ma inny głos. Dobrze ,że trafiłam teraz na tego dobrego. Ciekawe gdzie ten drugi?
-A twój wspólnik ? Gdzie jest? Bo jest was dwóch prawda?- zapytałam
- Poszedł do Królowej. Nie jestem zadowolony z tej roboty, ale muszę z czegoś żyć. Nie musisz się mnie bać. Działam na życzenie Siostry Królowej.
-Dobrze. Spokojnie.
A możesz mi powiedzieć o co chodzi z mężem Siostry Królowej?
-Tutaj niestety nie znam całej historii.
-Wiesz ,może gdzie on jest?
-Pani Helena była bardzo wściekła na swojego męża, oskarżyła go o romans ze jej przyjaciółką . I ,że to jego dziecko. Bo wtedy Twoja Matka była w ciąży.
Boże, nie , nie to nie może być prawda. Nie mogę być córką Williama! To by oznaczało ,że Josh był by dla mnie kimś z rodziny !

Zeszliśmy do tunelu, Mattias przyglądał się wszystkiemu.
-Dalej jeźdzmy, nie wiadomo czy Anna żyję- niecierpliwił się Jared
-Jared Hej – położyła mu ręce na ramionach.. Będzie dobrze tylko spokojnie.
-Jakie tam spokojnie! – wkurzył się.
Odszedł kawałek dalej, Liliy pobiegła za nim.
-Co się dzieję? Przecież ja też się o Nią boję , ale nie możemy wariować przez to. Uratujemy Ją.
-A co się ma dziać. Ja również się boję i to jak cholera.
-Jedziemy? –pytała
–Tak.
Troje znaleźli się przy maszynie.
-Kto przekręca kluczyk? – pytała Lily
-Możesz ty – Mówił Mattias
-Wolę nie już raz mnie coś tu poparzyło.
-Jared nie masz innego wyjścia.
Wziął kluczyk do ręki , zrobił to co kazała Mama Anny. Maszyna zaczęła się ruszać. Po kilku sekundach byli na miejscu.
-To jeszcze lepsze niż lot samolotem- mówił Mattias.
-Przecież jesteśmy w tym samym miejscu , przecież tu wszystko wygląda tak samo. – Był zdziwiony
-Nie Jared , drzwi są po innej stronie. Wyszli przez drzwi.
-Ale tu dziwnie. – stwierdził Jared.
-Oj uwierz mi ,że tak. Odpowiedziała Lily
-Idziemy do Pałacu – zarządziła Lily
-Do Pałacu po co?
-Musimy znaleźć Księcia. On pewnie wie co się stało z Anną.
-O co do cholery chodzi z tym Księciem? -pytał zdenerowny Jared.
-Co ty zazdrosny jesteś? ,że tak gwałtownie reagujesz.
-Nie jestem zazdrosny
-Właśnie widzę.
-Idziemy czy ,nie bo sterczymy tutaj w miejscu Poszli do pałacu.
-Chcesz wejść głównym wejściem? –pytał Jared. –
Nie mądralo wejdziemy tylnym wejściem – odszczeknęła się Lily
Uwaga! – zaczęła rzucać kamieniami w okno.
-Wiesz w ogóle które to okno? -pytał Mattias.
-Mam takie małe przeczucie i moja intuicja mnie nie zawodzi
-No czyli będzie wesoło – mówił pod nosem Jared
-Słyszałam! – odburknęła Liliy
-Ej patrzcie ktoś otwiera okno – krzyczy Mattias
-Hej ty ty jesteś Księciem? – krzyczy Liliy
-Tak ja. Co się wydarzyło? … Czekaj – rozejrzał się po bokach. …. Ja Cię znam Byłaś wtedy z Anną.
-Tak to ja Lily. Musisz nam pomóc. Anna zaginęła
-Jak to?! Przecież była u mnie. I wszystko było w porządku.
-Czyli jednak tu przyjechała. – mówiła po cichu.
Dobra schodź na dół pomożesz nam ją znaleźć. Zszedł po abażurze.
-Nie powinno się mówić do Księcia jakoś bardziej królewsko? – zapytał Mattias.
-A co ja z rodziny królewskiej? Ważne ,że zrozumiał.Jednak Annie zazdroszczę niczego sobie ten Książe.
-Ej – spojrzał na nią Mattias
-Przecież wiesz ,że tylko ty mi się podobasz. – uściskał Ją.
Jared był wściekły.
-Poczekajcie mój kuzyn pójdzie z nami.Pewnie będziemy potrzebowali pomocy. – Mówił Josh –
Jestem Nicholas , miło mi.
– Pocałował Rękę Liliy.
-O ja Cię. – uśmiechnęła się.
-Coś nie tak? Zapytał speszony
-Nie nie wszystko w jak najlepszym porządku.
Mattias i Jared byli wściekli.
-Chodźmy. Robi się ciemno. – swierzdził Josh.
-Czekajcie wiem , gdzie może być Anna ! Wszyscy spojrzeli się na nią.
-Tutaj nie daleko jest taki jakby zamek, i tam są w środku jakieś podziemia. -Wiem gdzie to. Szybko!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
A to ty nic nie wiesz? Uwaga niespodzianka ! Twoja Matka jest przyjaciółką Królowej. -Skąd to wiesz? - Królowa jest moją bardzo dobrą znajomą. -A dlaczego tutaj jestem? -Musimy się dowiedzieć coś o tej maszynie, którą stworzył prawdopodobnie kochanek twojej Matki. -Kochanek? -Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. Teraz bądź tutaj grzeczna. -Jak widzisz nigdzie się nie wybieram – odszczekłam się. Teraz już wiem , dlaczego mama nie kazała mi przeczytać tej książki. Wiedziała ,że będę się starała doszukać o co w tym chodzi. I ten tatuaż też o nim wiedziała. I o maszynie pewnie też. Nie chciała pewnie ,żebym się dowiedziała. Ale jaki kochanek? Czyżby to był William? Przecież to nie możliwe.
******************
-Jared otwieraj do cholery te drzwi ! – pukała LIliy -Liliy ? Co pali się ? -Gorzej, Anny nie ma. -Jak to nie ma? – stanął jak wryty. -Domyślałam się gdzie jest. Nie ma już jej cały dzień. Boję się ,że coś się stało. -Lily o czym ty mówisz? A tak w ogóle mów ciszej bo Mattias u mnie jest , robimy projekt. Weszła do środka. -Jared , ona pojechała tam sama jestem pewna. Pojechała pewnie do tego Księcia. -Jakiego Księcia? – był naprawdę zdziwiony. -A to ty nic nie wiesz? -No jak widać nie. -Ups. Chyba nie powinnam była tego mówić. -No dobra , nie ważne , to co robimy? -Musimy do niej jechać. -Gdzie musicie jechać? – zapytał się Mattias. Jared kiwnął do mnie głową ,na znak aby mu powiedzieć. Mattias był trochę zdziwiony. -Czemu mi nie powiedziałaś? -Nie miałam kiedy. Zrozum. Teraz nie rozwijajmy tego tematu. Trzeba ratować Annę. -No to na co czekamy? Chodźmy – mówił Jared -Jest jeden mały problem , nie mamy klucza, Anna tylko go miała. -Nie da się dostać bez klucza? -Nie wiem tego…. – pomyślała chwilę chodząc po pokoju….. Anna coś wspomniała ,że jej mama bardzo zdziwiła na ten tatuaż. Może ona ma jakiś zapasowy klucz. -Ja cię jakie to pokręcone. –stwierdził Mattias.
*****************************
Spojrzałam na swój znak , na moje zniekształcone serduszko. Dlaczego Cię tutaj nie ma? Boję się. Mam nadzieję ,że jesteś blisko i mnie znajdziesz. Albo Liliy , pewnie się martwi czemu mnie tak długo nie ma. -Wiesz ,że przyjaciółka Królowej bardzo kochała swojego męża. -Co mnie to obchodzi? -Ale było jej ciężko, ponieważ on jej nie kochał , tylko twoją matkę. Nie wiem z jakich przyczyn , ale potem zniknęła i nikt nie mógł jej znaleźć , przepadła. -Mów do rzeczy ! – wkurzyłam się. -Jak śmiesz podnosić głos? Myślisz, że taka cwana jesteś? -Chcę stąd wyjść! – krzyczałam. -Nikt Cię nie usłyszy Księżniczko. – śmiał się szyderczym śmiechem. Poddałam się i usiadłam na marmurowej ławce, Czułam się jak w jakiejś celi. Były nawet kraty. -Dlaczego tu jestem ? –zapytałam znowu -Dostałem nakaz, aby cię uwięzić. -Skąd wiesz tyle o mojej Matce? -Jak już mówiłem jestem dobrym przyjacielem Królowej. -I co ona ci tak dużo on niej mówiła. -Wiesz nie było między nimi dobrze, sprzeczały się. Pokłóciły się Kiedy Królowa urodziła Syna , i coś jej do głowy strzeliło ,że nie chcę tego dziecka. Oddała go do Ojca swego Męża. Twoja Matka była wściekła. Ale nie mogła nic na to poradzić. Kiedy Druga siostra znalazła sobie męża , zakochał się on w twojej matce. Lecz ona wiedziała ,że nie może sobie pozwolić na to aby zdradzić przyjaciółkę. Potem się poddał i opduścił. -W jakim celu mi to mówisz? -Nie ważne. W ogóle jakim prawem ty się do mnie odzywasz?
***
Zapukaliśmy do domu Anny. -Dzień Dobry , to bardzo ważne musimy coś Pani powiedzieć. -Właśnie, miałam do Ciebie Liliy dzwonić co się Dzieję z Anną tak długo jej nie ma? -Wie pani jest taka sprawa. Anna pojechała do … - ciągnął Jared -Do innego świata – wykrzyczała Liliy -Czyli miałam rację. Wiedziałam , chciałam jakoś temu zapobiec. – usiadła na krześle i rozmyślała. -To nie pani wina. My tylko chciałyśmy pomóc człowiekowi. -Jakiemu człowiekowi? -Ma chyba na imię William. -O mój boże. - Co się stało? – zapytał Jared. -William to mąż jednej z moich przyjaciółek -I co z nim nie tak? - Nie ważne. Musicie znaleźć Annę. -Będziemy potrzebować klucza do maszyny. I myśleliśmy ,że może Pani ma zapasowy? -Klucz? –spojrzała się na nas…. A tak, zaraz go poszukam , poczekajcie tutaj- była bardzo rozstrzęsiona. -O matko, to naprawdę dla niej trudne. Ciekawe co tam się musiało stać. – mówił Jared
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
-Nie wyglądamy jakoś dziwnie ? –zapytałam
-Jest już noc. Nikt nas nie zauważy. Muszę się jakoś wkraść do pokoju.
-Ale do pałacu jeszcze kawałek.
-Wiem. Dlatego pojedziemy konno.
-Konno ? Gdzie tu teraz znajdziesz konia ?
-Spokojnie mam swoje kontakty. – uśmiechnął się.
Josh użył czegoś podobnego do gwizdka. I nagle usłyszałam stukanie o ziemię kopyt konia.
-Jakim cudem ? – byłam bardzo zdziwiona.
-To jest mój koń. Mój przyjaciel się nim opiekuje. Bo mama powiedziała ,że nie chcę mieć więcej koni. Prawda ,że śliczny ?
-Jest przepiękny.
Był dużo i biały i miał bardzo długą grzywę.
-Wsiadaj.
-Będziesz musiał mi pomóc.
Josh podsadził mnie na konia.
-No więc jedziemy
Jechaliśmy w miarę szybko. Czułam się przy nim bezpiecznie.
- Teraz ty jesteś w moim świecie. Zobacz jaka wymiana.
-I muszę Ci powiedzieć ,że mi się tu podoba.
Podjechaliśmy pod pałac. Upewniając się ,że nikt nie stoi na straży.
-Wchodzisz ze mną –postanowił.
-Twoja mama mnie zauważy.
-To wtedy schowasz się pod łóżko i będzie dobrze. Nie wypuszczę Cię stąd zbyt szybko.
-Okey.
-Uwaga na suknię bo będziesz miała dziurawą.
-Śmieszne wiesz.
Starałam się nie narobić hałasu ponieważ miałam buty na obcasie.
Wkurzyłam się i ściągnęłam te cholerne buty.
-I co teraz z nimi zrobisz?
- Rzucę je gdzieś i będę chodzić na bosaka. Nogi mnie od nich bolą.
Josh wziął mnie podniósł. I Przeniósł na łóżko.
-CO ty wyprawiasz?
-Mówiłaś ,że Cię nogi bolą więc pozwoliłem sobie Tobie pomóc. – uśmiechnął się tym swoim zabójczym uśmiechem.
-Uwielbiam Cię. Jest taki idealny. Nie znam podobnej osoby. Chyba to serio miałam szczęście ,że Cię poznałam.
Pochylił się nade mną i lekko pocałował.
-Wiesz ,że łamiesz zasady – uśmiechnęłam się lekko.
-Wiem ale to nie moja wina. Ty tak na mnie działasz.
-Powiedz mi czy to nie sen ?
-Sen ?
-Tak bo czuję ,że to nie jest prawdziwe.
-To wszystko jest jak najbardziej prawdziwe. Kocham Cię.
-Ja ciebie też.
-Skombinuję Dla ciebie coś do spania.
-Josh ale ja powinnam wracać.
-Ciii – przytknął mi palec do ust.
I poszedł.
Jestem taka szczęśliwa. Tylko zastanawiam się o chodziło Jaredowi. Czy on się we mnie zakochał? Nie no to chyba nie możliwe.
-Mam jakąś koszulkę znalazłem. Myślę ,że będzie dobra.
-Odepniesz mi sukienkę ?
-Oczywiście.
Dotknął moich ramion, poczułam dreszcz. Ale bardzo przyjemny.
-Jesteś taka cudowna, śliczna i urocza.
-A co będzie jeśli się już nie zobaczymy ?
-Nie mówi takich bzdur. Umrę z tęsknoty za tobą.
-A ja za tobą. Idę się przebrać.
Koszula była na mnie dużo za duża ale za to była wykonana z bardzo miękkiego materiału.
Rozpuściłam włosy idąc w stronę do Josha. Zobaczyłam ,że patrzy na jakieś zdjęcie.
Wskoczyłam lekko na jego łóżku aby się do niego przytulić.
-Co oglądasz ? –zapytałam.
-To mój Ojciec.
-Tęsknisz za nim ?
- Bardzo.
- Zobaczysz na pewno żyję.
-Mam nadzieję.
Josh złapał mnie do góry i położył na materacu.
-I co teraz ? – zapytałam.
-Nie wiem – zaczął się śmiać
A ja razem z nim.
-Powinniśmy iść spać.
-Ale mi się nie chce spać. – powiedziałam jak małe dziecko.
-No dobrze.. więc co masz zamiar robić do rana ?
-Możemy poleżeć i nic nie robić. Po prostu ?
-Jeśli tak chcesz. Nie mam nic przeciwko.
Położył się koło mnie. Nie miał koszulki. Miał boskie ciało. Mało takich mężczyzn znam co o siebie dbają.
- Jaki ty ciepły.
-A ty taka zimni utka. Mój zmarzluszek. –pocałował mnie w czoło.
Nie odpowiedziałam nic zaczęłam rozmyślać i nawet nie wiem kiedy usnęłam.
-Anna ! Wstawaj słyszałem moją Matkę. Musisz iść.
Przebrałam się szybko.
- No to do zobaczenia. –powiedziałam.
Przyciągnął mnie do siebie. I mocno pocałował
-Kocham Cię. – powiedziałam i wyszłam przez okno.







. Kiedy schodziłam na dół. Poczułam ,że coś uderzyło mnie od tyłu głowy i straciłam przytomność.
**********

Boli mnie tył głowy, nie wiem co się dzieję. Gdzie ja w ogóle jestem? Próbuję otworzyć oczy i dostaje nagłego ataku kaszlu. Czuję się jak bym wypruwała flaki. Słyszę głosy. -O Obudziła się- mówił jakiś mężczyzna -Co ja tutaj robię? Skąd się tutaj wzięłam? -Nie zadawaj tyle pytań, wiemy ,że masz bardzo dużo wspólnego z maszyną. -Jaką maszyną ? - Jesteś bardzo podobna do Matki. -Do Matki? CO ty chcesz od mojej Matki? – byłam naprawdę zła.


Przepraszam za tak długo nie dodawanie rozdziału. Ale wiecie szkoła i jeszcze brak weny. Ale mam nadzieję ,że te moje wypociny wam się spodobają
  • awatar Life gives nothing, you must take it♥: Jejjj oby nic jej nie było... Co to są w ogóle za kolesie ??!! Świetny rozdział ♥ Czekam z niecierpliwością na więcej : ) Pisz szybko i życzę dużooo weny ;*
  • awatar ✝ ѕateenkaari ♥: Ooo, alee cudo... Krotki trochę. :( Mam nadzieję, że jej się nic nie stanie... ;c
  • awatar It's not the end.: ciekawie, ciekawie :) oo znam to uczucie braku weny. też mnie czasem dopada ;C a przez tą szkołę to mam czas pisać praktycznie tylko w weekendy i jakieś luźniejsze dni...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Nadeszła Sobota, wesele Cioci.
-Dzieci jesteście gotowe ? – wołała mama
Byłam jeszcze cała w rozsypce. Dopiero robiłam makijaż i fryzurę. Suknię chciałam założy na sam koniec.
-Twoja mama chyba się trochę denerwuje – mówił do mnie Josh.
-Też tak myślę. Nie mam pojęcia dlaczego. Przecież to tylko wesele.
-Też się trochę boję.
-Przecież masz mnie – pocałowałam go w usta.
-Pamiętasz ? To było jeden raz. Bo mnie poprosiłaś.
- Josh. Posłuchaj nikt się nie dowie. A ja Cię kocham. I to okazuję.
-No dobrze. Ale nie przesadzajmy. Okey ?
-Dobrze. Ubieraj się bo jeszcze nie zdążymy.
Poszłam dokończyć ogarniać moje włosy.
Usłyszałam głos mojej siosty.
-Jejku jak wy ładnie wyglądacie.
-Również ślicznie wyglądasz – pochwalił Ją Josh.
-Dobrze Lucy , już się tutaj nie podlizuj. Tylko zmykaj na dół i powiedz rodzicom ,że zaraz schodzimy.
-Już idę.
Założyłam moją prześliczną czerwoną sukienkę.
-Kurcze chyba będę musiał Cię pilnować ,żeby mi Cię nie zabrali.
-Josh - uśmiechnęłam się i przytuliłam Go.
-Anna , Josh – wołał Tata
-Dobrze , wszyscy są jedziemy.
Wsiedliśmy do samochodu.
-Tato włącz jakąś piosenkę – poprosiła Lucy
Tata włączył naszą ulubioną.
Zaczęłyśmy śpiewać . Josh się śmiał.
-Ej nie śmiej się. – powiedział do Josha.
-Ale dużo samochodów. Ciotka szaleje.
Wszystko tak perfekcyjnie wyglądało. Piękna pogoda.
Wysiedliśmy z samochodu.
Podszedł do nas organizator wesela.
-Panna młoda prosi swoje Druhny Annę i Lucy do siebie. Zaprowadzę panie.
-Dobrze. Dziękujemy
Szliśmy po wypolerowanych schodach. Myślałam ,że się poślizgnę ale całkiem dobrze mi szło chodzenie w szpilkach.
-O moje kochane. Jesteście ! Jak się cieszę. Aniu jak ty cudownie wyglądasz pewnie wszystkim młodym chłopakom się spodobasz.
-Ciociu Ania przyszła z chłopakiem
-To nie mój chłopak.
-O będzie miło Mi Go poznać. Dobrze dziewczynki macie tutaj bukiety. A ja tylko założę buty.
Wybiły dzwony i zagrała orkiestra pieść weselną.
-Jejku ja się denerwuję.
-Ciocia jesteśmy z tobą.
Miała cudowną suknię. Idealnie dopasowaną. Zakochałam się w niej.
Szliśmy w rytm muzyki. Było bardzo dużo gości. Załuważyłam Josha i rodziców.
I zobaczyłam też Jareda.
Wysłałam mu spojrzenie typu co ty tutaj robisz? Nie usłyszałam co powiedział tylko się uśmiechnął
Szłam dalej nie zwracałam na niego uwagi.
Ceremonia przebiegła bardzo szybko. Ciocia widać ,że bardzo kocha swojego męża
Też chciałabym taki ślub.
Kiedy ciocia z wujem odbierali prezenty i przyjmowali życzenia.
Ja szukałam Josha. Lecz znalazłam Jareda
-Ładnie wyglądasz.
-Co ty tutaj robisz?
-A co mam robić jestem na weselu.
-Przecież nie o to pytam. Jakim cudem tu jesteś ?
-Twoja ciocia zna się z moją mamą. A ,że nie miałem z kim przyjść przyszedłem sam. A ty ?
-Z kolegą.
-Tak ? Chętnie go poznam.
-Lepiej nie. Bo to się źle się skończy.
-Anna o ci chodzi?
-O nic. Po prostu zdziwłam się ,że tu jesteś.
-Aż taki straszny jestem.
-Nie ważne muszę iść.
Poszłam poszukać moich towarzyszy.
Wpadłam na Josha.
-Szukałam Cię.
-Coś się stało ?
-A miało się stać?
-Nie tak pytam.
Goście jedzą tort też chcesz ,znaczy się przynieść Ci ?
-Jeśli możesz.
Josh poszedł do stołu szwedzkiego.
Usiedliśmy przy stoliku.
-O słyszysz muzyka leci. Więc Mogę prosić panią do tańca.
Był bardzo szamański. Potrafi przekonać dziewczynę.Czułam się jak na jego Balu
Oczywiście potrafił tańczyć.
-Pamiętasz?
-Pamiętam.
-Masz takie piękne oczy. W których się zakochałem.
-A ja w twoich. I w tobie.
Złapał mnie bliżej do siebie. Jestem taka szczęśliwa.
-Powiem to jeszcze raz. Pięknie wyglądasz.
-Odbijany - zobaczyłam Jareda.
-Zwariowałeś ?
-Nie dlaczego ? Hmmm ale widzę jednak miałem rację. Coś czujesz do naszego kolegi z innego kraju
-Mówiłam Ci już coś na ten temat. Chciałam ,żeby zobaczył nasze tradycję. A tak w ogóle to po co ja ci to mówię?
-Anno co się z tobą dzieje?
-Jared powinnam zadać Ci to samo pytanie.
-Ze mną? Ty się dziwne zachowujesz. Chyba opiekunka nie powinna tak tańczyć z kimś kogo nawet dobrze nie zna.
-Oj chyba przesadzasz.
-Ja przesadzam ? No raczej to nie wyglądało na relacje czysto przyjacielskie. Widać jak na niego patrzysz. A może to twój chłopak ?
-Kolego ! Teraz to przegiąłeś i zostaw mnie. Serio jesteś zazdrosny. Myślałam, że jesteś moim przyjacielem. A ty zachowujesz się jak byś się we mnie zakochał. Przepraszam ale naprawdę nie chce z tobą gadać.
-Anna !
-Jared. To nie ma sensu. Nie psujmy sobie humoru i Cioci wesela. Ok?
-No dobra.
-Anna ? Kto to był ?
-Nie ważne. Mój przyjaciel. Znaczy się myślę ,że mój przyjaciel.
-Dobrze nie pytał o co się kłóciliście.
-Jesteś cudowny. Cieszę się ,że Cię poznałam.
-Chyba powinienem dzisiaj wrócić.
-Już?
-Tak pewnie tam już listy gończe piszą .
-Chciałabym zobaczyć jakie Ci zdjęcie dali.
-Pewnie nie aż takie ładnie jak mój portret od Ciebie.
-To co wieczorem jedziemy ?
-No musimy.
Nie chcę się z nim rozstawać. Dobrze mi tak. Ale muszę.
Wybawiliśmy się za wszystkie czasy. To chyba najlepsze wesele na jakim byłam.
Kiedy ciocia rzucała welon. Złapałam Go.
Człowiek ,który złapał muszę Wujka to Josh. Czy to by przypadek trudno stwierdzić.
Była prawie 4 nad ranem. Pojechaliśmy do domu.
Powiedziałam mamie ,że chcemy się jeszcze przejść bo nie chce nam się spać. Odziwo się zgodziła
Więc poszliśmy do parku i do tajemniczej piwny Ojca Josha.
Włączyliśmy maszynę. I o to jesteśmy już w innym świecie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Poszliśmy biegiem do szkoły.
-A coś się stanie jeśli nie zdążymy ? – zapytał Josh
-Spóźnimy się na matmę.
-Na co ?
-Na matematykę tam się liczy i inne takie rzeczy , to takie coś jak byś liczył składniki do jakiegoś eliksiru.
-A trudne to ?
-Dla mnie tak. Nie cierpię tego.
-To ciekawe jak ja sobie poradzę.
Weszliśmy do szkoły.
Zauważyłam ,że dużo osób się na nas patrzy.
-Cześć Josh ! – wołały dziewczyny.
-Cześć – odpowiedział im.
Jejku jakie były podekscytowane.
Nie zwracałam na to uwagi. Szliśmy dalej.
-Anna ! Jejku się cieszę ,że was widzę. Wszystko w porządku? I jak idziesz na to wesele? Lub czy idziecie razem?
-Liliy! Błagam ciszej, przecież to nie jest jakieś wielkie widowisko tylko wesele.
-Jak to nie ! To wesele na wypasie.
-Nie przesadzaj, Ale dobrze powiem Ci ,żebyś była zaspokojona idziemy razem prawda Josh ?
-Tak. Zobaczę co to u was wesele.
-Jejku ale ty jesteś śmieszny. Nie wiesz co to wesele?
-No u nas to się bal nazywa. I jest to bardzo uroczyste.
-No to u nas będzie zupełnie inaczej.
-Dobrze , co ma być to będzie. – wzięłam Josha za nadgarstek i pociągłam za sobą.
-Zobaczymy się potem – zawołała Liliy za mną.
-O jak miło Cię znów widzieć ! Dobrze się u nas czujesz? Wszystko w porządku ? - pytał profesor.
-Wydaję mi się ,że tak. Na razie się odnajduje ale powoli. Anna bardzo mi pomaga.
-Czyli trafiłem z wyborem przewodnika. Jak Ja się bardzo cieszę. A właśnie Josh mamy dla ciebie specjalną lekcje z innymi uczniami. Więc musicie się niestety rozstać na jedną lekcje.
-Dobrze panie profesorze nie ma problemu – odpowiedziałam.
Poszliśmy razem w stronę auli.
-Poczekaj! –usłyszałam za sobą głos.
-Cześć Anno – mówił Jared. Dawno z nim nie rozmawiałam.
-Hej – odpowiedziałam cicho
-Co słychać?
-Wydaję mi się ,że wszystko dobrze. Jutro idę na wesele do cioci. Nie lubię takich imprez.
-Ja też - powiedział cicho
-Co powiedziałeś?
-Nic nic. A ten Jak mu Josh dobrze mówię?
-Tak
-Długo tu jeszcze będzie?
-A co aż tak ci zależy ,żeby nie został długo ?
-Nie o to mi chodziło.
-A o co?
-Po prostu bardzo zrobił zamieszanie w szkole. Wolałem jak było spokojnie.
-Czy u nas kiedyś w szkole było spokojnie? Nie przypominam sobie. Więc nadal nie wiem o co ci chodzi. Nie lubisz Go?
-Nie ,że nie lubię bo nawet nie znam. Ale ty chyba go polubiłaś i to bardzo.
-A nawet jeśli ?
-Anna on wyjedzie. I nie zobaczysz go więcej.
I tu się kolego mylisz.- pomyślałam.
-No to co z tego ? Przecież się w nim nie zakochałam,żebym chciała go zobaczyć. Więc w czym problem. To po prostu kolega. I tyle.
-Rozumiem.
-Dobra idę na matmę. Ty lepiej też idź bo nie chce powiedzieć czegoś czego będę żałować.
Podniósł ciśnienie. O co chodzi? Głupio mi go okłamywać bo to mój przyjaciel. Obiecałam ,że nie będę kłamać. Ale musiałam nie zrozumiałby. Nie mogłam się skupić na matematyce.
Co się dzieje?
A może po prostu naprawdę nie chce ,żeby pojechał do swojego świata. Bo mam go tutaj przy sobie. I mogę się nim nacieszyć.
-Anna? Halo jesteś tutaj ?
-Jestem Josh jestem.
-O czym myślisz?
-Sama nie wiem.
-Okey.
-O widzę ,że uczysz się - uśmiechnęłam się.
-Mam ochotę z tobą zatańczyć. Pamiętasz nasz taniec?
-Pamiętam. Ale nie mam już takiej pięknej sukienki.
-Masz pewnie jeszcze piękniejsze.
Chciałam się do niego przytulić , ale nie chcę nie potrzebnych plotek.
Dzień minął bardzo szybko.
Weszliśmy do mnie do domu.
Lucy pokazywała się mamie w swojej nowej sukience.
-Patrz Aniu jaką mam sukienkę. Dla ciebie też mamy.
-Dla mnie?
-Tak jest u ciebie w pokoju.
-Ślicznie wyglądasz Lucy. – Pochwalił ją Josh.
-Dzięki – uśmiechnęła się.
Weszłam do pokoju. Ta sukienka była śliczna!
-Patrz nawet taka podobna jak ta co byłaś na balu.
-Bardzo mi się podoba. Przymierzę Ją.
Była długa , jasno czerwona. Po prostu idealna.
Założyłam Ją pasowała jak na mnie szyta.
-Josh ? Zapniesz ?
-Jasne.
Josh przybliżył się do mnie. Poczułam Jego ciepło. Miał takie ciepłe ręce.
-Wyglądasz prześlicznie. I pomyśleć ,że się w tobie zakochałem. Popatrz. Mogło się to inaczej potoczyć.
Nie obróciłam się do niego słuchałam co mówi.
-Nie wiem co się wtedy ze mną stało. Inne dziewczyny były takie proste i nieprzewidywalne. A z tobą czułem ,że coś się wydarzy. I jesteś inna.
Przytulił mnie do siebie w tali.
Nadal nic nie powiedziałam a ni się nie odwróciłam.
-Dobrze mi z tobą.
W końcu obróciłam się i spojrzałam mu w oczy. Tak w te niebieskie oczy jak niebo.
-Uwielbiam Cię. Twoje oczy , usta. Wiesz co chciałbym zrobić ale nie mogę. Tak bardzo tego chcę.
-To zrób to. – powiedziałam.
-Wiesz ,że nie mogę.
-To nie twój świat. Nikt się nie dowie. Nie będziesz miał żadnych konsekwencji.
-Anno. Nie wiem.
-Zrób to dla mnie. Proszę – popatrzałam się na niego.
-Co ty ze mną robisz? Odpowiesz mi na to pytanie?
-Nic to samo wychodzi.
-Wariuję ,przez Ciebie Anno.
-Będziesz takim samym wariatem jak Ja. Nie narzekaj.
-Nie mam prawa narzekać.
Pochylił się nade mną. Poczułam jego oddech. Zamknęłam oczy. Naprawdę chcę , żeby mnie pocałował.
-Masz takie śliczne usta. –mówił mi do ucha.
-To je pocałuj – mówię.
-Na pewno tego chcesz?
Nie musiałam odpowiadać.
Powoli zaczął się zbliżać do moich ust. I wreszcie mnie pocałował ! Tak długo na to czekałam. Był to bardzo delikatny pocałunek. Chyba najlepszy na świecie.
Oderwał od moich ust swoje. Spojrzał na mnie.
-Oczy też masz piękne. I ślicznie wyglądasz w tej sukience.
Nie mogłam wydusić z siebie słowa. To takie piękne uczucie.
-Coś nie tak ? Coś źle zrobiłem ?
-Wszystko w jakim najlepszym porządku.
-Naprawdę nie wiem co się ze mną dzieję.
-Ja też nie.
Przytuliłam się do niego. Nie chciałam puszczać go ze swoich objęć. On jest mój i nikomu go nie oddam.
-Będę tęsknić i to bardzo.
-Ja bardziej.
-Jutro będziesz musiał wracać.
-Wiem. Ale nie chce.
-Ja też nie chce. Chcę ,żebyś był przy mnie.
-Uwierz mi Anno Ja też ale to nie takie proste.
-Poradzimy sobie.
  • awatar Welcome to My Paradise ♥: Uwagi: -błędy ortograficzne -powtarzanie się jakiś słów -interpunkcja -budowa zdań Uważam, że twoje opowiadanie jest naprawdę ciekawe a jedyne do czego mogę się przyczepić to te błędy, które wyżej zostały przeze mnie wymienione. Czekam na kolejny ;)
  • awatar Beznadziejna nadzieja.: jejkuuu <3 i te gify, świetne!!
  • awatar Goodbbye: jejuuu jakie romantikooo .omomom zapraszam ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
-Obejrzymy jakiś film ? –zapytałam
-Dobrze. Ty tu rządzisz – uśmiechnął się.
-Czuję ,że nie znasz się na filmach. Trafiłam ?
-W samo sedno.
-Hmm… - pomyślałam. Możemy w coś zagramy ?
-O niektóre gry znam !
Zagraliśmy w szachy. Tata mnie nauczył w nie grać.
-Dobry jesteś. – pochwaliłam go
-Ty lepsza. Ja tylko wiem co to jest dama, ale daję radę , podszkolę się i będzie dobrze.
Uwielbiałam jego poczucie humoru
-Nadal nie mogę uwierzyć ,że tu jesteś. Nie wiedziałam ,że cię jeszcze zobaczę. I znajdziesz maszynę i się tu dostaniesz. Tak bardzo się cieszę.
Nagle przypomniałam sobie o rysunku który kiedyś narysowałam.
-Poczekaj coś ci pokażę.
Podeszłam do biurka gdzie schowałam rysunek. Wyjęłam go z teczki.
-ładny ? – zapytałam pokazując go Joshowi.
-To naprawdę Ja? Coś nie podobny – uśmiechnął się.
Szturchnęłam go aby się nie nabijał
-Jest cudowny. Kiedy go narysowałaś ? –zapytał.
-Pamiętasz to jak uratowałeś mnie przed tym potworem ?
-Jak mógł bym zapomnieć.
-Wtedy kiedy już wróciłam do swojego świata go narysowałam. Myślałam ,że Cię nie zobaczę i dlatego chciałam ,żeby mi coś po tobie zostało.
-Dziękuję.
-Kurde dlaczego nie możesz zostać na zawsze – popatrzałam się w jego niebieskie oczy.
-Masz śliczne oczy wiesz?
-Ty też.
-Aniu idźcie już spać ,późno już. – wołała mama tak głośno ,że było ją słychać przez zamknięte drzwi.
-Już - odpowiedziałam.
-Kurde nie masz piżamy.
-Nie potrzebuję piżamy mogę spać w koszulce i jakiś spodniach.
-Poszukam coś u taty , na pewno się zgodzi.
Poszłam do pokoju rodziców. Mama była w łazience
-Tato potrzebuję koszulkę i spodnie dla Josha.
-Poszukaj w szafie – odpowiedział robiąc coś na komputerze.
-A może ze mną porozmawiasz?
-Już kochanie. – odszedł od komputera
-Pomogę Ci coś wybrać.
Zaczął grebelować w szafie.
-Tato co się z tobą dzieję. Tylko praca. A co z nami ze mną i Lucy ?
-Przecież muszę jakoś utrzymać rodzinę.
-Rozumiem, ale mógłbyś też czasem sobie robić przerwy. Proszę Cię o to nie chcę ,żebyś się przemęczał.
-Dobrze córeczko. Postaram się to jakoś naprawić.
-Dobranoc tato.
-Dobranoc Aniu – pocałował mnie w czoło
Zajrzałam po drodze do Lucy czy śpi. Spała smacznie jak aniołek.
-Już jestem – powiedziałam wchodząc do pokoju.
-Tak sobie myślę ,że tu jest naprawdę inaczej. Jesteście wolni. Nie jeździcie konno. Nie macie balów, króla , królowej.
-Chciałabym ,móc powiedzieć ,że jest wolna. Tutaj wszystko za szybko się dzieje.
-Za szybko ?
-Tak. Wszystko idzie z postępem czasu. Ludzie nie rozmawiają ze sobą prawie wcale tylko przez Internet. Listy już w ogóle zaginęły. Bardzo mało osób je pisze.
-A wolałabyś żyć w świecie gdzie trzeba walczyć aby przetrwać ?
-Nie wiem gdzie bym wolała. To trudne pytanie.
-Rozumiem.
-Okey. Przebieraj się. Ja idę się umyć więc możesz się spokojnie ubrać.
Wzięłam ręcznik i udałam się do łazienki.
To jest nie realne. On tu jest. Chłopak w którym się zakochałam na zabój.
Tutaj w moim świecie. Tuż obok.
Spojrzałam na tatuaż. Cieszę się ,że go mam. Jest mój na zawsze. Podjęłam dobrą decyzję.
Wzięłam prysznic. Kiedy chciałam wziąć szampon zacięłam się o szklaną półkę. Dosyć mocno.
-Szlak by tu trafił – krzyknęłam.
-Anno? Co się stało ? – słyszałam pod drzwiami Josha.
-Zaraz. –zawołałam.
Zaplątałam rękę papierem i założyłam koszulę nocną.
Otworzyłam drzwi.
-Wejdź.
-Co się stało ?
-Zacięłam się.
-Co ?
-Skaleczyłam się , zobacz – odplątałam papier
-Nie ciekawie to wygląda. Przestraszyłem się kiedy Cię usłyszałem.
-Wiesz co mógł zrobić ? prawda?
-Wiem narysować mi znak
-Tak. Ale nie mam mojego pióra. A ty krwawisz. – martwił się.
-Pokaże Ci jak u nas wygląda pomoc dla rannego. –uśmiechnęłam się.
-Weź z tej półki białą butelkę. I obok kawałek papieru wylej na to.
Zrobił to co kazałam.
-I teraz przyłóż mi do ręki.
Złapał moją dłoń bardzo delikatnie.
-Auć
-Coś nie tak zrobiłem ?
-Nie po prostu szczypie. To normalnie. Świetnie ci poszło. – dałam mu całusa w policzek.
Spojrzał się na mnie.
-No co ? Przecież nie złamałam prawa. Pamiętam o nim
-Jesteś idealna.
-Nie prawda. Mam wady. Nikt nie jest idealny.
-Już lepiej ?
-A dlaczego to nie znikło ?
-Musi się zagoić. U nas się goi kilka dni.
-Chyba pójdę na kurs czekaj jak to się nazywa?
-Kurs ratownictwa chodzi o pomaganie w potrzebie.
-O tak !
Znowu zaczeliśmy się śmiać.
Nagle słyszę znowu mamę.
-Co wy tutaj robicie ? – była naprawdę wkurzona.
-Już idziemy spać – odpowiedziałam.
-No ja mam nadzieję. Nie podoba mi się to. Nie dlatego się zgodziłam ,żeby twój kolega tutaj nocował ,żebyście sobie mogli siedzieć do rana wygłupiając się.
-Przepraszamy – powiedzieliśmy razem.
-Już dobrze. Teraz szorować do spania. Dobranoc.
Wyszła.
-Nigdy jej nie widziałam takiej
-Trochę przypomina moją mamę.
-Okey idziemy spać.
Ja położyłam się na moim łóżku. Josh spał na materacu. Ale i tak nie mogłam usnąć.
Myślałam o tej całej historii.
-Anno śpisz?
-Nie a ty?
-Ja też nie.
-I co teraz zrobimy ?
-Nie mam pojęcia.
Wślizgnęłam się obok Niego.
-Chyba nie powinniśmy spać razem ? Prawda?
-Tak tak prawda. Ale tak będzie lepiej oboje się wyśpimy.
-A twoja mama ?
-Nie zorientuje się.
Usnęłam bardzo szybko.
Oboje musieliśmy wstać dość wcześnie ,żeby iść do szkoły.
Byłam bardzo szczęśliwa.
-Dzień dobry – obudziłam się słyszać głos Josha.
Chciałabym mieć takie pobudki codziennie.
-Muszę Ci powiedzieć ,że strasznie się kręcisz jak śpisz.
-No wiesz co nie to chciałam usłyszeć po prze budzeniu. Dzięki.
-Może pójdę twojej mamie pomóc przy śniadaniu ?
-O dobry pomysł.
Ubrałam sukienkę ,ponieważ jest ciepło.
Josh uśmiechnął się do mnie jak schodziłam ze schodów.
-Wiecie ,że zaraz się spóźnicie. Jest już 7.40 dalej dzieciaki śniadanie i do szkoły – mówiła mama.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
-Ciekawe co powie na to wszystko twoja Mama.
-Chyba dobrze. Tak mi się wydaję.
Wtedy podszedł do nas profesor
-O chyba dobrze się dogadujecie ? Jak się cieszę ,że trafiłem z przewodniczką. Anno twoja mama się zgodziła. I już nawet jakiś placek piecze. – uśmiechnął się…. A tak w ogóle jesteś zwolniona z ostatniej lekcji, możesz oprowadzić Josepha po mieście.
-Dziękuję profesorze. Postaram się aby się tu nie nudził.
-Obstawiam ,że się nie nudzi.
Uśmiechnęliśmy się razem.
-Dobra , to idziemy do sklepu. – powiedziałam.
-Ale czy ja powinienem?
-Tak , tak. Musisz jakoś wyglądać. Pamiętasz zero podejrzeń. Będziesz najładniejszym chłopakiem w całej szkole.
-Dobrze , zgadzam się.
Wzięłam go za rękę i razem szliśmy do miasta.
Weszliśmy do sklepu.
-I jak podoba ci się coś? –zapytałam.
Rozglądał się po półkach. Wziął do rąk jakąś bluzkę.
-Może być ?
Zaczęłam się śmiać.
-Okey , czyli nie. –odłożył ją z powrotem.
-Ja ci coś wybiorę.
Wzięłam niebieską bluzkę na krótki rękaw i ¾ jeansy.
Wyglądał naprawdę dobrze. Jak nie on. Ale podobało mi się.
-Nawet mi się podoba. Tylko bardzo dziwną macie tutaj modę.
-Wyglądasz świetnie. Idziemy do kasy.
Kupiliśmy ubrania.
-Teraz się już nie wyróżniasz.
-Cieszę się. – odpowiedział
Nagle zadzwoniła mi komórka.
-Co się dzieje? –zapytał Josh
-Komórka mi dzwoni.
-Co dzwoni ?
-Telefon . To takie coś przez co można rozmawiać kiedy chcesz.
-Aha rozumiem.
-Anna! Gdzie ty jesteś , a nie przepraszam Gdzie wy jesteście? –mówiła Liliy przez komórkę.
-Idziemy teraz do domu.
-Okey. Zobaczymy się?
-Nie wiem , pewnie jutro w szkole.
-Ok. To jak coś to się odzywaj , albo ja zadzwonię.
-Ok. Na razie.
Rozłączyłam się.
-Tak bardzo się cieszę ,że tutaj jestem. Jeszcze pokłóciłem się z Matką.
-O co ? –zapytałam.
-O Ciebie. Nie kazała mi się z tobą widywać.
-Nie podejrzewa niczego ?
-Nie chyba nie.
-To dobrze.


Poszliśmy do domu. Lucy była bardzo zadowolona , z pobytu Josha u nas. Opowiadałam Jej o Księciu. Więc pewnie wiedziała o co chodzi. Chciała pewnie coś powiedzieć. Ale położyłam palec na usta , dając jej znak, żeby nic nie mówiła. Zrozumiała.
-O już jesteście – ucieszyła się mama wychodząc z kuchni.. – Mam dla was ciasto, właśnie się piecze.
-Josh , to jest moja mama – przedstawiłam Go.
Josh pocałował mojej mamie dłoń.
-O jaki szarmancki.
-Dobrze, mamo, może ja pokaże Joshowi dom?
-Tak oczywyście. Niech się czuję jak u siebie.
Weszliśmy na górę po schodach.
-I jak podoba ci się? Wiem ,że tu nie jest jak u ciebie. – mówiłam.
-Mi się bardzo podoba. Mam rozumieć ,że to twoja komnata?
-Tak to moja komnata – zaśmiałam się.
-Czemu się śmiejesz ?
-Bo u nas nazywa się to pokój.
Sam zaczął się śmiać.
-Będziesz musiał spać na materacu.
-Okey
Nagle weszła do pokoju Lucy
-O ja cię O ja cię – podskakiwała jak szalona.
-Lucy. Uspokój się – wołałam
-Naprawdę jesteś Księciem ? – zapytała po cichu.
-Tak- odpowiedział
Usiadła na jego kolanach i zaczęła go wypytywać o różne piredoły
-To prawda ,że istnieje magia ?
-Tak mi się wydaję , nie jestem niestety magikiem. Znam niektóre zaklęcia.
-Pokażesz mi coś ? – zapytał … Proszę. – popatrzała się na niego robiąć maślane oczy
-Nie mogę ci odmówić.
-Anno podasz mi świece ?
-Jasne. –odpowiedziałam
Położyłam świece na biurku.
Josh , poruszał palcami a świeca sama się zapaliła.
-Ale ekstra!
Chciałam im wyciąć numer. Używając mojej mocy.
Wyciągłam rękę do przodu, poruszając doprowadzając do tego ,że świeca zaczęła lewitować.
-Hej! Zobaczcie. – wołałam.
-Aniu ? Ty to robisz?
-No ja . Widzisz twoja siostra też ma zdolności magiczne.
Zgasiłam świeczkę.
-Koniec pokazów magii. – zarządziłam.
-Josh ? Pójdziesz z Anią na wesele?
-Wesele ? – zapytał zdziwiony.
-Tak. Moja ciocia się żeni i zostaliśmy zaproszeni. Oczywiście z osobą towarzyszącą.
-Widzisz Aniu masz taką osobę. Zgadasz się prawda? Powiedz ,że tak będziecie tak ładnie wyglądać.
-Jeśli będę mógł to oczywiście zgadzam się.
-Lucy , jest już późno , idź się umyj i do łóżka potem do ciebie przyjdę.
-No dobra – i poszła.
-Mówiłam ,że to nie zła wariatka. Przepraszam za nią.
-Nie przepraszaj. Naprawdę Ją polubiłem.
Usiadłam koło niego.
-Naprawdę chcesz iść na to wesele? – spojrzałam na niego.
-Tak. Zobaczę jak się u was obchodzi takie rzeczy.
-A jak długo możesz być? Wiesz co się może dziać w pałacu.
-Co ma się dziać ?
-Np. jeśli twoja Matka się dowie ,że Cię nie ma. I zacznie poszukiwania.
-Wątpię ,żeby zaczęła poszukiwania dlatego ,że ona rzadko kiedy się mną przejmuję.
Przytuliłam się do niego.
-Czytałeś pamiętnik Ojca? –zapytałam.
-Tak. Bardzo dziwne ,rzeczy w nim pisał. Wiem ,że kochał inną kobietę. Ale nie chciał zdradzić Matki.
-Żartujesz?
-Nie. Ale nie wiem co to za kobieta.
-Myślisz ,że to by mogła być moja mama ? – zaczęłam łaczyć fakty.
-Anno nie mam pojęcia.
-Mam nadzieję ,że nie
„Nie martw się „- Usłyszałam głos w głowie.
„Spróbuję” – odpowiedziałam.
-Ale to jest super. Porozumienie bez słów.
Weszła mama
-Kochani. Mam dla was placek. Częstujcie się. A Właśnie Aniu, jak byście czegoś potrzebowali, to możecie wołać.
-Dobrze Mamo.
-Ja się pójdę położyć , jakoś źle się czuję.
-Mamo wszystko w porządku ? – zapytałam.
--Tak tak.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
-Chciałem Cię zobaczyć.
-Skąd wiedziałeś , jak się tu dostać?
-Wiedziałem ,że nie jesteś stąd, wiem jak się zachowują u nas młode damy.
-A jak się tu dostałeś?
-Przeczytałem pamiętnik Ojca
-Nie wiedziałam , że Cię jeszcze zobaczę , znaczy się w takich okolicznościach.
-w czym ? – uśmiechnął się.
-W tym momencie i o takim czasie – przytuliłam się do niego.
Brakowało mi go. Jego ciepła.
-Co teraz zrobimy ? – zapytał
-Nie wiem. Podobno jesteś z wymiany.
-A co to oznacza?
-Jest u nas co roku tak ,że przyjeżdżają do nas uczniowie z innych krajów.
-Dobrze , mówiąc jestem z innego kraju.
Uwielbiałam jego uśmiech.
-Wiesz ,że będziesz musiał tu zostać z kilka dni. A twoja Matka ?
-Jakoś sobie z nią poradzę. Nie martw się .Jeśli ty tu jesteś to ja dam radę. –wziął moją twarz w ręce.
-Nikt nie może wiedzieć ,że się znamy. Bo będziemy mieli kłopoty. Dobrze?
-Dobrze.
-Okey.Muszę Cię oprowadzić po szkole. I potem musimy iść kupić jakąś koszulkę , nie możesz być tak ubrany. Ludzie będą się dopytywali dlaczego tak chodzisz ubrany.
-Czyli to zły strój ?
-Tak – odpowiedziałam.
-Jakie to wszystko dziwne. –stwierdził
-Nauczysz się – dałam mu buziaka w policzek…. Chodź musimy iść.
Poszliśmy do wnętrza budynku.
Słyszałam już Liliy jaka była podekscytowana.
-Miło Cię widzieć - przywitała się z Joshem.
-Mi też miło – odpowiedział
-Może pójdziemy coś zjeść ? –zaproponowałam.
*****************
-Oj tak jestem głodny.- Powiedział Josh.
Wzięłam go pociągłam za ramię. Wszystkie dziewczyny , się na niego gapiły.
Doszliśmy do stołówki.
-Josh, poczekasz tutaj pójdę po jedzenie.
-Jasne – uśmiechnął się.
Siedział przy stoliku. Biorąc porcje frytek i nuggetsów i surówki, zauważyłam ,że ktoś za mną stoi
-Cześć Anna. Co to za jazda z tym z wymiany ?
-Dlaczego jazda?
-No cała szkoła o tym mówi , a zwłaszcza dziewczyny. Co chwilę słyszę „ Patrz jakie ciacho „ „Obstawiam ,że nie długo będzie mój „
-O mój boże – powiedziałam po cichu
-Co mówisz?
-Profesor kazał mi go oprowadzić po szkole. I przenocować.
-Przenocować?
-No tak co w tym dziwnego ?
-No wiesz , brzydki nie jest.
-O co ci chodzi ?
-No wiesz mogą być plotki.
-Co mnie plotki obchodzą. Po prostu chłopak z wymiany. I tyle za kilka dni go nie będzie.
-Ale po co się tak bulwersujesz?
-Bo gadasz bzdury! Jesteś zazdrosny czy co ? – wukrzyłam się.
-O takiego kogoś. Zwariowałaś ?
-No ja tam nie wiem. Muszę już iść na razie.
Poszłam do Josha.
-Już jestem. Wzięłam to co było. Mam nadzieję ,że ci posmakuje.
-Jakoś dziwnie się czuję. – spojrzał na mnie.
-Wiem , to trudne , to wszystkie jest dla ciebie takie nowe. Ale obiecuję ,że pomogę ci to przejść.
I znowu te jego oczy, w których się zakochałam.
- Wiesz wreszcie mogę odpocząć od tego wszystkiego. I pobyć z tobą.
-A ja z tobą.
Zaczęliśmy się śmiać.
Wtedy wpadła Liliy.
-Kurde te laski nie mogą tego przeboleć.
-Czego ? –zapytał Josh.
-No Ciebie.
-Mnie? –zapytał zdziwiony.
-A no tak , dobra nie ważne.
-Liliy, wiesz ,że nie możesz nic wygadać? Prawda?
-Wiem , wiem Anna spokojnie. Ja na twoim miejscu zaczęła bym się bać tych lasek.
-Chyba nie są takie złe.
-No ja tam nie wiem.
-Dobra chodźmy już , bo wreszcie Cię nie oprowadzę i co powiesz profesorowi. –zaśmiałam się.
-Czyli gdzie idziemy ?
-Pokażę ci szkołę – uśmiechnęłam się.
-Dobra to ja idę na Niemca. Do zobaczenia potem.
-Anno, o co chodziło ?
-Podobasz się innym dziewczynom i tyle. Nie przejmuj się im się podoba prawie każdy chłopak.
-Ale ty wiesz ,że to ty mi się podobasz.
-Wiem, wiem. –uśmiechnęłam się nieśmiało.
-A jak twój rysunek ? –zapytał
-Myślę ,że w porządku.
„Cześć „ – usłyszałam nagle w głowie
-Możemy mówić do siebie w myślach ! – byłam podekscytowana.
-Czyli mnie słyszysz? To świetnie. Ale nie wiem ile takie coś może potrwać. Kiedy będę gdzieś indziej , będziemy mogli się słyszeć.
-To cudowne !
-Obstawiam ,że to przejściowe. I ma to swoją ograniczoną moc.
-Ważne, że działa. Ale teraz nam się nie przyda aż tak bardzo.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Wziąłem klucz, skąd Anna mogła wiedzieć o maszynie? Może mój Ojciec żyję!
-Ojcze-pomyślałem. Pomóż mi.
Wtedy przyleciał gołąb , dawno go nie widziałem.
-Co masz gołąbku ?
W pyszczku miał kartkę.
„Gabinet jest koło straganu”
-Dziękuję – wykrzyczałem z radości
Poszedłem w stronę straganu.
-Dzień Dobry, witam Księcia. – powiedział pewien mieszczanin. –Co Tu Księcia sprowadza?
-Muszę załatwić ważną sprawę. Przepraszam ale spieszę się. Życzę wszystkiego najlepszego i miłego dnia.
-Powodzenia ! – zawołał za mną.
Znalazłem jakieś wielkie drzwi, pamiętam je. Tutaj Anna kazała mi się zatrzymać. Czyli to tutaj. Otworzyłem powoli drzwi. W środku, było biurko , dużo notatek mojego Ojca , rozpoznałem je po piśmie. I mnóstwo książek. Zobaczyłem w tylnym rogu, coś co przypominało sam nie wiem jak to nazwać. Ale obstawiam ,że to ta maszyna.
Wszedłem do środka. I szukałem miejsca na kluczyk. Zobaczyłem ,że coś się świeci. Więc włożyłem klucz do tego miejsca. Ale nic się nie stało. Nad tym zobaczyłem jak pojawia się strzałka , która pokazywała chyba w którą stronę przekręcić klucz. Więc zrobiłem to. Nagle maszyna zaczęła się ruszać.

Otworzyłem po woli drzwi. Wydawało się ,że znalazłem się tam gdzie byłem wcześniej.
Lecz , jednak drzwi były po innej stronie. Podszedłem więc do nich , ale nie chciały się otworzyć.
Poszedłem więc , dalej, była tam jakaś. Jak to Anna mówiła, na to … a no tak drabina!
Wspiąłem się po niej i znalazłem się w jakimś parku.
Czułem gdzieś ,że nie daleko jest tutaj Anna. Więc udałem się dalej. Do jakiegoś wielkiego budynku. Tutaj by była? Byłem bardzo zdziwiony. Nigdy nie widziałem czegoś takiego.
Chciałem wejść do środka. Ale nagle jakiś dziwny mężczyzna mnie zatrzymał. Może to strażnik.
-O tutaj jesteś, Joseph ? Prawda? Oczywiście ,że tak. Tak się cieszę, ,że przyjechałeś tak szybko.
-Ale o co chodzi? –zapytałem
-O matko zapomniałem, możesz nie rozumieć wszystkiego. Cieszę się ,że będziesz u nas w szkole. Zaraz kogoś przyślę co się tobą zajmie i wszystko ci opowie.
-I z kim pójdziesz na to wesele? – pytała Liliy
-Nie mam pojęcia. Może pójdę sama. – odpowiedziałam
-Nie możesz iść sama! Musimy ci kogoś znaleźć.
-Liliy , ty mi lepiej nikogo nie szukaj.
-No dobra. Ale ci trafiło to wesele. Pewnie będzie nieźle wypasione.
Nagle Liliy , przestała mówić jak nigdy.
-Widzisz to samo co ja? – zapytała przerażona.
Obejrzałam się w jej stronę. Nie to nie prawda!
-Powiedz ,że to zwidy!
-Wydaję mi się ,że nie – uśmiechnęła się.
Zaczęła się cieszyć jak małe dziecko. Bałam się ,żeby nie wywinęła jakiegoś numeru. Więc przytknęłam jej dłoń do buzi , aby była cicho.
-O Anno ! wreszcie Cię znalazłem.
-A czemu mnie profesor szukał?
Obok niego stał Josh, nie mogłam od niego odrwać wzroku. To nie może być prawda. Jakim cudem tu jest?! Chociaż w głębi duszy bardzo się cieszyłam.
-Mam do ciebie prośbę. Jesteś moją najlepszą uczennicą. I masz o to ten zaszczyt , oprowadzić tego Młodzieńca po szkole. Mamy w tym tygodniu wymianę uczniów. A i jeszcze jedno , byłbym wdzięczy gdybyś , też mogła go przenocować , bo wiesz u nas w szkole nie ma miejsca. Zaraz zadzwonię do twojej mamy i zapytam się o zgodę. To jak zgadzasz się?
Razem z Liliy zrobiłyśmy , wielkie oczy.
-Halo , Anno zgadasz się prawda? – zapytał głośno.
-Tak – odpowiedziałam.
Dobrze , to zostawiam go w dobrych rękach.
-Liliy zaraz będę – powiedziałam.
Wzięłam go za rękę i poszłam na boisko. Gdzie akurat nikogo nie było.
-Josh? Co ty tu robisz? –zapytałam.
  • awatar ♥Żуנę ѕιę туℓкσ яαz♥: Nienawidzę takich końcówek! Ale w sumie z drugiej strony.. to lubię je ;* Nakręcają mnie na następny rozdział i wyczekuję z utęsknieniem!Co ja mogę powiedzieć oprócz tego, że jest to kolejny znakomity rozdział w twoim wykonaniu <3
  • awatar ✝ ѕateenkaari ♥: Aż za krótki ten rozdział. :O
  • awatar Smerfcia: świetny rozdział kochana <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Spędziłyśmy u Cioci prawie cały dzień. I tak najlepszy z tego był basen. Tak ciepło na dworze , że wreszcie mogę odpocząć.
-Chodź Aniu , pogramy w piłkę – zachęcała mnie Lucy
-Już idę.- Brakowało mi zabawy z Nią
Bawiłyśmy się jak małe dzieci. Moja siostra w wodzie czuję się jak ryba. Kocha wodę i pływanie.
Usiadłam na brzegu basenu, i wpatrywałam się w Nią była taka szczęśliwa. Jak ona jest uśmiechnięta to i ja wtedy też. Bardzo ważna jest dla mnie.
Podpłynęła do mnie.
-Ale ci się oczy świecą. Coś musiało się stać. Dawno nie widziałam Cię takiej szczęśliwej.
-Oj Lucy , jestem po prostu szczęśliwa, ładna pogoda jest. Piękny dzień
-Mnie nie oszukasz.
Skubana dobra jest.
-Poznałaś kogoś ? Prawda?
-I tak wiem ,że mi nie dasz spokoju.
-Juhu wiedziałam ! – Cieszyła się.
Pochlapałam Ją wodą
-Idź już sobie – śmiałam się.
-Kiedy go poznam ? - uśmiechała się.
-Kiedy przyjdzie czas – odwzajemniłam uśmiechem.
Kocham tą moją małą siostrzyczkę. Zawsze u mnie wywołać uśmiech.
Spojrzałam się na mój tatuaż , czy przypadkiem go nie widać. Na szczęście nie aż tak bardzo.
Przyszła do nas mama.
-Ciocia się pyta czy chcecie coś zimnego do picia.?
-Ja poproszę jakiś sok. – powiedziałam
Mama przyglądała mi się.
-Jak myślisz Aniu, czy ja nadaję się na takie śluby nie jestem za stara na takie zabawy?
-Co Ci mamo przyszło do głowy? Ty za stara , jesteś przecież taka młoda. I nie widziałam bardziej rozrywkowej osoby niż Ty.
-Cieszę się, Będziesz śliczną druhną. A pójdziesz sama?
-Mamo .. Nie wiem – uśmiechnęłam się.
-Okey nie pytam. – Spojrzała mi się prosto w oczy.
Wtedy Lucy nas pochlapała wodą.
-Zobaczcie jaka fajna woda. – śmiała się.
-Jak zaraz do ciebie wskoczę to zobaczysz.- zaczęłam się śmiać
Mama też. Ale nagle znowu zamarła jak by zobaczyła ducha.
-Mamo coś nie tak ? –zapytałam.
-Nie okłamałaś mnie prawda?
-Z czym miałam okłamać?
-Byłaś u babci prawda?
-Byłam – musiałam skłamać.
Pomyślałam o tatuażu , co jeśli mama wie o nim co on oznacza.
-To skąd masz tatuaż na biodrze? – zapytała.
-Mamo , spokojnie ,Liliy kupiła maszynę do tatuażu i chciałyśmy Ją wypróbować.
-Och , na szczęście. Bo już myślałam ,że to coś innego. No wiesz ,że zrobiłaś sobie tatuaż na stałe. Przestraszyłam się.
-Co ty mamo , przecież wiesz jak ja się boję igieł.
******
Dlaczego Anna tak nagle chciała jechać do domu ? Zastanawiało mnie to.
Cały czas o Niej myślałem. Nagle do mojego pokoju, weszła Matka.
-Synu, skąd znasz Tą Pannę? Nie widziałam Jej tutaj w okolicy- była poważna
-Bo ona nie jest stąd.
-Nie pozwalam Ci się z Nią spotykać! Rozumiesz? – ta jej nagła wściekłość mnie zaskoczyła.
-Matko! Dlaczego?!
-Ona nie jest dla Ciebie i czym prędzej to zrozumiesz tym lepiej.
-Skąd Ty możesz wiedzieć?!
-Nie dyskutuj ! Ze mną, Matka zawsze wie lepiej. Jeszcze przyznasz mi rację.
-Nawet jej nie znasz! Nie wiesz Jaka jest.
-Wiem , tyle co powinnam. Madczynny instynkt mnie nie zawodzi.
-Teraz nagle jesteś sobie o takim czymś przypomniałaś?!
-O czym?
-O tym, że masz Syna! Wcześniej miałaś mnie gdzieś , ważniejsze były spotkania z innymi rodzinami! I teraz nagle kiedy naprawdę myślę o czymś uważnie , przypomniało Ci się ,że jeszcze istnieje, bo Ci się Anna nie podoba. O co chodzi?
-Synu, to nie tak , zawsze byłeś dla mnie ważny. –złagodniała
-Nie chce z tobą rozmawiać! Proszę Cię odejdź stąd – powiedziałem stanowczo.
-Przyjdę jak ochłoniesz – i wyszła
To wszystko zaczyna mnie przerastać! O co jej Chodzi, jak to Anna nie jest dla mnie?
Usiadłem na łóżku. Pomyślałem o Moim Ojcu , gdzie teraz jest co robi. I czy w ogóle żyję.
Wziąłem jego tak jakby „pamiętnik” Czytałem go uważnie słowo po słowie. Zapisywał swój prawie każdy dzień. Pisał o kobiecie , że była jego muzą. Była dla niego jak naprawdę dobrą przyjaciółką, mógł jej powiedzieć wszystko. Tylko potem Jego przyjaźń do Niej zamieniła się w coś innego, nie umiał tego nazwać. Powiedziała ,że musi stąd odejść. Jak najdalej się da.
„Stworzyłem maszynę , aby mogła udać się do innego świata. Pracowałem nad nią naprawdę długo. Ale się udało. Pierwszą podróż odbyła Ona. Chciała tego, wiec jej na to pozwoliłem I od tej pory maszyna stała bez ruchu, nie wiem co się z Nią działo. Lecz pewnego dnia, przyjechała znalazła mnie. Byłem w szoku, wyglądała inaczej.
-Jestem w ciąży – powiedziała
-To cudownie – powiedziałem
-Nie rozumiesz , teraz twoja żona ,będzie myślała ,że to twoje dziecko.
-Jak to?!
-Ona nas podejrzewała o romans. Była wściekła , i dlatego poprosiłam Cię o pomoc, abym mogła stąd odejść.
-Nie wierzę. Przecież to nie prawda! Nie mieliśmy żadnego romansu. To absurd. „
Moja Matka jest nie sprawiedliwa. ! Byłem wściekły.
Czytałem dalej.
„ –Czyli znalazłaś kogoś kogo pokochałaś?
-Tak. To bardzo dobry człowiek.
-A z dzieckiem wszystko w porządku?
-Wydaję mi się ,że tak. Dziewczynka.
-Ja mam Syna. Kilka miesięcy temu się urodził.
-Gratuluję! Cieszycie się pewnie.
-Tak bardzo go kocham. Jak chcesz Jej dać na imię?
-Może ty wybierzesz. Będziesz jej wujkiem.
-Anna. – powiedziałem. „
To wszystko jest takie poplątane ! Mój Ojciec i jeszcze do tego Mama Anny.
Szukałem części o maszynie. Chce się zobaczyć z Anną.
„Maszyna jest w pewnym gabinecie, aby ją otworzyć potrzebny jest klucz. Trzeba go włożyć w odpowiednie miejsce „
Okey , gdzie jest ten gabinet? Przewracałem kartki , ale nic zero informacji.
Może uda mi się , jakoś poprzez nas tatuaż jakoś do Niej dotrzeć.
Myślałem o Niej , zamknąłem oczy, widziałem Ją. Siedziała i była bardzo uśmiechnięta.
Pomyślałem ,że może mnie słyszy.
-Anno?
Zero odzewu.
Pomyślałem o skrytce mojego Ojca. Trzymał tam ważne rzeczy.
Poszedłem więc do Jego gabinetu, gdzie Zajmował się różnymi sprawami.
Otworzyłem powoli jedną z półek. Był tam. Klucz!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Otworzyłam drzwi kluczem, wchodząc słyszę głosy mamy i Lucy.
-Kochanie zbieraj się, zaraz jedziemy. A pamiętaj weź strój , ciocia obiecała ,że pokąpiecie się w basenie
-O ale super. ! Już biegnę.
-Cześć wszystkim- powiedziałam głośno
-A moje dziecko gdzie ma telefon? – zapytała mama
-O matko – zaczęłam szukać telefonu w torebce… Spojrzałam na wyświetlacz… nie odebranych połączeń… 7! Przepraszam – wybełkotałam.
-Dobrze nic się nie stało. Teraz szybciutko, przebieraj się. A i weź strój. – uśmiechnęła się.
-Okey – również odwzajemniłam uśmiechem.
Weszłam do swojego pokoju, czy coś się tutaj zmieniło ? Nie chyba nie.
Odłożyłam rzeczy na ziemię, wzięłam ręcznik i skorzystałam z prysznica.
Myśląc o Joshu, spojrzałam na swój tatuaż
Zniekształcone serduszko, znajdował się on koło biodra ,trochę powyżej.
Nałożyłam na ciało żel pod prysznic , spłukałam i osuszyłam się ręcznikiem.
Założyłam cienką sukienkę w grochy.
-Dziewczyny gotowe?- wołała mama z dołu
-Już schodzimy – powiedziałyśmy razem.
Pomyślałam o Lucy , nie miałyśmy nawet trochę czasu dla siebie. Muszę jej to wynagrodzić.
Dzisiejszy dzień rezerwuję tylko dla Niej.
-Jejku Aniu, ślicznie wyglądasz, coś się w tobie zmieniło, wiesz – Mówiła Lucy
-Wydaję Ci się siostrzyczko, nic się nie zmieniłam, ale za to ty rośniesz jak na drożdżach. Coraz ładniejsza z ciebie dziewczyna – uśmiechnęłam się.
-Cieszę się ,że mam taką super siostrę.
Przytuliłam Ją do siebie.
-Dobra moje kochane dzieci, cieszę się ,że tak się dogadujecie, ale na nas już czas. Nie chcecie chyba ,żeby się ciocia wkurzyła ,że tak długo nas nie ma. No dalej , dalej ruszać się do samochodu- pospieszała nas mama
Jechaliśmy dobre kilka minut , przez korki w mieście.
-Mamo tylko my będziemy u cioci ? Czy ktoś jeszcze przyjedzie? – zapytałam.
-Nie mam pojęcia , co ciocia przygotowała i kogo jeszcze zaprosiła powiedziała ,że to niespodzianka, więc możemy się tylko domyślać.
-Uwielbiam niespodzianki. – cieszyła się Lucy
-Jesteśmy na miejscu. – oznajmiła mama.
Ciocia już stała pod domem. Wyglądała bardzo kwitnąco , uśmiech nie schodził jej z twarzy. Jak zwykle miała swoje długie jasne włosy do pasa. Nie wyobrażam sobie jej w krótkich włosach.
-Witajcie moi kochani ! Myślałam ,że już w ogóle nie przyjedziecie. Boże jak ja was dawno nie widziałam. Anna ! Jaka już z ciebie pannica. O Lucy z ciebie również już naprawdę piękna dziewczynka. Obie jesteście takie śliczne.
Bardzo lubię swoją Ciocię.Jej dom jest naprawdę duży, ma dwa piętra. Dawno temu wyjechała za granicę.Jest ona dobrze po 30- trzydziestce. Zazwyczaj była sama.
-Wchodźcie, obiad czeka. No i moja niespodzianka.
Z zewnątrz był naprawdę ładny ten dom , ale w środku jeszcze lepszy.
Wszystko błyszczało, ogromne schody. Przypominały mi pałac w którym mieszka Josh.
-O mój boże Wiola , jedne ogromne wow – mama była zachwycona.
-Cornelio nie przesadzajmy, zaoszczędziłam trochę. I o to proszę efekty.
-Ślicznie, pewnie cudownie ci się tu mieszka.
-Wprost wyśmienicie – Ciocia na chwilę spojrzała się w inną stronę jak by na kogoś czekała. –O już jesteś . O to moja niespodzianka. Chcę wam przedstawić mojego Narzeczonego. Ma na imię Patrick.
-Mi również mi poznać , bliskich mojej narzeczonej. – pocałował dłoń każdej z nas.
Mam nadzieję ,że mnie polubicie.
Stałyśmy jak wryte.
-Coś się stało ? Powiedziałam coś nie tak ? – dopytywała się ciocia.
-Nie nie wszystko w porządku. Tylko po prostu się zdziwiłyśmy.
-No dobrze. Więc zapraszam wszystkich na obiad.
Usiadłyśmy przy ogromnym stole.
-Ktoś chce się czegoś napić , mamy całkiem spory barek.- uśmiechnął się Patrick
-Kochanie , myślę, że możemy z tym poczekać po obiedzie. Prawda dziewczyny ?
-Tak tak zgadzam się.
-A tak w ogóle zobaczcie pod swoje serwetki – uśmiechnęła się ciocia.
Pod spodem była koperta. Bardzo ładnie ozdobiona. Otworzyłam ją.
„Serdecznie chcemy zaprosić Annę Martin z osobą towarzyszącą na nasze wesele „
-Ciociu wychodzisz za mąż ?- zapytała Lucy
-Na to wygląda.
-O ja cię ale super, będziesz miała taką śliczną białą sukienkę jak te panie na wybiegach mody ?
Ciocia śmiała się.
-Lucy .. –mama na nią spojrzała.
-Oczywiście, mam nadzieję Anno ,że zostaniesz moją druhną i Lucy oczywiście też ?
-Z przyjemnością – odpowiedziałyśmy.
-A ty Cornelio moim świadkiem ?
-Tak Zgadzam się z wielką radością.
 

 
Biorę swoje ubrania , w których przyjechałam tutaj. Josh i Nicholas , również się przebrali
-Umiesz jeździć konno?
-Konno? –zapytałam ze zdziwieniem.
-Nie ma sprawy , nauczymy Cię. – Uśmiechnął się Josh
Wyszliśmy troje po abażurze na dół do stajni.
-Jakie śliczne konie – byłam zachwycona.
-Twój nazywa się Perła.
Wsiadam na konia, boję się strasznie.
-Josh pojedziesz ze mną? - zapytałam
-Jasne. – usiadł Od razu przede mną.
-Tak jasne , a ja co? Pojadę sobie sam , nie przejmujcie się mną. – mówił Nicholas
Oboje zaczęliśmy się śmiać.
Trzymałam Josha w tali, chciałam się nim nacieszyć.
-Ej nie ściskaj mnie tak mocno. – Poczułam jak jego mięśnie drżą od śmiechu.
-Wybacz.
Znaleźliśmy się przy chatce.
-I co aż tak źle?
-Nie , przy tobie się nie bałam. – spojrzałam w niebieskie jak niebo tęczówki.
-Powiedz mi , co masz w sobie takiego ,że jak jestem przy tobie to moje serce bije jak opętane.
-Nie mam pojęcia. – wziął ujął moją twarz w ręce. Uwielbiałam jego dotyk.
-Josh , idę przygotować broń – odezwał się Nicholas. … A wy no cóż pobądźce Se sobie sami Se sobą , oczywiście nie musicie się śpieszyć.
-Twój kuzyn jest naprawdę świetny. Bardzo zabawny.
-Jest dla mnie jak brat.
-Możesz mi powiedzieć , co jest w tej książce ze znakami?
-Można powiedzieć ,że to nie jest oryginał , tylko jej połowa, to był dziennik mojego Ojca. W jednej połowie miał rysunki a w drugiej , mówił mi ,że to jego pamiętnik.
-Pamiętnik?
-Nigdy go nie czytałem.
-Ciekawe co mógł w nim zapisywać? Pewnie jakieś swoje wyznania.
- Sam nawet nie wiem czy on żyję. Brakuję mi go. Ostatnimi czasy kłócili się z Matką.
-Wiesz co mnie jeszcze zastanawia , dlaczego twoja Matka tak się zdziwiła jak mnie zobaczyła.
-Może , gdzieś już Cię widziała. Ewentualnie myślała ,że przestawiam jej Księżniczkę z rodu królewskiego, a ja nie potrzebuję żadnej Księżniczki z jakiegoś tam nie wiadomo jakiego rodu .Dla mnie i tak jesteś moją Jedyną Księżniczką.
Spoglądaliśmy sobie w oczy. To takie piękne usłyszeć ,że jest się kogoś Księżniczką.
Naprawdę się zakochałam. Kurde tak bardzo chcę go pocałować , ale przez ten kodeks nie jest to możliwe.
-Możesz mi narysować ten rysunek, co mówiłeś , że może go mieć jedna osoba , aby pamiętać o tej drugiej?
-Jesteś pewna ? To poważna decyzja. Musisz naprawdę coś do mnie czuć. – uśmiechnął się.
-Nie wierzysz mi ?
-Wierzę.
-Więc jestem pewna. Chcę tego.
Wyciągnął swoje pióro.
Kiwnęłam głową , kiedy się na mnie spojrzał.
Podciągnęłam bluzkę do góry.
- Anno , pamiętaj ,że bardzo wiele dla mnie znaczysz , i obojętnie co się stanie , będę cię kochał.
-Wiem Josh , ja ciebie też.
Josh rysował mi ten znak. Byłam przeszczęśliwa chociaż strasznie mnie szczypało.
-Teraz już będziesz o mnie pamiętać bardzo długo.
-Jest cudowny.
Było to niewielkie serduszko ale o dziwnym kształcie.
-A ty nie musisz mieć ?
-Jeśli jedna osoba ma , to ta druga jest już z nią połączona.
Przytuliłam się do niego.
-Dobrze mi tu.
-Mi również z Tobą.
-Odwieziesz mnie do domu? –zapytałam.
-Myślałem ,że jeszcze zostaniesz?
-Nie mogę.
-No dobrze.
Wziął mnie za rękę i poprowadził do wyjścia.
-Zaraz wracamy – zawołał do Nicholasa.
- Ja nie mogę , wy to macie fajnie, ciekawe czy ja kiedyś tak zauroczę.
-Jestem pewna , że znajdziesz tą osobę. Nawet znam bardzo podobną osobą do ciebie. – uśmiechnęłam się.
-O to musisz mi ją przedstawić.
-Kiedyś na pewno.
Koń czekał na zewnątrz i pił sobie wodę. Pogłaskałam Perłę.

Josh stanął za mną czułam jego dotyk , obróciłam się.
-Jedźmy już lepiej.
Wsiedliśmy na Perłę. Koń był bardzo spokojny. Kiedy znaleźliśmy się na ryneczku.
-Zatrzymaj się tutaj.
Josh , zatrzymał konia.
-Kiedy Cię zobaczę ? -
- Pewnie nie długo.
- Mam rysunek to będzie jak bym była obok Ciebie.
-Jezu to dla mnie jak wieczność.
Chcę Cię mieć zawsze przy sobie.
-Musisz być cierpliwy.
Weszłam do tunelu, rozejrzałam się chwilę po tym tajemniczym pokoju, myślałam ,że może coś jeszcze tutaj znajdę, ale niestety same bzdury pokryte kurzem. Więc weszłam do budki i przekręciłam kluczyk. I znalazłam się w swoim świecie. Przebrałam się w swoje ubrania. Miałam taką piękną sukienkę, strasznie mi się podobała. Ubrałam ,więc swoje jeansy i koszulkę, wzięłam torbę na ramię i ruszyłam w stronę do domu. Spojrzałam na zegarek , godzina 9 : 00
-Świetnie- powiedziałam na głos.
Czyli zdążyłam, mama nie będzie wiedziała ,że byłam gdzie indziej. Mam taką nadzieję.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wczołgałam się pod wielkie łóżko i przysłuchiwałam się sytuacji.
-Książę Josephie. Pana Matka kazała mi szlachetną mość poinformować , aby się się Pan przygotował do przyjęcia , ponieważ przyjeżdża pana Kuzyn.
-Dobrze , Nataszo. Mam do pani prośbę.
Chyba powiedział jej coś na ucho , bo nic nie usłyszałam.
-Możesz wyjść -powiedział.
Wyczołgałam się.
-Dzień Dobry panienko. Mam na imię Natasza, jestem tutaj pokojówką.
-Miło mi jestem Anna
-Natasza pomoże Ci przy ubiorze na przyjęcie.
-Ja mam iść na przyjęcie?
-Tak , ale najpierw przedstawię Cię mojej Matce i Królowej.
Nagle przychodzi mi sto myśli na minutę , ja? Mam poznać królową?
-Dobrze , zgadzam się.
-Świetnie zabieramy się do roboty.
Natasza upięła moje włosy do gry , ubrałam prześliczną sukienkę. Dziwnie się w niej czułam , nie jestem przyzwyczajona do takich sukien. Była naprawdę śliczna , długa i rozkloszowana jasno – różowa.
-Panienka gotowa.
Josh ,również prezentował się świetnie. Miał na sobie czarny garnitur.
-Dziękuję Nataszo , możesz odejść.
Wziął mnie pod ramię.
-Spokojnie- mówił mi do ucha.. A tak swoją drogą ślicznie wyglądasz – uśmiechnął się
Poszliśmy do naprawdę dużej Sali.
-Matko chciałbym Ci kogoś przedstawić.
-Dzień Dobry Wasza Wysokość. –ukłoniłam się.
-Jak się panienko nazywasz? – zapytała Królowa.
-Anna Martin
Matka Josha dziwnie mi się przyglądała.
-A twoja matka? – tym razem spytała matka Josha
-Cornelia Martin
-To jej nazwisko po mężu ?
-Tak
-A jakie miała nazwisko przed ślubem?
-Solventin.
Zamarła , była naprawdę zdziwiona
-Matko ,myślę ,że to już wystarczy.
-Tak Tak Synu , możecie iść.
Zachowanie jej trochę nnie zdziwiło.
Nigdy nie byłam w Sali Balowej , a już tym bardziej nie jadłam Królewskiego obiadu. Zastanawiałam się czy tutaj jest widelczyk , każdy do innego dania.
Josh, powstrzymywał mnie na duchu, mówił ,żebym się nie martwiła.
Weszła Druga rodzina królewska , również miała tylko jednego syna. Widać , było ,że to Ktoś bliski dla Josha
- Anno , poznaj Księcia Nicholasa , to mój kuzyn.
-Miło mi – odpowiedziałam
Książę , pocałował moją dłoń na powitanie. Tego chyba wymagała ich kultura.
Zadzwoniły dzwony , że można usiąść do stołu i uczta jest gotowa.
Nicholas był bardzo miły i szarmancki , pewnie jak większość Książan. Widać ,że bardzo lubili się z Joshem.
Zjedliśmy kolację,
-My już się oddalimy ,Królowo , dziękujemy za przepyszne jedzenie. – mówił Josh.
Wziął mnie za rękę , oboje się ukłoniliśmy.
-To tak wyglądają te wasze spotkania?
-Wiemy ,że są nudne – odezwał się Nicholas
-Ale dajemy radę. – dodał Josh.
-Nie martw się nie jestem takim sztywniakiem, bardzo rozrywkowy czasem też jestem.
-Wiemy , wiemy Nicholasie. – uśmiechnął się.
-Czyli jesteście kuzynami?
-A nie widać , jacy podobni jesteśmy ? – przybliżył się do Josha – te twarze mówią wszystko.
Rozbawiło mnie to.
-Musisz się przebrać. Nie możesz iść w takiej sukni do chatki.
-O ja znajdę dla ciebie świetny strój , będziesz jak prawdziwa dama walcząca.
-Nicholas zdurniałeś? - zapytał Josh
Czułam się jak bym tu była z Liliy. Nicholas bardzo przypomniał mi swoim zachowaniemJą . Pewnie by się dogadali.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Mama czekała na mnie na parkingu.
-Cześć Aniu. Może chcesz jechać na jakieś zakupy mam wolne popołudnie?
-Jasne. Bardzo chętnie.
Wybrałyśmy się co centrum handlowego. Kupiłam sukienkę i balerinki.
Przeczytałam list od Josha , ucieszyłam się. Ja również za nim tęsknie i to nawet nie wie jak bardzo.
Postanowiłam ,że muszę się z nim zobaczyć. Więc wyruszam sama do drugiego świata.
Wtedy zadzwoniła Liliy.
-Anna ? Halo ? Masakra jakieś choróbsko mnie siekło, dostałam antybiotyk i leże w łóżku, a u ciebie co?
-Powiedzmy ,że w porządku. No to ja ci dłużej nie zajmuję czasu, odpoczywaj sobie na spokojnie. Odwiedzę cię jutro. Do zobaczenia
Rozłączyłam się. Jeden plus Liliy nie będzie wiedziała ,że pojechałam, a Jared?
Nie powinien się zorientować ,że mnie nie będzie jeden dzień. Wszystko powinno pójść gładko.
Wzięłam kluczyk do torby i zegarek na rękę.
-Mamo jadę po te rzeczy do babci i chyba zostanę w końcu na noc.
-Dobrze , tylko wróć o jakiejś 10 bo jedziemy do cioci na obiad.
-Postaram się być.
-Trzymaj się córeczko- mama pocałowała mnie w czoło jak małe dziecko.
-Mamo – uśmiechnęłam się.
-No co , dla mnie i tak jesteś moim małym szkrabem.
Mama przytuliła mnie do siebie.
-Kocham Cię – wyszeptałam do niej.
-Ja też. – odpowiedziała.
-Ja już muszę iść , spóźnię się na autobus.
Tak jak zamierzałam poszłam do parku , weszłam do tunelu. Założyłam suknię , która została od tamtego razu. Spojrzałam na zegarek, godzina 10. Otworzyłam drzwi od maszyny i pojechałam.
Po kilku minutach byłam na miejscu.
Zerknęłam na tarczę zegarową , była godzina 11. Czyli czas spieszy się tylko o godzinę szybciej.
Spotkałam na ryneczku mężczyznę , który sprzedaję owoce i warzywa. Tego od , którego kupiłyśmy jabłka za pierwszym razem.
Okazało się ,że droga do pałacu jest kręta i długa. Ale daję radę, nie poddaję się.
Wchodzę od tyłu pałacu , i widzę płot. Na szczęście potrafię przechodzić przez płoty , nauczyłam się tego jako małe dziecko , więc nie miałam z tym mniejszego problemu. Spojrzałam na boki czy nie ma straży , nikogo nie widać. Zaczęłam się zastanawiać , które to okno. Było ich mnóstwo.
Pomyślałam o gołębiu, potrzebuję jego pomocy. Ptak mnie wysłuchał i przyleciał.
Zerkam na fiolkę , w środku był kawałek papieru i malutkie pióro. Piszę wiadomość do Josha.
„Otwórz okno „ Składam kawałek papieru.
Słyszę dźwięk otwierającego się okna. Znajduję się ono na samej górze.
-Masz gdzieś drabinę ? – pytam
-Co ? jaką drabinę? – odpowiada.
Zapomniałam ,że tutaj pewnie mają inne określenie na drabinę. Więc próbuję jeszcze raz.
-Coś ,żebym mogła wejść.
-Musisz po abażurze.
Dałam sobie radę z trudniejszymi rzeczami to i z takim abażurem sobie poradzę.
Krzaki na szczęście nie były kłujące , lecz na końcu trafiam na jakiś kolec , który rozdarł mi sukienkę.
Josh pomógł mi wejść do środka.
-Co ty tu robisz? Jak to możliwe?
-Dostałam twój list , ja również tęskniłam za tobą.
Był przeszczęśliwy ,że mnie widzi. Przyglądał mi się z nie mogąc chyba dowierzyć ,że to naprawdę ja. Słyszałam jego bijące serce.
Usiedliśmy na łóżku.
Przyglądałam się pokoju Josha.
-Opowiesz mi coś o sobie ? – zapytałam.
-Jestem Księciem ,ale to już pewnie wiesz. Nie lubię tego życia.
-Nie lubisz być księciem ?
-Moja matka w ogóle się mną nie interesuję. Mój Ojciec wyjechał i chyba go już więcej nie zobaczę.
-Przykro mi. –odpowiedziałam.
-To teraz ty. Prawie nic o tobie nie wiem.
-Ja niestety jestem zwyczajną panną , mam młodszą siostrę Lucy , to bardzo wesołe dziecko.
-Może ją kiedyś poznam.
-Może - uśmiechnęłam się.
Rozmawialiśmy długo.
Josh pokazał mi swój miecz oraz książkę , która wyglądała podobnie jak ta co mam w domu. W niej były zapisane prawie wszystkie rysunki.
-Zobaczę Cię jeszcze? – zapytał nagle.
-Nie wiem Josh , mogę tak do Ciebie mówić?
-Teraz nie jestem Księciem , jestem sobą.
Spojrzałam w jego piękne , błękitne tęczówki.
-Gdyby Ciebie nie było wtedy na balu , musiałbym wybrać osobę przy, której nie byłbym szczęśliwy.
-A teraz jesteś ?
Ujął moją twarz.
-Nigdy nie byłem bardziej szczęśliwy niż teraz.
Miał ciepłe i gładkie ręce. Pachniał jak świeże powietrze pełne energii. Zbliżyłam się do niego , nasze twarze się stykały. Myślałam,że mnie pocałuję , chciałam tego. Josh się jednak odsunął.
-Co się stało ? –zapytałam.
-Nie mogę cię pocałować. Istnieję u nas prawo wierności. Nie wolno całować żadnej panny , dopóki nie będzie ona twoją żoną lub narzeczoną. Nie mogę złamać tego prawa , przepraszam.
-Nic nie szkodzi.
W głębi duszy ,byłam zła jak nie wiem , wszystko buzowało mi w środku. Przeklęte prawo.
-Pokaże Ci coś.
Wziął mnie za rękę i zaprowadził do fortepianu , którego wcześniej nie zauważyłam.
-Umiesz grać ? – zapytałam.
-Czasami gram .Spróbuję coś dla Ciebie zagrać.
Zagrał piosenkę , którą znałam na pamięć. Zaczęłam akompaniować razem z nim, cicho śpiewając , bardzo lubię tą piosenkę.
-Masz śliczny głos.
-Dziękuję. Skąd znasz tą piosenkę?
-Tata mnie jej nauczył, pisał czasami piosenki . Mówił ,że napisał ją dla osoby o anielskim głosie.
-A ty skąd ją znasz?
-Moja mama mnie jej nauczyła.
-Też ma taki ładny głos jak ty ?
Nagle ktoś puka do drzwi.
-Schowaj się pod łóżko – mówił po cichu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
-Josephie! – Wołała Królowa
-Już idę Królowo – odkrzyknąłem.
Sala była naprawdę przyszykowana bardzo elegancko. Ja osobiście bardzo się nudziłem na tych spotkaniach.
-To jest mój siostrzeniec. Joseph – przedstawiła mnie królowa
Ukłoniłem się.
-A to nasza córka Petronela. – również się ukłoniła.
Była dosyć chuda i wysoka, włosy miała spięte do góry.
Usiedliśmy do stołu.
Nie miałem ochoty na nic do jedzenia ,ale ,musiałem się zmusić aby coś zjeść.
Petronela siedziała koło mnie. Było mi trochę nie zręcznie.
-Czym się zajmujesz Josephie? – zapytała mnie matka Petroneli
-Zajmuję się graniem na instrumentach, lecz najbardziej grą na fortepianie.
-O to tak jak nasza córka. Może pokażesz jej co potrafisz?
-No to idźcie do komnaty Josepha – mówiła Mama.
Spojrzałem na nią złośliwe. Wcale nie chciałem nawiązywać z nią kontaktu.
Poszliśmy więc do mojej komnaty.
-Proszę wejdź - otworzyłem drzwi. Dziewczyna weszła do środka.
-Ładny pokój – stwierdziła. Nie źle urządzony. Masz nawet łazienkę. – chodziła i przyglądała się wszystkiemu po kolei. Trochę mnie denerwowała.
-Naprawdę umiesz grać na pianinie ? zapytałem w końcu
-Moja matka kłamała, po prostu chce się wam przypodobać , nie lubię żądnych instrumentów. To jest nudne.
-Nudne ?
-Tak. Tylko cały czas musisz naciskać klawisze. Mam lepsze rzeczy do roboty niż takie pierdoły.
Usiadła przy stole , kładąc nogę na nogę.
Byłem zdziwiony. Czuła się jak u siebie!
-O a to co ? - wzięła mój list do ręki
-Zostaw to! – podbiegłem do niej i wyrwałem jej list z ręki.
-Spokojnie. Przecież chciałam tylko zobaczyć.
-To nie twój interes ! – byłem wściekły.
Podeszła do mnie, stukając wysokimi butami, wzięła mój podbródek do góry.
-Masz może narzeczoną?
-Nie
-O to nie dobrze. Taki Książę jak ty i nie ma narzeczony , czym to jest spowodowane ?
-Po prostu nie spotkałem odpowiedniej osoby.
-A co powiesz ,żebym to ja nią była ?
-Ty? Chyba sobie kpisz!
-Myślę ,że było by z nas udane małżeństwo. – była bardzo pewna siebie.
Zaczęła odpinać mi guziki od stroju królewskiego.
-Przepraszam cię bardzo , ale myślę ,że powinnaś wyjść. I to natychmiast !-byłem stanowczy
-Twoja strata , chciałam ,żebyś się dobrze bawił. Mamusia nie będzie zadowolona ,że nie zaspokoiłeś moich potrzeb.
-Twoich potrzeb ? !
-Nie gadam z tobą. – wyszła obrażona jak małe dziecko.
Boże , co to było.
Usiadłem na łóżku , dobrze ,że nie widziała listu
Trzymałem go w ręce i spojrzałem w okno. Ptak czekał na zewnątrz. Szybko otworzyłem okno.
-Wiesz , gdzie masz go dostarczyć. – Włożyłem list do fiolki , ptak odleciał.
**********************
Nie mogę teraz jechać do drugiego świata. Mama nie uwierzy mi w kolejną bajeczkę o wyjeździe do babci na noc. Jeszcze do tego wszystkiego doszedł Jared. Muszę wymyślić coś , ale teraz szkoła.
Ubrałam się szybko w spódniczkę i bluzkę , spakowałam torbę i poszłam do szkoły.
Kiedy byłam przy drzwiach. Mama zawołała mnie.
-O której dzisiaj kończysz?
-O 15.
-To świetnie. Przyjadę po ciebie, bo czuję ,że dzisiaj będzie padać. Nie chcę ,żebyś zmokła.
-Dobrze w porządku – odpowiedziałam i wyszłam z domu.
Liliy już czekała na mnie przy drzwiach wejściowych.
-Mama nie była zła ,że jednak wróciłaś wcześniej od babci ?
-Chyba nie. Tylko bardzo zdziwiła się na ten tatuaż.
-Masz go jeszcze?
-Zobacz- podciągnęłam rękaw do góry.
-Wow. To wygląda jak linia życia. A zniknie ?
-Powianiem zniknąć , chociaż jeszcze nie minęła doba.
-A wszystko w porządku ?
-Teraz już tak, chociaż mam przeczucie ,że moja mama coś z tym wszystkim wspólnego. Bardzo się dziwnie zachowuję . Od kiedy przyniosłam tą książkę.
-Myślisz,że może wiedzieć o drugim świecie i maszynie ?
-Nie wiem Lily.
Poszłyśmy na lekcje. Moją pierwszą lekcją jest angielski. Miałyśmy lekcje oddzielnie, bo Liliy jest w innej grupie. Nie lubiłam nauczyciela od angielskiego. Raz był miły raz nie. Czasami nawet zasypiałam na jego lekcji. Chcę jeszcze raz zobaczyć się z Joshem. Tylko ,że jest jeden mały problem, jeśli pojedzie ze mną Lily i Jared nie będę mogła z nim na spokojnie porozmawiać. Pewnie Jared uzna ,że on nie jest dla mnie i mnie skrzywdzi. Nie chcę też ich zostawiać i jechać sama. To by było nie fair.
Na przerwie , nie mogłam znaleźć lily a ni Jareda , Więc siedziałam sama na ławce koło szafek.
Było tam okno. Wyglądam przez nie. Zaczęło coś stukać w tym oknie. Był to znowu gołąb
-Masz coś dla mnie ? –ściągnęłam fiolkę a w środku zwinięty rulonik papieru.
-Dziękuję - pogłaskałam ptaka.
Schowałam rulonik do torby. Postanowiłam ,że otworzę go w domu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
-Jared ? ! – zapytałam zdziwiona
-A co nie spodziewałyście się mnie ? – zapytał
-Co Co ty tu robisz? – jąkałam się
-Czułem ,że coś przedmą ukrywacie, więc zacząłem was śledzić.
-Śledziłeś nas?- Liliy była naprawdę zdenerwowana
-Tak. Czekam na wyjaśnienia. Co to za pomieszczenie ? – patrzył na to wszystko ze zdziwieniem.
-No bo my … No jak by to powiedzieć, szukamy pewnego człowieka.
-Człowieka?
-Tak i musimy być bardzo ostrożne. Dlatego Ci nie mówiłyśmy- ciągnęła LIliy
-Anna , ale umawialiśmy się ,że będziemy sobie wszystko mówić. Pamiętasz?
-Pamiętam. Przepraszam.
-Nie ufasz mi ? –zapytał
-Oczywyście ,że Ci ufam, przecież wiesz.
Wstał z krzesła .
-Właśnie widzę jak mi ufasz !
-Naprawdę nie mogłam ci powiedzieć.
-Dlaczego ? Co było tego powodem? Bałaś się ,że wygadam ?
-Nie to nie o to chodzi. To dla twojego dobra.
-Dla mojego dobra? ! Nie rozmieszaj mnie
-Tak. Nie umiem tego wytłumaczyć.
-Nie chcę mi się z wami gadać. Nie odzywajcie się do mnie. – poszedł w stronę wyjścia.
-Jared poczekaj ! – wołałam.
Liliy złapała mnie za ramię.
-Powiedz mu wszystko. Zasługuję na to.
-Dzięki – odpowiedziałam.
Pobiegłam za nim.
-Jared! Do cholery ! Poczekaj .
-Na co na dalsze wasze kłamstwa?
-Nie, postaram się powiedzieć prawdę.
-No dobrze słucham.
-To zaczęło się od , kiedy znalazłam kartkę, od tego człowieka. Napisał ,że mam wielką moc , i mam znaleźć maszynę do innego świata.
-Innego świata ? Istnieje taki świat ?
-Tak ,ale to nie wszystko. BYyśmy w tym świecie , znalazłyśmy tą maszynę. Zobacz – pokazałam mu nadgarstek.
-To tatuaż ?
-Nie, powinniem do jutra mi zniknąć. To taki rysunek uzdrawiający. Kolano mi krwawiło bo trafiłam na jakiś ostry przedmiot.
-Ale mój rysunek na plecach wygląda podobnie.
-No właśnie. I dlatego nie chciałam ci mówić , żebyś się nie martwił.
-Kto ci to zrobi?
-Byłyśmy jak by to powiedzieć w podziemiach.
-Znalazłyście tego człowieka?
-Nie jeszcze. Musimy wybrać się tam jeszcze raz.Ale to nie wszystko
Podniosłam rękę , lisćie się uniosły.
-Wow – odpowiedział
- No właśnie. Nie takie wow , bo ja nawet o tym nie wiedziałam , nie dawno się zorientowałam.
-Będę mógł jechać z wami ?
-Pewnie nawet jak bym ci powiedziała ,że nie to i tak byś pojechał prawda?
-Prawda.
-Na drugi raz mów mi co się dzieję , wiesz jaki byłem zły na ciebie.
-Przepraszam. Obiecuję poprawę.
Spojrzał na mnie ,tym swoim smutnym wzrokiem.
-Chcesz mi coś powiedzieć? –zapytałam
-Nie a Czemu tak uważasz?
-Wyglądasz , jak byś się czymś przejmował. To związane jest ze mną? Nie chcę ,żebyś się przez mnie stresował.
-Anno ,spokojnie , po prostu jestem szokowany tym wszystkim i po prostu tak jakoś to do mnie nie dociera. – Wstał i poszedł przed siebie , mnie wołając.
- A właśnie co na to twoja mama ? – zapytał kiedy doszłam do niego.
-Nie wie nic i niech tak zostanie.
-Dobrze.
Odprowadził mnie do domu.
-Dobranoc. Miłych Snów
-Poczekaj która godzina ?
-Około 20.
-O kurde będę musiała powiedzieć ,mamie ,że jednak nie nocuję u babci.
-No widzę ,że nie złe masz wymówki. –uśmiechnął się.
-Musiałam coś wymyślić.
Weszłam do domu. Mama była w kuchni.
-Cześć Mamo. Jednak nie nocuję u babci.
-A gdzie masz torbę ?
-Zostawiłam , miałam tam tylko parę rzeczy , nie potrzebne mi były , spieszyłam się na autobus, odbiorę je od babci jutro czy kiedy indziej ,ale za to jestem strasznie głodna.
-Zrobiłam zapiekankę. Zaraz ci nałożę.
Ściąg łam sweter , który zarzuciłam wychodząc z tunelu. Pod spodem miałam koszulkę na krótki rękaw.
-Proszę. Smacznego.
-Dziękuję.
-A co słychać u babci ? Wszystko w porządku? Dobrze się czuję ?
-Tak tak, tylko mówiła ,że trochę ją plecy bolą ale daję radę.
Mama spojrzała mi na ręce.
Ups zapomniałam o tatuażu na nadgarstku.
-Pokaż mi tą rękę – mama przyjrzała się.
-Skąd to masz? – zapytała przestraszona
-Mamo , spokojnie to tylko rysunek , zmyję go wodą. To zmywalny tatuaż.
-Dobrze, przepraszam. Coś mi się przewidziało. Pójdę się lepiej położyć , głowa mnie boli. Umyj talerz jak zjesz.Dobranoc.
Moja mama zachowuję się coraz dziwniej. Może wie coś o tych rysunkach ?
Mama nałożyła mi na talerz tą zapiekankę ale nie miałam na nią ochoty. Myślę o Joshu , czy on też o mnie myśli tak jak o nim. Czuję objawy zakochania, czyli tzw motylki w brzuchu.
Odłożyłam talerz do lodówki i poszłam do swojego pokoju.
Lucy właśnie wyszła ze swojego pokoju.
-Cześć Lucy – przytuliłam ją do siebie.
-Cześć Aniu ? Opowiesz mi jak tam było?
-Jasne , chodź do pokoju.
Usiadłyśmy razem na łóżku, opowiedziałam jej o tym jak byłyśmy na balu , jak musiałam strzelić do potwora. Była podekscytowana.
-Wiedziałam ,że sobie dasz radę. I nawet poznałaś Księcia i Królową.
-Więc teraz jesteś na bieżąco i myślę ,że powinnaś już iść spać, jutro idziesz do szkoły . Zmykaj do łóżka.
-Dobranoc.
Usiadłam przy biurku , wyciągnęłam z teczki mój rysunek czyli portret Księcia. Zakochałam się w nim, w jego uśmiechu i tych prześlicznych niebieskich tęczówkach, ale czy jeszcze kiedyś go zobaczę ?
**************
Musiałem wrócić do pałacu. Dzisiaj odbędzie się bardzo uroczysta kolacja , w której muszę uczestniczyć. W pałacu panowało wielkie zamieszanie. Matka chodziła jak struta.
-A ty jeszcze nie przebrany? Jak ty wyglądasz. Szybko się przebieraj zaraz będą .
-Już idę matko. – odpowiedziałem
Nie cierpię tego stroju królewskiego. Rozczesałem włosy i umyłem twarz. Spojrzałem w lustro , przyglądając się sobie. Wyglądam inaczej. Czyżby się coś we mnie zmieniło ?
A no tak. Moje serce biję mocniej kiedy widzę ją , tak właśnie Annę. Zielonooką pannę o pięknym uśmiechu. Może zdążę jeszcze wysłać list do przyjazdu gości.
Wziąłem papier i pióro.
„Droga Anno, tak bardzo chciałbym się zobaczyć znowu, myślę o tobie cały czas. Mam nadzieję ,że czujesz się lepiej i rysunek pomógł ci wrócić do pełnego zdrowia. Chciałbym z tobą porozmawiać , tak po prostu, ale nie wiem czy to możliwe. Tęsknie bardzo „
Josh.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Ciemność ? Przecież w podziemiach jest ciemno. Bingo ! – pomyślałam.
-Idziemy tutaj - mówiłam do Liliy , która była zagapiona w jeden punkt
-Już idę ! – i pobiegła za mną.
Było dość ciemno , na dół prowadziły kręte schody i dosyć śliskie.
-Kurde, niech to szlak trafi takie schody – narzekała Liliy
-Powinny się zaraz skończyć.
Nagle poczułam ,że schody zaczynają się zapadać, poślizgnęłam się i upadłam na coś ostrego przecinając sobie skórę.
-Auć ! - spojrzałam na kolano , krew wylewała się powolnym stumykiem , ale bolało jak cholera.
-Anna ! o matko i co teraz? Wątpię ,żeby tutaj był lekarz.
Liliy wzięła rozdarła kawałek sukni i zrobiła mi opatrunek.
-To musi wystarczyć na jakiś czas. – stwierdziła.
-Musimy iść dalej Liliy. Nie mamy wyboru.
Chciałyśmy wejść przez drzwi ale były zabezpieczone zaporą.
-Nie wejdziemy. – stwierdziłam.
Oparłam się o ścianę.
-To są chyba te czary o których mówił nasz William. Dzisiaj na pewno tutaj nie wejdziemy – mówiła Lily
-Czyli co jedziemy znowu do domu ? I wrócimy sobie ? –spojrzałam na nią.
- A masz inny plan ?
-Może najpierw pomyślmy jak to otworzyć.
-Klucz odpada wątpię ,żeby tutaj było wejście do klucza.
-Liliy ! Spróbuj użyć swojej mocy. Może zapora wyparuje.
Liliy zacisnęła rękę w pięść z całej siły , zapora zaczęła się dymić tak jak w przypadku wody , po prostu wyparowała.
-Brawo Lily- ucieszyłam się.
-Ale dzisiaj tam nie wejdziemy zobacz w jakim jesteś stanie. Wrócimy tu, lecz teraz wracamy do domu.
-No dobra. - nie chciałam się z nią kłócić.
Opatrunek cały mi przesiąkł.
Doszłyśmy do tej chatki co nas przesłuchiwali.
-Poczekajcie ! – wołał Josh , którego zobaczyłam w dali
-Potrzebujemy pomocy. Anna się skaleczyła w kolano ,cały czas leci krew.
Josh podbiegł do mnie. Przyjrzał się mojej nodze.
-Muszę to opatrzeć w środku. – wziął mnie w ramiona. Naprawdę był silny.
Położył na drewnianym łóżku. Przyjrzał mi się dokładnie , przez chwilę nic nie mówiąc.
- Co ze mną ? – zapytałam w końcu
-Na nogę będzie potrzebna maść ale nie mam jej przy sobie. A na skaleczenia , będę musiał zrobić ci specjalny rysunek ,który cię wyleczy – Idź do kuchni i powiedz, żeby załatwili maść, będą wiedzieli jaką – zwrócił się do Liliy
-Tak jest! – odpowiedziała i poszła.

Wyciągnął coś w podobnie pióra.
-nie martw się to nie boli. –uśmiechnął się.
Ujął moją dłoń , spojrzałam się na niego, potem spuściłam wzrok na moją rękę a właściwie nadgarstek.
-Auć . Szcypie- mówiłam.
-Spokojnie. Zaraz przestanie.- Czułam delikatne ciepło.

-I po wszystkim .
Wyglądał jak linia życia co widać ją na monitorze jak się jest w szpitalu.
-Zostanie mi to na zawsze ? - zapytałam
-Nie tylko na jeden dzień. Lepiej się czujesz?
-Tak – odpowiedziałam.
-Cieszę się. A co robiłyście w ogóle ?
-A musiałyśmy się przejść. Naprawdę chciałeś ,żebym twoją żoną? Gdybyś musiał wybierać ?
-Tak, ale z jednej strony dobrze ,że uciekłaś bo wcale nie chciałem wybierać już teraz żony.
-Czyli mam rozumieć ,że chciałeś ,żebym uciekła? – zaśmiałam się.
-Nie naprawdę nie chciałem. Przepraszam.
-A jakie jeszcze są rysunki ?
-Mnóstwo ,każde ma inne znaczenie, trzeba ich używać ostrożnie. Jak się użyje bez powodu mogą być z tego ogromne kłopoty. To jest taki kodeks.
-A masz jakiś specjalny rysunek ? Chodzi mi o to ,że taki co będziesz miał na całe życie.
-Zobacz sama.
Sciągnął koszulkę.
Na jego lewej łopatce , był nie duży miecz. Miał wygrawerowane inicjały W.P
Dotknęłam delikatnie palcami tatuaż. Widziałam coś podobnego u Jareda.
-To niesamowite - byłam pod wrażeniem.
-Mój Ojciec odszedł i dał mi ten miecz , chciałem ,żeby mi o nim przypominał.
-Rozumiem. A jeśli jest małżeństwo to oni też mają specjalne rysunki ? –byłam tego bardzo ciekawa.
-Tak. Wtedy rysują sobie nawzajem tam gdzie chcą specjalny rysunek, ale to już jest zapisane w księdze. – Usłyszałam kroki .
-O właśnie chyba doszła maść. – mówiłam.
-Masz rację.
-Mam maść ! - wparowała Liliy.
I co ja mam teraz zrobić? Nie mogę mu powiedzieć o Williamie.
-Uwaga ma naprawdę brzydki zapach. – mówił Josh.
-A jest jakiś znak co mogła by mieć jedna osoba, aby pamiętać o tej osobie?
-Owszem. Ale on zostaje na stałe i znika kiedy te osoby się pobiorą.
-Czyli te osoby muszą coś czuć do siebie ?
-Tak
Liliy , która przyglądała się wszystkiemu z boku, wreszcie nie wytrzymała i musiała coś powiedzieć.
-I co z nią ? – w końcu zapytała.
-Powinno być co raz lepiej.
-Dobrze, już się czuję-odpowiedziałam. Mogę chodzić w miarę normalnie, więc na nas czas.
-Na pewno dasz radę ? Jeśli chcesz przenocować nie ma problemu – mówił Josh
-Nie naprawdę już w porządku. Dziękuję Ci bardzo za wszystko.
-No dobrze, skoro tak chcesz. To ja cię nie zatrzymuję. Mam nadzieję ,że jeszcze Cię zobaczę.
-Myślę ,że tak – odpowiedziałam.
Wyszłyśmy z Liliy z chatki.
Wróciłyśmy do maszyny.
-Patrz tutaj są lepsi doktorzy niż u nas. Cyk i po sprawie i jesteś nowo narodzona.
-Ale wiesz ,że czasy się zmieniły. To inny świat. Nasz jest inny.
-Wiem , wiem ale ten jest o wiele lepszy
-Dobrze Lily wiem ,że ci się podoba, ale lepiej wracajmy.
Weszłyśmy do maszyny i znowu znalazłyśmy się w naszym świecie.
Lecz na krzesełku siedział.
  • awatar Czarownica .: No kurcze..zakończyć w takim momencie?! ;o Tak ogółem to te rysunki to świetna sprawa! :D
  • awatar ✝ ѕateenkaari ♥: Ej! Kto był na tym krzesełku? Musiałaś skończyć w takim momencie? ;c
  • awatar Smerfcia: ciekawe kto siedział na krzesełku :o
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Na dworze było nadal jasno. Bałam się ,żeby znowu nie spotkać wampirów.
-Jak myślisz ,co nas jeszcze spotka ? – pytała Liliy
-Mam nadzieję ,że nic złego.
Jak to w lesie słychać było ptaki , szelest liści. Chodź za drzewami zauważyłam strzelnicę.
-Lilyi popacz – wołam
-Ale mają cela , matko ja bym nigdy nie szczeliła w sam środek.
-Liliy ciszej bo nas usłyszą. –uciszałam ją.
-Też bym chciała strzelać z łuku. –stwierdziła
-Tak na pewno nam dadzą łuk do rąk.
-Możemy spróbować.
- Kto tam jest? ! – ktoś zawołał
-Nikogo tu nie ma – odpowiedziała Lily.
-Teraz mamy przechlapane – pomyślałam.
-Pokazujcie się . Nie chcemy mieć tutaj żadnych nie proszonych gości.
Powoli wyłoniłyśmy się z drzew.
Złapali nas, trzymając mocno. I zaprowadzili do kolejnej chatki. Chciałam się wyrwać , ale jego uścisk okazał się mocniejszy. Rzucili nas na krzesła.
-No to słucham ? Czego tu szukacie ?- pytał chłopak.
Był dość wysoki i chudy.
-Nie odpowiem na żadne pytanie – mówiła Liliy
-Oj uwierz mi odpowiesz – złapał ją za podbródek do góry
Trzymałam głowę nisko , siedziałam zgarbiona.
-Coś te panienki nie są za rozmowne prawda Josh ?
Josh ? O nie nie tylko nie to! – myślę
-Skąd jesteście ? – zapytał Josh
Podniosłam głowę ale szybko odwróciłam ją na bok.
-Nie mamy złych zamiarów. – mówiłam
Josh podszedł do mnie. Ja nadal nie odwróciłam głowy. Ściągnął mi z głowy kapelusz.
-Odwróć głowę proszę. Bo sam będę musiał to zrobić a nie chcę tego robić.
Posłusznie lecz po woli odwróciłam głowę , ale spuściłam wzrok.
-Czekaj…. Ja ….
-Josh mamy towarzystwo. – krzyczał mężczyzna wpadając do chatki
-Musicie walczyć , jeśli chcecie przeżyć. – krzyczał drugi chłopak.
Szybko pobiegłyśmy za nimi.
Wzięłam to co było pod ręką. Czyli łuk, mam nadzieję ,że chociaż uda mi się trafić.
Liliy wzięła nóź , który leżał na półce w chatce.
Zauważyłam znowu tego samego stwora , który zatakował mnie pierwszy raz , lecz nie wyglądał on tak samo. Miał chyba ze 3 głowy i bardzo długi język.
Szukałam Josha.
Napinam strzałę i chcę trafić w niego. Udało mi się szczelić w samo serce. Chociaż miałam łuk w rękach po raz pierwszy. Kiedy ja wycelowałam w serce druga strzała w tym samym momencie również uderzyła w samo sedno potwora. Spojrzałam na bok , był to Josh, który również miał łuk. Znowu zobaczyłam te jego śliczne oczy.
-Nie myślałem ,że cię jeszcze zobaczę – mówił
-ja również – odpowiedziałam
-Skąd się tutaj znalazłaś ? Gdzie byłaś ? Dlaczego uciekłaś ? – zadawał tyle pytań.
-Za dużo by opowiadać. – wtedy wyskoczył kolejny potwór.
-Anna ! Uważaj – krzyczał
Odepchnął mnie na bok. I chyba nożem jeśli to tak nazwać. Pociął potwora.
-Nic ci nie jest ? –zapytał podając mi rękę.
Spojrzałam się w jego oczy. A on w moje.
-Wiesz ,że wreszcie mogę zobaczyć nie tylko twoje oczy, tylko całą twoją twarz.
Uśmiechnęłam się
-Królowa pewnie była wściekła. – mówiłam.
-Królowa raczej nie . Tylko moja matka.
-Narobiłam problemów. Mówiłam Liliy ,żeby lepiej nie iść, ale się uparła.
-Naprawdę nic się nie stało –wziął mnie za rękę.
-Stało się stało. Głupio mi. Pewnie nigdy nie było takiego balu.
Uśmiechnął się. Miał naprawdę śliczny uśmiech.
-Musiałem się kiedyś przeciwstawić mojej matce. Żadna z tych panien mi się nie podobała. No oprócz ciebie.
-Anna ! Anna ! Błagam powiedz ,że żyjesz.
-Liliy żyję.
Josh się odsunął trochę ode mnie.
-No wy tu sobie gadacie , a ja cię szukam. Wiesz ,że zabiłam potwora. Wzięłam go tym nożem pociachałam i już po nim.
-Josh ? wołał jego chyba kolega.
-Już idę – i pobiegł przez las. Machnął do mnie ręką na pożegnanie.
-O ja cię O ja cię ! I co gadałaś z nim ? Fajny jest ? - Lily była bardzo podekscytowana.
-Owszem gadałam. – odpowiedziałam.
-Zakochałaś się ja to wiem. Podoba ci się to widać. Ale masz rumieńce.
- A nawet jeśli. To i tak nie ma sensu. Znowu pojedziemy do naszego świata. I go więcej nie zobaczę . Co mu powiem ,że jestem z innego świata ? ,że sobie wędrujemy to tu to tam ?
-Oł – posmutniała
-Musimy znaleźć i tak profesora ,potem zajmiemy się innymi sprawami.
-A może gdzieś go zamknęli w jakieś celi ? I tam trzymają ?
-To może być dobry trop – opowiedziałam
-nie wiedziałam ,że umiesz szczelać z łuku
-Ja sama też tego nie wiedziałam.
-Widzisz coś was łączy. – uśmiechnęła się.
Uderzyłam ją w ramię.
-Nie rozpędzaj się.
-No co ja na to poradzę. Cieszę się twoim szczęściem
-Właśnie widzę. Która godzina ?
Liliy wyciągnęła komórkę.
-Zwariowałaś ? Przecież tutaj nie mają komórek i wątpie ,żeby był zasięg tutaj może być nawet inna strefa czasowa.
-Ups . Zapomniałam
-Potrzebujemy jakiejś wskazówki.
Wtedy zawiał mocny wiatr. I pod nogami znalazłam kartkę.
„Jesteście blisko naprawdę. Szukajcie w pewnym wiekim tunelu, uwaga na czary , które się tam znajdują „
-No nie jeszcze jakieś czary. – mówiła Liliy.
-Radzimy sobie jak na razie-odparłam
-Teraz o to jest pytanie gdzie tutaj są tunele ?
-Muszą być gdzieś nie daleko.
Wędrowałyśmy po lesie, kiedy na środku zauważyłyśmy niewielki bardzo stary budynek, wyglądał jak zamek.
-Myślę ,że to tu – stwierdziłam
-To co pukamy czy wchodzimy ?
-Wchodzimy.
Lily wparowała do drzwi niczym pershing. W środku nie było straży , wydawało mi się to podejrzane.
Lecz było mnóstwo korytarzy i nie wiedziałam ,którym iść.
-To co ,który wybieramy ? – pytała Lily
Przyglądam się bliżej , stoję na środku. Nie wiem dlaczego ale mam wrażenie jak bym to miejsce już gdzieś widziała.
Nagle nad każdym wejściem ukazały się złote napisy. Chociaż były po łacinie potrafiłam je odczytać.
Na pierwszym był napis „światło „ nad drugim „ciemność „ nad trzecim „Władza „ nad czwartym „ Wolność „
  • awatar Welcome to My Paradise ♥: Kilka błędów ort. Akcja za szybkom się dzieje. Pomimo tego rozdział jest fantastyczny!
  • awatar JuzNicNieCzuje: Boże jak Ty cudownie piszesz! Czekam na więcej ;3 Zapraszam do mnie :3
  • awatar Smerfcia: świetny rozdział! :) Zastanawiam się czy Anna będzie z Josh'em :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Powiedziałam mamie ,że jadę do babci na noc. Mam nadzieję ,że do niej nie zadzwoni. Bo wtedy będę miała przerąbane.
Liliy była już w parku. Miała na ramieniu dużą torbę.
-Co ,żeś tam kobieto napakowała w tą torbę ?
-Wiesz zawsze jest lepiej mieć wszystko przy sobie.
-Dobra pokażesz mi na dole-odpowiedziałam
Weszłyśmy do „tunelu”
-To tak, dla ciebie mam o to taką suknię , wiem ,że ci się spodoba.
Gdy zobaczyłam tą suknię, myślałam ,że padnę ze śmiechu.
-Nie no jasne nie będziemy się wyróżniać z tłumu wcale a wcale. – śmiałam się.
-Ale chociaż zapoczątkujemy nowy styl. Jeszcze będziemy sławne ,że taki strój wymyśliłyśmy.
-No dobra wkładaj tą kieckę. – mówiłam.
-Mam jeszcze kapelusz – uśmiechnęła się i włożyła mi go na głowę.
-Czuję się jak pasterka –stwierdziłam.
-Nie prawda. Wyglądasz świetnie. Patrz ja też mam taką kieckę i jakoś nie czuję się jak pasterka.
-Okey. Lepiej już jedźmy
Wykonałyśmy kombinację. Znowu zaczęło się wszystko trząść, a ja czułam się jak bym jechała naprawdę bardzo szybkim samochodem sportowym.
-Juhu ! jesteśmy witaj inny świecie. Nadchodzimy. –cieszyła się Liliy
-Liliy uspokój się. I Pamiętaj nic tu nie może pójść z dymem.
-To zależy czy nikt mnie nie wkurzy.
-Liliy – spojrzałam na nią.
-Obiecuję nad sobą panować.
Poszłyśmy do drzwi , ostrożnie je otworzyłam.
Liliy jak zwykle mnie wyprzedziła i szła przodem.
Widziałyśmy tego samego kupca co ostatnio.
-To jak gdzie idziemy? –zapytała
-Idziemy szukać starszego pana o którym mówiła Rose , pamiętasz? – mówiłam.
-No pamiętam. Tylko gdzie możemy go znaleźć ?
-Hmmm jeśli to starszy człowiek to pewnie nie mieszka w pałacu. Może w tym lesie ma jakąś chatkę ?
- Warto sprawdzić. To ruszajmy – odpowiedziałam.
Las był naprawdę gęsty. Nagle słyszę szelest.
-Liliy stój ! – powiedziałam.
-Anna co z tobą ?
Rozejrzałam się wkoło, Poczułam czyjś zapach za plecami, był naprawdę cuchnący . Obróciłam się.
-Kim jesteście ?
-Anna ! o ja cię to wampir! W filmach inaczej wyglądacie.
-Liliy ! zgupiałaś czy co ? To prawdziwy wampir.
-No to zadam jeszcze raz pytanie kim jesteście ?
-My tylko przyszłyśmy do lasu pochodzić. – wybłękotałam.
-A wiecie ,że takie panny jak wy nie powinny chodzić same. Tutaj jest strasznie. Nawet sam się czasem boję.
-A wy naprawdę macie zimną skórę? – pytała Lily
-A co chcesz się przekonać? Bo ja jest głodny nie jadłem obiadu jeszcze.
Kopnęłam ją w kostkę ,żeby była cicho.
-Czego chcecie? –zapytałam stanowczo
-A jak myślisz?
-Co chcecie się pożywić , proszę bardzo , gryź – mówiłam wydłużając szyję do góry- No dalej droga wolna .
-Anna ? – Liliy była zdziwiona.
Wampir przybliżył się do mnie. Czułam jego zapach. Oddechu niestety nie.
-Nie wierzę ci ! Tak łatwo byś się nie dała ugryźć. Kombinujesz coś.
-Skądże.No dalej chcę się dowiedzieć czy dobra jest moja krew.
Czułam ,że przybliża swoje kły i zaraz się wkłuje w moje żyły.
-Anna ! Boże ! Nie ! Nie rób jej krzywdy. Weź mnie.
-Wiedziałem ,że coś kombinujecie ! Bierzcie je.
Wtedy przypomniałam sobie o mojej mocy, więc postanowiłam jej użyć. Po boku znajdował się pieniek , podniosłam go i uderzył on wampira.
-Co wy sobie wyobrażacie ? Głodny jestem.
-To kup sobie coś do jedzenia. – mówiła Lily
-Mądralo my pijemy krew.
-Trudno dzisiaj się nie najecie. Przykro mi. –odszczekła mu się Lily
Pobiegłyśmy co sił w nogach.
Zauważyłam ,że w dali leci strzała.
-Lily ! padnij ! – obie padłyśmy na ziemie . Strzała trafiła prosto w serce wampira jego ciało opadło na ziemię.
-Skąd ta strzała ? –zapytałam.
-Nie wiem ale właśnie uratowała nam życie.
-Zaczyna się ciekawie. Chodźmy stąd lepiej. Bo jeszcze trafimy na gorsze stwory –mówiła Liliy.
Szły śmy szybszym korkiem. Na rogu lasu znajdowała się chatka. Zapukałyśmy do dość dużych drzwi.
Otworzył nam starszy pan.
-Dzień dobry –powiedziałam.
-Czego tu panienki szukają?
-Zna pan Pannę Rosę ? –zapytałam.
-Tak a o co chodzi?
-No bo my właśnie….
-Szukamy kogoś. – dokończyła Liliy
-Proszę wejdźcie. –mężczyzna zaprosił nas do środka.
-Dziękujemy.
Jego chatka ,również była przytulna. Chociaż zaciekawił mnie kocioł, który stał jak by to powiedzieć w kuchni. Był tylko tutaj jeden pokój.
-Sam pan mieszka? Zapytałam.
-Tak. Moja żona umarła.
-A zna pan człowieka o imieniu William ? –zapytała Lily
-Owszem. To jest mój brat.
-Pana Brat ?! – byłam naprawdę zdziwiona
-Tak tylko ,że nie utrzymywaliśmy kontaktu, strasznie się pokłóciliśmy i nie rozmawiałem z nim. Nie mam pojęcia co się z nim dzieję.
-Rozumiem – odpowiedziałam.
-Może zrobię wam coś do picia ? – zapytał brodaty mężczyzna
-Bardzo chętnie – odpowiedziałyśmy
-A co mój braciszek zaginął ? – zapytał
-Właśnie chcemy go odnaleźć i myślałyśmy ,że pan nam podpowie gdzie możemy go znaleźć. –mówiłam.
-Tak jak mówiłem , pokłóciliśmy się , jak by to powiedzieć mój brat zmienił się, nie dogadywaliśmy się.
Mężczyzna poszedł do kuchni , w celu zrobienia nam herbaty , lub czegoś podobnego do herbaty.
Rozglądam się po malutkim mieszkanku, przykuły mnie zdjęcia , jakie znajdowały się ścianach. Była jego żona , chyba syn. Lecz jedno zdjęcie było naprawdę bardzo ładne, domyślałam ,się ,że to jego wnuk
-A tutaj na zdjęciu ? Co to za chłopiec? –zapytałam
-To mój wnuczuś, bardzo za nim tęsknie, od kilku lat go nie widziałem. Chciałabym wiedzieć co teraz robi ? Czy jest szczęśliwy? Ostatni raz chyba go widziałem , jak jeszcze był małym szkrabem. Teraz pewnie już jest prawie dorosły.
-Może go jeszcze pan zobaczy. – mówiłam.
-To by było cudowne, dziecko. –mężczyzna mimo smutku uśmiechnął się, lecz chwilę siedział w ciszy i przyglądał się zdjęciu. Ja również spoglądałam na to zdjęcie , skądś znam tą twarz , tylko skąd? Z resztą nie ważne.
-Mam nadzieję ,że wam się uda. Odnaleźć mojego brata. Jeśli go znajdziecie, powiedzcie ,że tęsknie za nim i głupio mi strasznie ,że się tak pokłóciliśmy.
-Dobrze przekażemy – odpowiedziałam – Dziękujemy za miłą gościnę , ale musimy już iść.
-Ja również dziękuję, rzadko kto mnie tutaj odwiedza. Bardzo miłe z was panny.
Kiedy wychodziłyśmy , mężczyzna złapał mnie za nadgarstek i powiedział cichym głosem
-Uważaj.- ostrzegł mnie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Weszłam do domu. W kuchni siedziała Lucy.
-Cześć siostrzyczko . Jak u Megy ?
-Dobrze. Świetnie się bawiłam.
-To wspaniale.
-Narysowałam coś. – Pokazała mi rysunek , ptaka tego gołębia co przyniósł list.
-Lucy to ten gołąb ? –zapytałam.
-Tak. Nie dawno tu był , znowu wleciał do ciebie przez okno.
- Zostawił jakąś karteczkę ?
-Chyba tak . Musisz zobaczyć.
Pobiegłam do pokoju , Na parapecie była karteczka.
„ Możesz zaufać przyjaciołom, oni ci pomogą. Nie bój się nowej mocy , ona ci pomoże „
W.
Najpierw muszę się jej nauczyć używać. Czyli mam o wszystkim powiedzieć Jaredowi?
Usiadłam na rogu łóżka, obok znajdowała się moja pognieciona kartka papieru.
Napiszę go od nowa. – postanawiam.
„Zacznę ten list od tego ,że chciałam przeprosić za to ,że wtedy uciekłam, nie wiem co się wtedy ze mną stało. Również chciałabym cię zobaczyć ale to nie jest możliwe, Ne pytaj dlaczego. Nie ma na to odpowiedzi. Sama jej nie znam. „
Anna.
Czekałam za gołębiem , kiedy przyleci. Spoglądam w okno , gołąb nadlatuje.
-Wiesz komu masz dać ten list prawda? – wkładam zwinięty papier do fiolki . Gołąb odlatuję.
Usiadłam na krześle , rysunek a raczej portret nadal leżał na biurku.Biorę go do ręki i schowam do teczki , lepiej ,żeby tam pozostał. Ubieram się w piżamę. Biorę książkę do czytania i kładę się do łóżka, nawet nie wiem ,kiedy usnęłam.
Pierwsza lekcja , zaczynamy chemią. Robimy na niej doświadczenia, czyli lekcja praktyczna .
Nasza klasa jest połączona z klasą Mattiasa. Lily siedzi razem ze mną. W jej wykonaniu zazwyczaj coś wykombinuję.
-Anna bo mnie zaraz krew zaleje !
-Co się stało ?
-Widzisz jak ta laska się do niego klei ! Zaszczele ją no zaszczelę. –bulwersowała się
Nagle przy tej dziewczynie stoliku , zawartość w kolbie zaczęła bulgotać.
Spojrzałam na Liliy , była wściekła , miała zaciśnietą pięść , tak mocno ,że było nawet żyły widać.
Nagle kolba z wodą zaczyna wrzeć i woda wyleciała na zewnątrz , oblewając dziewczynę.
-Mój boże co ja zrobiłam ? Anna co się dzieje ? Boże , właśnie wysadziłam wodę prawie w powietrze. Chociaż jej się należało.
-Liliy , zaciśnij pięść.
Zrobiła to co powiedziałam.
Teraz w mojej kolbie , woda po woli zaczęła bulgotać.
-Mocniej. –mówiłam.
Woda zaczęła wrzeć, powstawały bąbelki.
-Puść ! – krzyczałam.
-Anna ? Co ja zrobiłam ? – była szokowana.
-Wydaję mi się ,że możesz ugotować wodę. – zaśmiałam się.
-Anna a co jak by tam była jakaś drażniąca substancja , na szczęścię była to tylko woda. Chociaż nie jednak mi jej nie szkoda.
-Teraz ja ci coś pokażę. – wzięłam rękę do tyłu, podniosłam ją lekko do góry. Kreda zaczęła się unosić. Wzięłam rękę z powrotem do normalnego stanu , kreda opadała. Na szczęście nikt tego nie widział , wszyscy byli zajęci wybuchem zrobionym przez Lily.
-O ja cię ! Wreszcie ja też mogę coś zrobić , a nie tylko ty masz jakieś zdolności magiczne.
-Liliy pamiętaj nie możesz się tym chwalić i trzeba by było popracować nad emocjami. –spojrzałam na nią.
-No dobrze , będę grzeczna , spróbuję żeby nic nie wybuchło.
-No ja mam nadzieję.
-Mam pomysł na nasz strój , wiesz ,żebyśmy się aż tak bardzo nie wyróżniały. Wezmę jakieś stare ubrania z piwnicy , tam jest nawet suknia po mojej babci , więc się pewnie nada , trochę je przerobimy , jak myślisz? – zapytała Liliy
-Tak to świetny pomysł- odparłam
-Wiedziałam ,że ci się spodoba , zajmę się tym jak przyjdę do domu i spotkamy się w parku w popołudniu. Będę musiała powiedzieć mamie ,że jadę do babci na noc.
Zadzwonił dzwonek. Wszyscy rozeszliśmy się na przerwę. Lily poszła do Mattiasa , oj już czuję jaką mu awanturę zrobi. A ja co ? Jestem tutaj na tym korytarzu pełnym ludzi, znalazłam maszynę dzięki ,której mogę sobie kiedy chcę przenieść do innego świata. Wszystko tam jest inne, zastanawiam się czy bardziej nie odnajduję się w tamtym świecie niż w tym którym żyję i mieszkam od przyjścia na świat. Czuję ,że coś mnie z nim łączy, a może to tylko ten Książę w , którym się tak jakby zakochałam. I po prostu chcę go jeszcze raz zobaczyć. Ale czy to możliwe , co ja mu odpowiem ,że jestem z innej cywilizacji ? To nie wchodzi w grę, ale najważniejsze jest znaleźć Williama.
********************************
Późnym wieczorem wróciłem do pałacu. Moja matka nie interesuję się mną aż tak bardzo. Bardziej interesują ją sprawy królewskie czyli etykieta spotkania towarzyskie z innymi. Popołudniowa herbatka, a w tym wszystkim nie ma miejsca dla mnie. Dlatego nie lubię być Księciem, ale niestety taki jest mój ród i tak już zostanie. Jestem Księciem , ale się nim nie czuję. Nienawidzę witać gości, siedzieć z tymi ludźmi, co tylko mówią o tym czy nie powiększyć królestwa lub nie wybudować nowego pałacu. A ja muszę w tym uczestniczyć jako ,że reprezentuję naszą rodzinę.
Chociaż mam jedno swoje miejsce. Swoją komnatę. Była naprawdę duża , w środku była łazienka i dużo łóżko z baldachimem, wszystko takie zadbane, czyste, pachnące. Mam dużo książek, lubię czytać to taka odskocznia dla mnie. Usiadłem na łóżku i rozmyślałem o tej dziewczynie czy dostała mój list czy jednak może nie dotarł. Nie rozumiem dlaczego to my mamy sobie wybrać żonę od tak. Co taka miłość przetrwa ,jeśli w ogóle to miłość. Małżeństwo z przymusu, ale nie mogę zmienić zasad. Cieszę się ,że nie musiałem wybierać sobie żony wtedy na balu. Chcę się ożenić z kobietą, którą pokocham.
Wolę moje można powiedzieć drugie życie. Pierwsze to życie pałacowe. A to drugie to wolne życie.
Moje wolne życie polega , na strzelaniu z łuku , walce z potworami , wampirami , wilkołakami.
Posiadam pióro od pewnego starszego czarownika , wszyscy łucznicy je mają. Jest one nie wielkich rozmiarów, można je wszędzie nosić .To pióro ma wielką moc , można nim rysować po ciele. Pewnymi rysunkami można nawet kogoś uzdrowić. Mnóstwo jest tych rysunków. Są one zapisane w specjalnej księdze. Istnieją znaki , które zostają na zawsze. Np. jak znak małżeństwa ale ten znak muszą mieć dwie osoby i nie można go rozdzielić. Nie , które znaki można sobie samemu narysować działają one około jednego dnia , potem ich moc się wyczerpuję i zostaję nie widoczny ślad po nim.
Czasami używam tych znaków do walki , żeby lepiej biegać lub skakać.
Usłyszałem pukanie w okno. Był to gołąb.
-I co gołąbku, doszedł list? - mówiłem otwierając fiolkę.
Pismo było naprawdę ładne. Udało się - ucieszyłem się.
Przeczytałem list . Był on dość krótki. Chociaż wiem , jak ma na imię moja wybranka. Anna , bardzo ładne imię, ale czy ja już gdzieś nie słyszałem tego imienia? Nie to pewnie zbieg okoliczności.
I co ja mam teraz odpisać ? Czy może lepiej się poddać i pogodzić się ,że jej nie zobaczę.
  • awatar Beznadziejna nadzieja.: genialny <3
  • awatar One way ...: Super : ) fajnie ,ze Lucy też am moc .... : * czekam na next :D pisz szybciutko ♥
  • awatar Welcome to My Paradise ♥: W niektórych miejscach pojawiły się błędy ort. i powtórzenia słów w zdaniach obok siebie oraz tak zwane błędy"masło maślane". Rozdział pomimo tego jest naprawdę dobry. widać poprawę :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Nie usłyszałam nawet , kiedy Lucy i rodzice wrócili, nagle zaczęła mi dzwonić komórka.
-Cześć Jared.
-Anna ? Co wy robiłyście cały dzień ? Nie można było się do was dodzwonić , martwiłem się.
-Byłyśmy na bardzo długich zakupach a potem oglądałyśmy film i miałyśmy wyciszone telefony- skłamałam.
-No dobrze. A znajdziesz dzisiaj czas dla przyjaciela?
-Jasne. To co możemy porobić ?
-Myślałem nad kinem lub teatrem?
-Jak dla mnie może być jakiś naprawdę dobry film. To co spotykamy się w popołudniu ?
-Oczywiście. Do zobaczenia.- rozłączył się.
Kolejny telefon.
-Jak tam ? Jakieś nowe wieści , Kiedy wracamy do innego świata ?
-Nie wiem Lily , coś czuję ,że Mattias i Jared mogą się domyślać ,że coś kombinujemy.
-Powiedziałaś Jaredowi ? –pytała
-Nie, powiedziałam,że byłyśmy na zakupach.
-Kupił to ?
-Tak mi się wydaję.
-Wiesz ,że musimy tam wrócić. Serio żadnej nowej wskazówki ?
-Naprawdę. – nie chciałam jej mówić o liście.
-To źle. Ale my sobie poradzimy prawda?
-Prawda.
-To co dzisiaj nie jedziemy ? Ale jutro na 100 % ?
-Tak jutro na pewno.
-To super , trzymaj się, widzimy się jutro w szkole.
Nie wiem czy dobrze zrobiłam ,nie mówiąc jej o tym liście. Siedziałam i wpatrywałam się w kawałek papieru.
List był napisany piórem z czarnym atramentem. Biorę kartkę papieru , nie mam pióra , więc muszę pisać długopisem. W głowie miałam mętlik. Zaczynam pisać pierwsze słowa.
„ Drogi Joshie , wiem ,że to dziwne ,ale nie wiem co mam ci odpisać. Może zacznę od tego iż , bardzo rzadko dostaję listy. To bardzo miłe, móc ci odpisać.
Gniotę kartkę i rzucam ją w kąt pokoju . – To bez sensu – stwierdzam Muszę przemyśleć to.
Sama się gubię w tym wszystkim. Przyglądam się nowej kartce , biorę ołówek i zaczynam szkicować zarys twarzy Księcia , najwięcej czasu zajęły mi oczy, moje myśli krążą wokół niego. Chyba się zakochałam, ale czy można się zakochać w człowieku , który widziało się jeden raz ? i dodatkowo mieszka w innym świecie ? Próbuję jakoś odciągnąć myśli , wypróbowując moją nową „moc”
Unoszę rękę do góry , szczotka do włosów , uniosła się, robię ruch wyglądający jak bym ciągnęła linę , szczotka przybliżyła się , opuszczam rękę szczotka spada na podłogę. Muszę jeszcze poćwiczyć.
Rozszczesuję włosy, ubieram spodnie i jakaś bluzkę , standardowo. Ktoś puka do drzwi
-Proszę – odpowiadam
Był to Jared , rysunek myślę , siadam na rogu biurka.
-Jakaś nowa moda na siedzeniu na biurku ?
-Nie po prostu tak mi wygodnie. – odparłam.
-Jasne. Wybrałem najnowszą komedię , która leci w kinie . Chyba dobry wybór ?
-Rewelacyjny. Oglądałam zwiastun , zapowiada się świetnie.
-No więc , powinniśmy ruszać. Bo za pół godziny się zaczyna.
Wyglądał inaczej niż zwykle. Nie był ubrany tak jak zawsze w wytarte spodnie i koszulkę na krótki rękaw. Dzisiaj miał na sobie koszulę w kratę i czarne spodnie.
-A tak w ogóle jak wszedłeś ? pytam
-Twoja siostra mnie wpuściła. Jest naprawdę miła.
-Wiem, jej nie da się nie lubić. – uśmiechnęłam się.
Poszliśmy do centrum do kina „kometa”. Sala była naprawdę wielka, siedzieliśmy na górze.
-Pójdę kupić pop-corn i coś do picia.
-Poczekaj dam ci pieniądze. – zaczęłam szukać portfela.
-Anna zwariowałaś ? Ja cię zaprosiłem , więc ja płacę.
-Idź już. – odparłam. –Wy faceci.
Muszę uważać na moją nowo odkrytą „moc „ Jared nie może się o niej dowiedzieć.
-Już jestem. Jeszcze się nie zaczęło ? –zapytał siadając z jedzeniem.
-Reklamy. Akurat zdążyłeś.
-Ekstra. Wszystko w porządku?
-Wszystko okey.
-Coś smutna jesteś.
-Wydaję ci się, nie martw się naprawdę, wszystko w jak najlepszym porządku.
-Już się bałem, że coś się stało. Wiesz ,że możesz mi wszystko powiedzieć. Pamiętaj.
-Wiem ,że mogę przyjacielu.
-Cieszę się.
Film był naprawdę świetny, trafił w dziesiątkę, potrzebowałam rozładowania emocji. Dobrze ,że mam takiego przyjaciela.
Wybraliśmy się na spacer.
Chcę się dowiedzieć coś o Dziadku Jareda , skoro ten tatuaż wykonał jego dziadek , to pewnie był jakoś związany z drugim światem, lub nadal z nim jest.
-Jared , opowiesz mi coś o swoim dziadku ?
-Nie znałem go za dobrze. Rzadko się spotykaliśmy , ale bardzo go kochałem. Był naprawdę wspaniały. Opowiadał mi o różnych dziwnych rzeczach , takich jak ,że istnieje magia. Uwierzyłabyś w to?
-Nie no co ty. – zrobiłam dobrą minę aby nie zauważył ,że jego dziadek mówił prawdę.
-A twoja mama ?
-Moja mama, hmm.. co mogę o niej powiedzieć. To bardzo miła osoba ,ma wielkie serce. Choć czasami się dziwnie zachowuję jak to mamy
-A masz rodzeństwo ?
-Niestety nie.
-Moją siostrę już poznałeś- uśmiechnęłam się
-Jest bardzo podobna do ciebie. Jeszcze jakieś pytania ?
-Już masz mnie dosyć ?
-Nie zwariowałaś , mógłbym z tobą godzinami rozmawiać.
-To świetnie – chciałam się do niego przytulić , wtedy wiem ,że nie muszą mnie obchodzić ,żadne problemy.
-Idziemy do domu? – zapytał , wyrywając mnie z rozmyślań.
-Tak – odpowiedziałam
-Jak myślisz, Liliy pasuję do Mattiasa?
-Wydaję mi się ,że tak. Widać ,że za sobą szaleją. A Czemu pytasz?
-Bo właśnie, nie chcę ,żeby jej skrzywdził.
-O czym ty mówisz?
-Wiesz , on jest popularny , wiele dziewczyn za nim lata, a on jest taki ,że nie umie im odmawiać, lubi z nimi rozmawiać i powiedzmy ,że czasami nawet chodzić na randki. Chociaż teraz nie wiem może się zmienił ,i naprawdę mu zależy na Liliy.
-Czyli chcesz mi powiedzieć ,że Mattias zmienia dziewczyny jak rękawiczki?
-Kiedyś tak było. Teraz nie umiem tego określić. Chociaż wydaję mi się ,że się zmienił. I będzie to świetna para.- spojrzał na mnie.
-Mam nadzieję.
-Jesteśmy na miejscu. – odparł.
-No to do zobaczenia.
Wtedy , podszedł do mnie i mnie przytulił mocno do siebie.
-Przepraszam
-Nic się nie stało.
-No to cześć. – i poszedł.
  • awatar Czarownica .: ojej..świetne..a teraz jak przeczytałam znów nie mogę się doczekać następnego! ;\ <3
  • awatar ✝ ѕateenkaari ♥: Zaraz, zaraz... To niech ona się zdecyduje, którego woli ;// Genialny rozdział. <3
  • awatar One way ...: Boski ♥ jak ja kocham twoje opowiadanie : ** Czekam z niecierpliwością na next ; )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Wróciłyśmy do gabinetu , wykonałyśmy tą samą kombinację co za pierwszym razem. I znalazłyśmy się znowu w tym samym miejscu , ale jednak wszystko było jak przedtem.
-O ja cię ale przygoda. – cieszyła się LIliy
-I pomyśl ,że musimy tam wrócić.
-Wiem , wiem , tylko jest jeden problem , chcesz w takich sukniach wyjść na zewnątrz?
-A widzisz , gdzieś tutaj jakieś inne ciuchy ? w ogóle , która godzina ? –zapytałam.
-Dochodzi 21.
-Uff na szczęscie nie ma nikogo w domu.Miałyśmy farta.
-Jezu to takie niesamowite, przeżyć taki bal , cudowny był, myślisz ,że na jakiś jeszcze się załapiemy.
-Tak zwłaszcza ,że narobiłyśmy tam zamieszania- zaczęłam się śmiać
-To nie moja wina, że Spodobałaś się Księciu. – uśmiechnęła się.
- Daj ty mi spokój z tym Księciem , idziemy do domu.
***********************************
-Josephie Petersonie co ma znaczyć twoje zachowanie ? – wkurzyła się siostra Królowej.
- Matko , właśnie ,zrozumiałem ,że nie chcę się żenić ! Wybieranie żony jest bez sensu , kiedy znajdę kobietę mojego życia dopiero się ożenię ! Te zasady są naprawdę idiotyczne.
-Królowo czy ty to słyszysz ?! – matka była wściekła
- Spokojnie siostrzyczko. – uspokajała ją Królowa
-To jest nie dorzeczne ! Dziecko moje drogie , czy ty wiesz co ty wygadujesz ! Jak boga kocham , nikt nigdy tak nie powiedział !
-Matko , może właśnie dorosłem, nie uważasz ,że miłości się nie wybiera , ona powinna przyjść sama.
-Nie denerwuj mnie ! Wcale ale wcale nie jesteś taki dorosły za jakiego się uważasz ! – Siostro , uspokój się – wtrąciła się Królowa
-Josephie , wiesz ,że to bardzo przykre jak tak mówisz. Od kilku set lat panują tutaj takie zasady , każdy z rodziny królewskiej je przechodzi.
-I myśli Królowa ,że to są szczęśliwe małżeństwa ?
Królowa , zamyśliła się , powiedziała coś Królowi na ucho.
-Mój kochany, tym razem masz rację, ponieważ jesteś synem mojej siostry , możesz wziąć ślub kiedy chcesz, nie będziemy cię do niczego namawiać , ale pamiętaj to tylko taki mały wyjątek. – uśmiechnęła się.
-Dziękuję czcigodna łaskawość. – ukłoniłem się.
Matka , myślałem ,że swoim wzrokiem zaraz mnie rozszarpie w drobny mak.
-Możesz odejść – rozkazała Królowa.
Nie miałem ochoty się już bawić na balu, więc szybkim krokiem podążyłem do swojej komnaty. W głowie miałem tą dziewczynę , była naprawdę piękna , te włosy , suknia. Była idealna. Nie lubię być w pałacu , wolę być na zewnątrz , walczyć , strzelać z łuku. Wziąłem do rąk miecz mojego Ojca , który dał mi gdy musiał odejść , był srebrny z wygrawerowanymi Jego inicjałami. Trudno jest mieszkać w pałacu , gdzie obowiązują żelazne zasady. Gdzie ciągnie cię być w innym miejscu , blisko natury , walczyć ze złem. Rozmyślałem ,czy jeszcze ją kiedyś zobaczę , pannę o ślicznym uśmiechu i oczach, dlaczego ona uciekła ? Może czegoś się bała ? Wleciał do komnaty gołąb
-Witaj Alabasterze – pogłaskałem ptaka - Pewnie jesteś głodny – wziąłem trochę ziarna z woreczka na parapecie i rozsypałem gołębowi
To był nasz gołąb pocztowy. Bardzo go lubię, nie ucieka jak inne ptaki , nie boi się , opiekuję się nim. Chodź czasami dłuższy czas nie przylatuję.
-Masz jakaś wiadomość ? – spojrzałem na jego fiolkę na szyi , pusto.
Rozmyślałem , by napisać list ,może ta dziewczyna go znajdzie, a jeśli nie to ktoś inny go przeczyta. Wziąłem kartkę papieru , zamoczyłem pióro w atramencie.
„ Chciałbym zacząć ten list od , tego ,że jeśli go znajdziesz to jeśli chcesz możesz nie odpisywać.
Tańczyłem z tą dziewczyną na balu , miała prześliczną sukienkę , piękną fryzurę , żałuję ,że miałaś maskę mógłbym zobaczyć całą twoją twarz , lecz ujrzałem tylko te oczy. Kolor miały zielony jak liście rośliny. Nie musisz się martwić , nie wybrałem nikogo na żonę , przeciwstawiłem się mojej matce, jest zła , ale Królowa się za mną wstawiła. Nie chcę wychodzić za obojętnie jaką młodą pannę ,której nie kocham. Mam nadzieję ,że jeszcze kiedyś cię ujrzę.
Josh.
Zawinąłem, list w rulon , włożyłem do fiolki. Przywiązałem gołębowi na szyi.
-Leć , gołąbku , leć. Udanej podróży.
Ptak odleciał.
Ubrałem mój ulubiony strój , czyli czarną koszulkę i spodnie , nie lubię chodzić w tym przeklętym stroju królewskim , wziąłem łuk. Musiałem wychodzić oknem , tak ,żeby mnie straż nie zauważyła. Wtedy czułem się wolny , mogę robić co chcę , nikt mnie nie obserwuję , nie mówi jak mam się zachowywać. Jestem łucznikiem, pomagam innym np. kiedy nie mają jedzenia , strzelam do zwierząt. Brałem nie raz udział w bitwie. Przeszedłem szkolenie przez najlepszego łucznika tutaj. Teraz niestety zachorował i nie może dalej strzelać, nauczył mnie bardzo wiele. Dawno się z nim nie widziałem.
*********************
W domu pusto , nie ma żywej duszy, więc mogłam spokojnie , przejrzeć jeszcze raz tą książkę. Chciałam wziąć szklankę soku , kiedy uniosłam rękę aby ją wziąć do dłoni , szklanka zaczęła się podnosić do góry, Szybko opuściłam rękę , opadła na dół a sok się wylał. Powtórzyłam to samo z drugą ręką . Ze szklanką nic się nie stało. Byłam przerażona , mogę przenosić przedmioty?!
Chciałam unieść w powietrzu coś innego , aby przekonać się ,że mi się to nie śni.
Klucze – pomyślałam.
Położyłam je na stole. Znowu uniosłam dłoń jak za pierwszym razem , klucze powoli unosiły się do góry , kiedy ja opuszczałam rękę niżej , klucze również były niżej. Przesunęłam ręką w prawą stronę , przesunęły się. Schowałam dłoń za siebie , trzymając ją luźno , pętla kluczy opadła na ziemię.
Czyli teraz moje życia przewraca się do góry nogami, mogę przenosić rzeczy, widzę różne dziwne napisy , obrazy. Muszę porównać książki . Weszłam do góry do pokoju rodziców ,pomyślałam , gdzie mama mogła ją schować i czy miała taki sam pomysł jak ja aby włożyć ją pod łóżko.
-Bingo ! Myślimy tak samo – zaśmiałam się.
Pobiegłam po drugi egzemplarz. Księgi były takie same , nie różniły się niczym. Takie same zapiski, spojrzałam na ostatnią stronę , była wyrwana ! Czyli mama wiedziała o oryginale i nie chciała abym zobaczyła tą stronę ! Tylko skąd ? Postaram się tego dowiedzieć , tylko dopiero jak znajdę tego człowieka. Potrzebuję jakiś kolejnych wskazówek.
Odłożyłam wszystko na miejsce i poszłam do łóżka aby wreszcie się porządnie wyspać.
Obudził mnie stukot w okno , przetarłam oczy , włożyłam kapcie i podeszłam do okna.
-O to ty gołąbku . Masz dla mnie wiadomość ?
Ptak , podniósł szyję do góry. Wyciągnęłam z fiolki , tym razem nie była to karteczka, tylko zawinięty papier w rulon z wstążką. Odwinęłam wiadomość, okazało się ,że to list ! I co ja mam zrobić , Książę chcę mnie odnaleźć. Ja tutaj on w innym świecie , zupełnie odległym od mojego , w ,którym się wychowałam. Chociaż to miłe dostać list i to jeszcze przez gołębia pocztowego, nie wyobrażam sobie aby ktoś jeszcze w tym mieście lub na świecie pisał listy, teraz są sms-y, miłość wyznaję się przez Internet. Teraz o to jest pytanie co ja mam odpisać w tym liście ?
 

 
-To wy Anna i Liliy ?
-Zgadza się.
-Wchodźcie. Rozgośćcie się.
Jej domek , był naprawdę przytulny , ściany były z drewna ., Dużo obrazów , balkon pełen kwiatów i duże przestrzenne okna. Wyglądał inaczej niż dom Rose, w dali przed siebie w oknie zobaczyłam duży budynek.
-Tam daleko to pałac ? –zapytałam.
-Tak. Tam mieszka , królowa z królem i swoją siostrą i jej synem. Książę jestem naprawdę bardzo uprzejmy , ale jego matka surowa. Za to Królowa jest bardzo dobra dla sowich poddanych , dobrze rządzi królestwem. Bardzo często tutaj jest Książe , pomaga innym w bitwach czy polowaniach.
-A ty też idziesz na ten dzisiejszy bal ? –zapytała Liliy
-Nie ja nie . Nie chcę wyjść za księcia. Lubię go ale nie chcę jeszcze wychodzić za mąż, mam czas

-Słuchaj bo my się tam wybieramy i … pomyślałyśmy
-Czy nie pomogę wam się przygotować ? – uśmiechnęła się.
-Tak właśnie.
-Jasne., pomogę wam. Tylko wiecie ,że nie mam żadnych wyszukanych sukienek, u nas trudno o ładne stroje.
Samantha zajęła się strojeniem Liliy. Mam nadzieję ,że tajemniczemu Williamowi nic nie jest. Nie martw się uratujemy cię.
-Masz śliczne oczy wiesz. – mówiła Samantha
-Dzięki – odparłam.
Samantha uczesała mnie w wysokiego roztrzepanego koka , założyłam sukienkę. Była naprawdę cudowna. Nigdy takiej nie miałam.
-Wyglądasz rewelacyjnie – mówiła Liliy
-Ty też - uściskałam ją.
-Bawcie się dobrze – mówiła Samantha
Samantha miała ciemną karnację , była wysoka i miała górę ciemnych loków.
-Jesteś najlepsza – mówiła Lilly
-Dobrze , dobrze idzicie bo się spóźnicie.
Wokół znajdowało się pełno zieleni. Widok był cudowny. Na wschód od pałacu, widać kościół, miał spiczaste wieże , okrągłe duże okna z rozetami , wybudowany z drewna.
Pałac był naprawdę ogromny, prowadziły do niego szerokie schody, Wrota jeśli tak można to nazwać były koloru złotego. W środku znajdowała się przepiękna sala balowa , podłoga była tak wyczyszczona ,że aż lśniła i można było w niej zobaczyć swoje odbicie , ściany były pokryte białą farbą , sufit podtrzymywały kolumny z złotymi paskami. Do reszty pokoi również prowadziły schody z balustradą . Wokół Sali znajdowały się stoliki przyszykowane z jedzeniem. Miejsca specjalne dla królowej i króla, obok pewnie dla siostry Królowej oraz miejsca dla jakże mniemanego Księcia.Nie znajdowały się tutaj tylko młode panny , które chciały poślubić księcia , również starsze pary. Panny ustawiły się w rzędzie , zapomniałam wspomnieć ,że każda z nas miała maskę, więc były tylko widoczne oczy, dlatego moim zdaniem , Książę ma trudny wybór.
Obok mnie stała Liliy złapała mnie za rękę.
-Damy radę, Ważne aby się dobrze bawić.
-Wiem. Uwaga chyba zaczynamy.
Starałam się tańczyć równomiernie z innymi ,Lilly też coś nam z tego wychodziło.
-Uwaga ! Uwaga teraz książę zatańczy z każdą z was, nie będzie to po kolei – przemówiła Królowa.
Najpierw podszedł do Blondynki , muszę przyznać ,że naprawdę dobrze tańczył. Był ubrany w bardzo elegancki w naszych czasach powiedziałabym ,że w garnitur ale tutaj to chyba się nazywa strój królewski , na twarzy miał czarną maskę z poświatą złota. Nadszedł czas na Liliy , trzymałam za nią kciuki, bardzo dobrze jej szło. Wszyscy inni też tańczyli. No to teraz kolej na mnie , Książę zbliżył się do mnie.
-Można ? zapytał
-Oczywiście – odpowiedziałam z uśmiechem
Ujął moją dłoń i zaczęliśmy tańczyć.

Wtedy podniosłam , głowę i znowu ujrzałam te oczy , niebieskie jak niebo , O mój boże uratował mnie Książę !
Naprawdę byłam zdenerwowana , właśnie tańczę z Księciem. Błagam nie wybieraj mnie na żonę- myślałam.
Tańczyliśmy dłuższą chwilę , Ja się wpatrywałam w jego oczy a on w moje. Na koniec wykonaliśmy obrót
-Dziękuję panience za taniec.- uśmiechnął się tak jak go zobaczyłam pierwszy raz.
Szukałam Lily , znalazłam ją przy bufecie.
-Mamy kłopot ! Ten koleś co mnie uratował to Książę ! - byłam naprawdę zdenerwowana
-O ja cię ! ale jaja , ja ci powiem ,że ty to masz szczęście.
-Nie rozumiesz on mnie na bank wybierze musimy spadać
-Tak tak masz rację.
- Prosimy wszystkich o pozostanie na Sali. Książę Joseph zaraz ogłosi kogo wybrał . – mówiła jego Matka.
-No to nie źle. Jestem pogrzebana – pomyślałam.
-A może tylne wyjście? –zaproponowała
-Myślisz ,że tu nie ma straży ?
-Zawsze możesz w niego czymś walnąć.
-Liliy nie możemy bić straży.
-Dobra uciekamy , nie mamy innego wyjścia. –postanowiłam
-Jak chcesz to zrobić , skoro tutaj tyle ludzi , zauważą.
-Udawajmy ,że źle się poczułyśmy i musimy iść na dwór.
-Dobry plan. –odpowiedziała
Starałam się biec gdzieś z boku Sali , czułam się jak kopciuszek. Byłam prawie przy wyjściu , kiedy zorientowałam się ,że zgubiłam Liliy.
-Liliy ? – wołałam
-Moją uwagę , przykuła , pewna , piękna dziewczyna.. –mówił Książę. Przepraszam zaraz wracam. – Książę pobiegł do wyjścia
Tłum , bardzo się rozszalał , wszyscy byli szokowani , ja nadal biegłam , byłam już na zewnątrz , kiedy poczułam czyjąjś dłoń.
-Dlaczego biegniesz Proszę zostań . – prosił
-Nie mogę , przepraszam. – pobiegłam dalej.
- Znalazłam Liliy, przy domku
-Ale zrobiłyśmy rename na balu ,będą nas wspomniać.
-Liliy , niewiele brakowało, teraz będzie mnie szukał.
-Nawet nie wie jak masz na imię. – spojrzała na mnie. – Anna nie wierzę ! powiedziałaś mu jak masz na imię.
-Nie , ale pewnie pamięta moje imię jak mnie wołałaś , jak mnie ten potwór zatakował.
-No to mamy przechlapane.-stwierdziła
-Dobra pojedziemy do domu. I pomyśllimy nad tym wszystkim. Mówiłam ci ,że to zły pomysł.
-Przyznaj się chociaż ,że ci się podoba – uśmiechnęła się.
-Liliy jestem dosyć zdenerwowana
-Hahah nie zaprzeczyłaś. – ciągła dalej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
-Dziękujemy pani- odpowiedziałyśmy razem
-Nie musicie mi dziękować. – odpowiedziała kobieta.
Miała włosy upięte w wysokiego koka , była naprawdę chuda , suknię miała dopasowaną do swojej sylwetki , wyglądała na 60 lat , chodź miała niewidoczne zmarszczki.
-Możecie mówić do mnie Rose. A jak wy się nazywacie ?
-Anna i Lily – odpowiedziałam
-Obstawiam ,że ty jesteś Anna, śliczne imię, taka chudzinka z ciebie, niech no ci się przyjrzę. – oglądała mi twarz i patrzyła prosto w oczy – Z twoich oczu widać ,że coś cię męczy , czyżby coś się stało ?
-Nie wszystko w porządku – skłamałam.
-Nie bój się mnie , może tylko tak wyglądam strasznie, ale taka nie jestem ,możesz mi zaufać.
-Zaatakował mnie pies – wybełkotałam
-Pies? Powiadasz? A jak wyglądał ?
-Może pani zobaczyć na moje ubranie , miał fioletową wydzielinę.
-Interesujące , interesujące , to ślina zwierzęcia , nie jest groźna, a czujesz się źle ? Coś się boli ?
-Trochę głowa. –odparłam
-Dobrze zaraz ci coś przyniosę , powinnaś poczuć się lepiej. Najlepiej jak się przebierzecie , coś dla was znajdę. Zaraz wracam.
Kobieta poszła na górę po schodach.
-Myślisz ,że możemy jej zaufać ? – pytała Liliy.
-Wydaję się miła.
-Jak dla mnie to jakaś czarownica. A co będzie jak rzuci na nas jakiś czar, a nie zdziwiłabym się jak byśmy spotkały 7 krasnoludków albbo wiem wampiry i wilkołaki jak z horrorów.
-Liliy – zaczęłam się śmiać.
-Wiesz ,że się bałam o ciebie ,ale dobrze ,że cię ten chłopak uratował. A tak swoją nie był taki brzydki.
-Ciekawe co by zrobił Mattias jak by to usłyszał.
-On nie jest taki zazdrosny jak myślisz , ufa mi , i ja mu ufam.
Zamyśliłam się , pomyślałam o tych niebieskich oczach , były naprawdę cudowne.
-Anna , czarownica idzie – pisnęła Liliy
-No to co pannice , mam dla was stroje, jedyne co znalazłam u siebie.
Były to dwie suknie, jedna złota druga srebrna.
-Są ładne – odpowiedziała Liliy
-Tak są śliczne – odparłam.
Jeśli chcecie możecie , zobaczyć do mojej prawdziwej wnuczki , mieszka w jednym z domków koło pałacu. Ma na imię Samantha
-Dobrze , na pewno zajrzymy.
-A jeszcze jedno powróże wam z kart. Siadajcie – rozkazała
-Obie usiadłyśmy przy dużym stole. Kobieta koło nas . Ręką przyciągnęła do siebie karty.
-Pani ,przepraszam Rose potrafisz takie rzeczy ?
-Właśnie a jest pani czarownicą ? zapytała Lily
-Liliy – skarciłam ją.
Kobieta zaczęła się śmiać.
-Nie nie jestem czarownicą , ja nie ale jest tutaj kilka czarownic. Ja jestem po prostu kobietą , starą i mam pewną moc ale ulega ona osłabieniu z wiekiem. Wiecie miałam kiedyś męża, ale on zginął. Długa historia.
-Dobrze , zaczynamy od ciebie Anno – spojrzała na mnie. – wybierz kartę .
Podniosłam rękę nad kartami i nagle karta sama mi się doczepiła do ręki.
-Anna ty takie rzeczy potrafisz? –Liliy była zdziwiona
-Pierwszy raz mi się to zdarzyło – zdziwiłam się
-Dobrze. Wygląda ,że masz moc o ,której nie wiesz. A twoja karta wskazuję na to ,że spotka cię szczęście a może nawet miłość. Nie możesz ufać wszystkim , rób to co ci serce podpowiada. Jemu możesz zaufać.
-A teraz druga panienka Liliy tak ?
-Tak – odpowiedziała.
Wybrała kartę.
-U ciebie podobnie tylko ,że musisz być bardziej ostrożna, może cię Nawe spotkać rozczarowanie ,ale jesteś slina i poradzisz sobie.
-Dziękujemy pani ,ale chyba powinnyśmy już iść.
-Poczekajcie dam wam coś do jedzenia no i właśnie jeszcze płaszcze abyście się nie wyróżniały w tłumie.
-Może pokaże jej ten klucz ? zapytałam Lily
-Ok – odpowiedziała
-Wie pani może co to za kluczyk ? - podałam jej.
-Niech no ja się przyjrzę dziecko…… Wiem co to za klucz to klucz do gabinetu pewnego profesora , ale on nie żyję, znaczy się chodzą plotki ,że nie żyję.
-Bo my znalazłyśmy ten klucz, i jeszcze taką karteczkę.
Kobieta przyjrzała się uważnie.
-Nie mam pojęcia co to za pismo , ale ten kto to napisał musi cię znać. – uśmiechnęła się
-A nie ma pojęcia coś o tej maszynie? – zapytała Liliy
-Słyszałam plotki , ale będziecie musiały się zapytać kogoś innego , starszego niż ja , tutaj też nie daleko mieszka bardzo stary człowiek ,ale ma się na chodzie, myślę ,że wam pomoże. Tylko uważajcie na rózne dziwne stwory , niektóre są dobre niektóre złe. Dam wam coś jeszcze. To jest miecz , kiedyś nim walczyłam , ja i mój mąż , przez kilka lat walczyliśmy z potworami , wampirami i innymi stworami , od których tu się roi, nie martwicie się nic wam nam nie grozi.
-Będziemy wdzięczne do końca ,życia za to co pani nam pomogła.
-nie przesadzajmy panienko.
-No to my się żegnamy. – poszłyśmy do wyjścia.
-Mam nadzieję ,że wam uda się go znaleźć.
-My też tak sądzimy – zawołałam.-Widzisz , widzisz mówiłam ,że tu są wampiry i wszystko co się da. Anna to jest nie możliwe.
-Lilly , wiemy chociaż ,że klucz należał do profesora.
-Może jeszcze okaże się ,że będę musiała się bić z potworami
-A nie chcesz przeżyć takiej przygody ?
-No jasne ,że chcę.
-O patrz jakaś ulotka. – zauważyłam – „Dzisiaj w pałacu o godzinie 18. Odbędzie się maskarada. Bal dla panien nie zamężnych , szukających narzeczonego. Zapraszamy wszystkie chętne panie , ponieważ siostra królowej , której syn skończył 17 lat , musi sobie wybrać narzeczoną , zapraszamy z poważaniem królowa.
-O ja cię będzie impreza. Może się wybierzemy. Błagam , błagam –mówiła Lily
-Oszalałaś. A co będzie jak którąś z nas wybierze. Chyba nie chcesz wyjść za mąż ? prawda?
-Co ty tam są pewnie jakieś wyszukane panny , nikt nas nie wybierze , i tak nie umiemy tańczyć , a zawsze można uciec i wtedy wrócimy do domu. To jak zgadzasz się ?
-Zgadzam – nie dowierzałam ,że się na to zgodziłam.
Poszłyśmy do Samanthy .
  • awatar Czarownica .: ooo jakie ciekawe ;o <3
  • awatar One way ...: Super każdy nowy rozdział jest coraz ciekawszy : ** pisz szybciutko kolejny rozdział bo już nie mogę się doczekać ♥
  • awatar ✝ ѕateenkaari ♥: Łoo.. Ciekawe co się wydarzy na tej imprezie. Ta Lily ma niewyparzony język.. ;o
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
W nocy, po cichu poszłam do piwnicy .Było to nawet duże pomieszczenie ,otworzyłam drzwi. W środku było mnóstwo słoików z kompotami i sałatkami. W rogu znajdowała się niewielka półka, z książkami na szczęście była otwarta .Wzięłam do rąk książkę i przyjrzałam się jej z uwagą . To jest to ! – byłam podekscytowana. Zamknęłam szybko półkę pełną kurzu i ruszyłam na górę do swojego pokoju , musiałam być naprawdę cicho , bo mama ma lekki sen i mogłaby mnie zauważyć ,że krzątam się po domu w środku nocy .Była naprawdę ciężka. Po cichutku odepchnęłam drzwi od mojego pokoju Książkę ostrożnie , odłożyłam na biurko. Nie chciałam obudzić Lucy , która tak słodko spała ,była odkryta , więc przykryłam ją kołdrą , obróciła się lekko uśmiechając , mam nadzieję ,że śni się jej ładny sen. Cichymi krokami usiadłam na obrotowym krzesełku, odgarnęłam ręką kurz znajdujący się na księdze. Kiedy dotknęłam jej poczułam lekkie ciepło jak by ta książka była ciepła , otworzyłam pierwszą stronę , okazało się ,że to pamiętnik! Znajdowały się zapiski z kilkuset lat , przemyślenia ,rysunki , różne informacje.K toś bardzo starannie go prowadził , pismo było wyraźnie , okrągłe kształtne litery. Pomyślałam o karteczce od ptaka. Porównałam zapiski okazało się bardzo podobne , mogłabym nawet powiedzieć ,że takie samo. Wygląda na to ,że znalazłam pamiętnik człowieka ,którego mam uratować ! Na ostatniej stronie , nie było nic zapisane , pusta strona ?- pomyślałam.
Przejechałam prawą ręką po stronie i zobaczyłam napis „ Dla mojej u kochanej , której więcej nie zobaczę . Kochałem cię bardzo , co ja bredzę , nigdy nie przestane cię kochać „ Twój William
Dobrze mam już jakąś konkretną wskazówkę , człowiek , który podpisuję się jako „W” ma prawdopodobnie na imię William.
Zostaje ,tylko pytanie ,dlaczego moja mama trzymała tą książkę w ukryciu ?
Schowałam książkę pod łóżko , tak aby nikt jej nie znalazł i położyłam się spać. Obudził mnie dzwonek , dzwoniła Liliy.
-Słuchaj , dzisiaj musimy się tam wybrać. Tak bardzo chcę zobaczyć inny świat - mówiła podekscytowana.
-Liliy wiesz , która jest godzina ?
-Anna jest 12.
Spojrzałam na zegarek , wybiła 12 , nie źle Se pospałam.
-Dobrze. Spotkamy się w parku za jakąś godzinę. – rozłączyłam się.
Zaspana ,wstałam z łóżka, wzięłam prysznic . Otrzeźwiło mnie to trochę, muszę się dowiedzieć o co w tym chodzi.
-Mamo idę z Liliy do parku – zawołałam.
-Pamiętaj ,że idziemy z tatą na bankiet i będziemy rano , a Lucy do Meggy na noc.
-Ok – odpowiedziałam.
Wzięłam torbę z pokoju i poszłam do parku.
-Hej Liliy.
-I co gotowa? Zapytała.
-Boję się strasznie. –odparłam.
-Zobaczysz będzie świetnie . A właśnie co z książką ?
-A tu niespodzianka to pamiętnik ! naszego tajemniczego pana „W” , ale mam jego kopię , bo mama mi zabrała orginał
-Jak to zabrała ? – była zdziwiona
-Powiedziała ,że to nie książka dla mnie.
-Wow coś tu musi być nie tak. Spróbujemy się tego dowiedzieć !
Weszłyśmy do tego „tunelu „ Stanęłyśmy przed tą budką telefoniczną . Liliy chciała wejść , ale drzwi się nie otworzyły.
-Dlaczego nie mogę wejść ?
Spróbowałam teraz ja. Drzwi normalnie się otworzyły.
-Dobra to robi się coraz bardziej chore – mówiła Liliy
Weszłyśmy do środka, było sporo miejsca. Po boku wisiała dźwignia.
-Ja ja chcę pociągnąć - szybko odsunęła rękę.
-Co się stało ? zapytałam przerażona.
-Oparzyła mnie. – chuchała na rękę.
Pociągnęłam za tą dżwignię , ale nic się nie stało.
-Liliy tutaj musi być , ukryty jakiś zamek .
Położyłam rękę na ścianie , poczułam ciepło jak przy książce, odsunęłam się i poruszyłam ręką do góry , pojawił się zamek ! , włożyłam kluczyk , pasował !
-Ja przekręcę .Uwaga ! – Lilly była podekscytowana .
Usłyszałam dźwięk podobny jak się odpala samochód. , kluczyk zaczął się świecić , nagle podłoga zaczęła drżeć i poczułyśmy nagły zryw prędkości, to jak by jechał naprawdę szybko pociąg, po chwili wszystko się uspokoiło , drzwi się otworzyły.
Byłyśmy w tym samym miejscu co przedtem, ten sam gabinet. Chodź jedno się zmieniło firanka była w innym miejscu.
-Juhu udało się żyjemy ! – cieszyła się Liliy.
Zajrzałam co kryję się za tą firanką , były to kolejne drzwi , chodź wyglądały jak ogromne wrota w pałacach.
-O matko jakie wielkie drzwi ! Już mi się tu podoba.
Pchnęłam je , i zobaczyłam ludzi chodzących po ryneczku. Kobiety miały na sobie naprawdę długie i szerokie suknie, inne zwykłe proste spódniczki i bluzki , dzieci bawiły się , żaglowały owocami.
-Anna , chodź ze mną zobaczymy co mają dobrego do jedzenia. – i pociągła mnie na zewnątrz
Lili jak zwykle musiała na siebie zwrócić uwagę. Podeszła do jednego z straganów.
-Po ile ma pan jabłka ?
-Po 5 srebrnych dolarów
-Poproszę dwa – spojrzałam na nią , czy ona postradała zmysły. –Anna ,spokojnie – zwróciła się do mnie. – Ma pan naprawdę świetny beret . – mówiła dalej.
-beret ? To jakaś nowa nazwa na nakrycie głowy ? Nie da się zdążyć za tą mową młodzieńców. Proszę panienko twoje jabłka.
Liliy podała panu ,pieniądze , na szczęście nie przyczepił się ,że to nie takie pieniądze o jakie mu chodziło.
-Dziękuję.
-A wy chyba nie stąd ? prawda? Nigdy was tutaj nie widziałem , a stoję tutaj codziennie i sprzedaję , macie bardzo śmieszne stroje ,jakbyście były nie z tego świata.
-Nie my tutaj przejazdem – odpowiedziałam.
-To uważajcie. Bo jak się królowa dowie to będzie źle.
-Dobrze ,będziemy uważać.
-Królowa? Ja nie mogę , mają tutaj królową to jak bajka. Myślisz ,że będziemy mogły ja zobaczyć ?
-Wątpię Liliy
Miasto było naprawdę stare , budynki ledwo stały , jeśli można to nazwać budynkami , były zrobione z drewna , dach ze słomy , wokół , drewniane deski , powbijane w piasek, starsze panie robiące pranie przy rzece, dzieci niosące wodę w wiaderkach, mniejsze dzieci kopiące się w tej rzece , to naprawdę biedna dzielinca. Jedna z starszych pań , wyciągała specjalny pył do prania. Nagle dzieci ,uciekają do swoich domów jak by się czegoś przestraszyły.
-Gdzie one uciekają ? – zapytałam.
-Pewnie się czegoś przestraszyły.
Nagle zauważam , coś co przypominało psa. Biegło naprawdę szybko , wprost na nas.
-Liliy ! Uciekaj ! – krzyczałam
-Anna ! Biegnie na ciebie – krzyczała.
Biegłam najprędzej jak się dało ale to coś było coraz bliżej mnie., dopadło mnie i położyło się na mnie , z pyska ściekała mu fioletowa wydzielina, oczy miał czerwone jak wampir , zęby miał zakończone szpikulcami jak naprawdę ostre igły , krzyczałam , serce mi biło jak oszalałe, całe ubranie miał am upaćkane tą wydzieliną . Kiedy zobaczyłam ,że potwór ,zamyka oczy i osuwa się o ziemie , ucieszyłam się.
-Nic panience nie jest ? – zapytał jakiś mężczyzna .
-Tak mi się wydaję. To ty zabiłeś to coś ? – zapytałam.
-Zastrzeliłem. Trafiłem w samo serce. Pomóc ci wstać?
-Jak byś mógł – podał mi rękę , jego rękę była masywna , taka pełna siły.
-Mogę. – uśmiechnął się.
Spojrzałam się na niego , miał naprawdę umięśnione ramiona , za plecami łuk i strzały , jasne lekko kręcone włosy i te niebieskie oczy , mają taki kolor jak morze lub niebo. Nigdy nie widziałam tak wyraźnego koloru oczu. Jego twarz była nieskazitelna , nie było widać żadnej ryski, włosy spadały mu na czoło , widać było spływające kropelki potu. Na szyi miał naszyjnik sięgający do połowy klatki piersiowej. – patrzyłam mu w oczy a on w moje, kiedy zawołała Liliy oboje się odsunęliśmy.

-Anna ! Anna ! – wołała Liliy
-Tu jestem.
-Boże nic ci nie jest. Jak się bałam ,że to cię pożre i cię więcej nie zobaczę. – uściskała mnie
-Skąd wy w ogóle jesteście ? Chyba nie macie pozwolenia od Królowej na wejście tutaj. Musicie iść ze mną , to jest nie zgodne z prawem. Chyba ,że pokażecie mi swoje dokumenty, i jak wy wyglądacie to nie jest strój … - mówił
-Spokojnie chłopcze. Te kobiety są moimi wnuczkami , a ja nie zdążyłam powiedzieć o tym Królowej, ale o wszystkim zaraz się dowie. Chodźcie dziewczynki – wołała tajemnicza kobieta.
-Dobrze, panno Rose. Przepraszam za utrudnienia.
-Do widzenia chłopcze.

Przepraszam za długość rozdziału, chciałam chociaż raz aby rozdział byś troszeczkę dłuższy. Nie miejcie mi to za złe. Następnym razem , postaram się o krótszy rozdział
  • awatar A'nasa ♥: Widzenie z Królową? I urwałaś w takim momencie?
  • awatar 27 tattoos ♥: Wow, minęło trochę czasu od kiedy ostatnio tu byłam (za co przepraszam). Muszę przyznać, że robi się ciekawie. Zastanawiam się co się wydarzy dalej. Mam nadzieję, że wkrótce dodasz nowy i mnie poinformujesz :*
  • awatar ✝ ѕateenkaari ♥: Fajny rozdział. ;) Ciekawe co się tam wydarzy. ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›