• Wpisów: 196
  • Średnio co: 11 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 18:15
  • Licznik odwiedzin: 38 660 / 2289 dni
 
truskaweczka001
 
Ciemność ? Przecież w podziemiach jest ciemno. Bingo ! – pomyślałam.
-Idziemy tutaj  - mówiłam do Liliy , która była zagapiona w jeden punkt
-Już idę  ! – i pobiegła za mną.
Było  dość ciemno , na dół prowadziły kręte schody i dosyć  śliskie.
-Kurde, niech to szlak trafi takie schody – narzekała Liliy
-Powinny się zaraz skończyć.
Nagle poczułam ,że schody zaczynają się zapadać, poślizgnęłam się i upadłam na coś ostrego przecinając sobie skórę.
-Auć ! - spojrzałam na kolano , krew wylewała się powolnym stumykiem , ale  bolało jak cholera.
-Anna ! o matko i co teraz? Wątpię ,żeby tutaj był lekarz.
Liliy  wzięła  rozdarła kawałek  sukni i zrobiła mi opatrunek.
-To musi wystarczyć na jakiś czas. – stwierdziła.
-Musimy iść dalej Liliy. Nie mamy wyboru.
Chciałyśmy wejść  przez   drzwi ale były zabezpieczone zaporą.
-Nie wejdziemy. – stwierdziłam.
Oparłam się o ścianę.
-To są chyba te czary o których mówił nasz William. Dzisiaj na pewno tutaj nie wejdziemy – mówiła Lily
-Czyli co jedziemy znowu do domu ? I  wrócimy sobie ? –spojrzałam na nią.
- A masz inny plan ?
-Może najpierw  pomyślmy jak to otworzyć.
-Klucz odpada wątpię ,żeby tutaj było wejście do klucza.
-Liliy ! Spróbuj użyć swojej mocy.  Może zapora wyparuje.
Liliy zacisnęła rękę w pięść z całej siły , zapora zaczęła  się  dymić tak jak w przypadku wody , po prostu wyparowała.
-Brawo Lily- ucieszyłam się.
-Ale dzisiaj tam nie wejdziemy zobacz w jakim jesteś stanie. Wrócimy tu,  lecz teraz wracamy do domu.
-No dobra. -  nie chciałam się z nią kłócić.
Opatrunek cały mi przesiąkł.
Doszłyśmy do tej chatki co  nas przesłuchiwali.
-Poczekajcie ! – wołał Josh , którego zobaczyłam w dali
-Potrzebujemy pomocy. Anna  się skaleczyła w kolano ,cały czas leci krew.
Josh podbiegł do mnie.  Przyjrzał się mojej nodze.
-Muszę to opatrzeć w środku.  – wziął mnie w ramiona. Naprawdę był silny.
Położył na  drewnianym łóżku. Przyjrzał mi się dokładnie , przez chwilę nic nie mówiąc.
- Co ze mną ? – zapytałam w końcu
-Na nogę  będzie potrzebna maść ale nie mam jej przy sobie. A na  skaleczenia , będę musiał zrobić ci specjalny  rysunek ,który cię wyleczy – Idź do kuchni i powiedz,  żeby załatwili maść, będą wiedzieli jaką – zwrócił się do Liliy
-Tak jest! – odpowiedziała i poszła.

Wyciągnął coś w podobnie pióra.
-nie martw się to nie boli. –uśmiechnął się.
Ujął moją dłoń , spojrzałam się na niego, potem spuściłam wzrok na moją rękę  a właściwie nadgarstek.
-Auć . Szcypie- mówiłam.
-Spokojnie. Zaraz przestanie.- Czułam delikatne ciepło.

-I po wszystkim .
Wyglądał jak  linia życia co widać ją na monitorze jak się jest w szpitalu.
-Zostanie mi to na zawsze ?  - zapytałam
-Nie tylko na jeden dzień. Lepiej się czujesz?
-Tak – odpowiedziałam.
-Cieszę się. A co robiłyście w ogóle ?
-A musiałyśmy się przejść.  Naprawdę chciałeś ,żebym twoją żoną?  Gdybyś musiał wybierać ?
-Tak, ale z jednej strony dobrze ,że uciekłaś bo wcale nie chciałem wybierać  już teraz żony.
-Czyli mam  rozumieć ,że chciałeś ,żebym uciekła? – zaśmiałam się.
-Nie naprawdę nie chciałem. Przepraszam.
-A jakie jeszcze są rysunki ?  
-Mnóstwo ,każde ma inne znaczenie, trzeba ich używać ostrożnie. Jak się  użyje  bez powodu mogą być z tego ogromne  kłopoty. To  jest taki kodeks.  
-A masz jakiś specjalny rysunek ?  Chodzi mi o to ,że taki  co będziesz miał na całe życie.
-Zobacz sama.
Sciągnął koszulkę.
Na jego lewej łopatce , był nie duży miecz. Miał wygrawerowane inicjały W.P
Dotknęłam delikatnie palcami tatuaż.  Widziałam  coś podobnego  u Jareda.
-To niesamowite  - byłam pod wrażeniem.
-Mój Ojciec odszedł  i dał mi ten miecz , chciałem ,żeby mi o nim przypominał.
-Rozumiem. A jeśli jest małżeństwo to oni też mają specjalne rysunki ? –byłam tego bardzo ciekawa.
-Tak. Wtedy rysują sobie nawzajem tam gdzie chcą  specjalny rysunek, ale to już jest zapisane w księdze.  – Usłyszałam kroki .
-O właśnie chyba doszła maść. – mówiłam.
-Masz rację.
-Mam maść  ! -  wparowała Liliy.
I co ja mam teraz zrobić? Nie mogę mu powiedzieć o Williamie.
-Uwaga ma naprawdę brzydki zapach. – mówił Josh.
-A jest jakiś znak co mogła by mieć jedna osoba, aby pamiętać o tej osobie?
-Owszem. Ale on zostaje na stałe i znika kiedy te osoby się pobiorą.
-Czyli te osoby muszą coś czuć do siebie ?
-Tak  
Liliy , która przyglądała się  wszystkiemu z boku, wreszcie nie wytrzymała i musiała coś powiedzieć.
-I co z nią ? – w końcu zapytała.
-Powinno być co raz lepiej.
-Dobrze, już się czuję-odpowiedziałam.  Mogę  chodzić w miarę normalnie, więc na nas czas.
-Na pewno dasz radę ? Jeśli chcesz przenocować nie ma problemu – mówił Josh
-Nie naprawdę już w porządku. Dziękuję Ci bardzo za wszystko.
-No dobrze, skoro tak chcesz. To ja cię nie zatrzymuję. Mam nadzieję ,że jeszcze Cię zobaczę.
-Myślę ,że tak – odpowiedziałam.
Wyszłyśmy z Liliy z chatki.
Wróciłyśmy do maszyny.
-Patrz tutaj  są lepsi doktorzy niż u nas. Cyk i po sprawie i jesteś nowo narodzona.
-Ale wiesz ,że czasy się zmieniły. To inny świat. Nasz jest inny.
-Wiem , wiem ale ten jest o wiele lepszy
-Dobrze Lily wiem ,że ci się podoba, ale lepiej wracajmy.
Weszłyśmy do maszyny i znowu znalazłyśmy się w naszym świecie.
Lecz na krzesełku siedział.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego