• Wpisów: 196
  • Średnio co: 11 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 18:15
  • Licznik odwiedzin: 38 660 / 2289 dni
 
truskaweczka001
 
Mama czekała na mnie na parkingu.
-Cześć Aniu.  Może chcesz jechać na jakieś zakupy mam wolne popołudnie?
-Jasne. Bardzo chętnie.
Wybrałyśmy się co centrum handlowego.   Kupiłam  sukienkę i  balerinki.
Przeczytałam list od Josha , ucieszyłam się. Ja również za nim tęsknie i to nawet nie wie jak bardzo.
Postanowiłam ,że muszę się z nim zobaczyć. Więc wyruszam sama do drugiego świata.
Wtedy zadzwoniła Liliy.
-Anna ? Halo ? Masakra jakieś choróbsko mnie siekło, dostałam antybiotyk i leże w łóżku, a u ciebie co?
-Powiedzmy ,że w porządku. No to ja ci dłużej nie zajmuję czasu, odpoczywaj  sobie na spokojnie. Odwiedzę cię jutro. Do zobaczenia
Rozłączyłam się. Jeden plus Liliy nie będzie wiedziała ,że pojechałam, a Jared?
Nie powinien się  zorientować ,że mnie nie będzie jeden dzień. Wszystko powinno pójść  gładko.
Wzięłam kluczyk do torby i zegarek na rękę.
-Mamo jadę po te rzeczy do babci i chyba zostanę w końcu na noc.
-Dobrze , tylko wróć o jakiejś  10 bo jedziemy do cioci na obiad.
-Postaram się być.
-Trzymaj się córeczko- mama pocałowała mnie w czoło jak małe dziecko.
-Mamo – uśmiechnęłam się.
-No co , dla mnie i tak jesteś moim małym szkrabem.
Mama przytuliła mnie do siebie.
-Kocham Cię – wyszeptałam do niej.
-Ja też.  – odpowiedziała.
-Ja już muszę  iść  , spóźnię się na autobus.
Tak jak zamierzałam poszłam do  parku , weszłam do tunelu. Założyłam suknię , która została od tamtego razu. Spojrzałam na  zegarek,  godzina 10.  Otworzyłam drzwi od maszyny i pojechałam.
Po kilku minutach byłam na miejscu.
Zerknęłam na  tarczę zegarową , była godzina 11. Czyli czas spieszy się tylko o godzinę  szybciej.
Spotkałam na ryneczku  mężczyznę , który sprzedaję  owoce i warzywa.  Tego  od , którego  kupiłyśmy  jabłka  za pierwszym razem.
Okazało się ,że droga   do pałacu jest kręta i długa.  Ale daję  radę, nie poddaję się.
Wchodzę od tyłu pałacu , i widzę  płot. Na szczęście potrafię przechodzić  przez płoty , nauczyłam się tego jako małe dziecko , więc nie miałam z tym mniejszego problemu.  Spojrzałam na boki czy nie  ma straży , nikogo nie widać. Zaczęłam się zastanawiać , które to okno.  Było  ich mnóstwo.
Pomyślałam o gołębiu, potrzebuję jego pomocy. Ptak mnie wysłuchał i przyleciał.
Zerkam  na fiolkę  , w środku był kawałek papieru i  malutkie pióro. Piszę  wiadomość do Josha.
„Otwórz okno „ Składam kawałek papieru.
Słyszę dźwięk otwierającego się okna.  Znajduję się ono na  samej górze.
-Masz gdzieś  drabinę ? – pytam
-Co ? jaką drabinę? – odpowiada.
Zapomniałam ,że  tutaj pewnie mają inne określenie  na drabinę. Więc próbuję jeszcze raz.
-Coś ,żebym mogła wejść.
-Musisz po abażurze.  
Dałam sobie radę z trudniejszymi rzeczami to i z takim abażurem   sobie poradzę.
Krzaki na szczęście nie były kłujące , lecz na końcu trafiam  na jakiś  kolec , który rozdarł mi sukienkę.
Josh pomógł mi  wejść do  środka.
-Co ty tu robisz? Jak to możliwe?
-Dostałam twój list , ja również tęskniłam za tobą.
Był przeszczęśliwy ,że mnie widzi.  Przyglądał mi się z  nie mogąc  chyba dowierzyć ,że to  naprawdę ja.  Słyszałam jego bijące serce.
Usiedliśmy na łóżku.
Przyglądałam się  pokoju Josha.
-Opowiesz mi coś o sobie ? – zapytałam.
-Jestem Księciem ,ale to już pewnie wiesz. Nie lubię tego życia.
-Nie lubisz być księciem ?
-Moja matka w ogóle się mną nie interesuję. Mój Ojciec  wyjechał i chyba  go już więcej nie zobaczę.
-Przykro mi. –odpowiedziałam.
-To teraz ty. Prawie nic o tobie nie wiem.
-Ja niestety jestem zwyczajną  panną , mam młodszą siostrę Lucy , to bardzo wesołe dziecko.
-Może ją kiedyś poznam.
-Może  - uśmiechnęłam się.
Rozmawialiśmy długo.
Josh pokazał mi swój miecz  oraz książkę , która wyglądała podobnie jak ta co mam w domu. W niej były zapisane  prawie wszystkie rysunki.
-Zobaczę Cię jeszcze? – zapytał nagle.
-Nie wiem Josh , mogę tak do Ciebie mówić?
-Teraz nie jestem Księciem , jestem sobą.
Spojrzałam w jego piękne , błękitne tęczówki.
-Gdyby Ciebie nie było wtedy na balu , musiałbym wybrać osobę   przy, której nie byłbym szczęśliwy.
-A teraz jesteś ?
Ujął moją twarz.
-Nigdy nie byłem bardziej szczęśliwy niż teraz.
Miał ciepłe i gładkie ręce.  Pachniał jak świeże powietrze  pełne energii. Zbliżyłam się do niego , nasze twarze się  stykały. Myślałam,że mnie pocałuję  , chciałam tego. Josh się jednak odsunął.
-Co się stało ? –zapytałam.
-Nie mogę cię  pocałować. Istnieję u nas prawo wierności. Nie wolno całować   żadnej panny , dopóki nie będzie ona twoją żoną lub narzeczoną.  Nie mogę złamać tego prawa , przepraszam.
-Nic nie szkodzi.
W głębi duszy ,byłam zła jak nie wiem , wszystko buzowało mi w środku. Przeklęte prawo.
-Pokaże Ci coś.
Wziął mnie za rękę  i zaprowadził do fortepianu , którego wcześniej nie zauważyłam.
-Umiesz grać ? – zapytałam.
-Czasami gram .Spróbuję coś  dla Ciebie zagrać.
Zagrał piosenkę   , którą znałam na pamięć. Zaczęłam akompaniować razem z nim, cicho śpiewając , bardzo lubię tą piosenkę.
-Masz śliczny  głos.
-Dziękuję. Skąd znasz tą piosenkę?
-Tata mnie jej nauczył, pisał czasami piosenki . Mówił ,że napisał ją  dla osoby  o anielskim głosie.
-A ty skąd ją znasz?
-Moja mama mnie jej nauczyła.
-Też ma taki ładny głos jak ty ?
Nagle ktoś puka do drzwi.
-Schowaj się pod łóżko – mówił po cichu.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego