• Wpisów:196
  • Średnio co: 11 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 18:15
  • Licznik odwiedzin:38 663 / 2289 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie był to brudny , śmierdzący kanał ściekami. Tylko jakaś biblioteka , mnóstwo tu książek , jak na bibliotekę przystało.
To pomieszczenie było w miarę czyste , nie licząc kurzu na książkach. Przyjrzałam się bliżej temu wszystkiemu , to wyglądało jak labirynt , mnóstwo obrazów na ścianach i napisów.
-Anna ! żyjesz ? – krzyczy Liliy
-Tak możesz spokojnie wejść.
-O mamuniu ile książek , ktoś chyba naprawdę był maniakiem kolekcjonowania , ja bym tam nie mogła , najważniejsze ,że nie śmierdzi jak to w kanałach bywa.
-Wydaję mi się ,że tutaj możemy znaleźć coś ciekawego - mówiłam
-O świetnie ,czyli znowu czegoś szukamy. Szukamy ,szukamy i nic nam to nie daje.
Moją uwagę przykuła pewna książka. Znajdowała się ona na górnej półce
-Liliy , pomożesz mi sięgnąć tą książkę ?
Nie uzyskałam odpowiedzi.
-Liliy ? -wołam dalej
Znalazłam ją przy tajemniczej kotarze , która wyglądała jak naprawdę długa firanka.
-Jak myślisz co może być po drugiej stronie ? –zapytałam
-Chodźmy sprawdzić – i ruszyła do tej kotary.
-Dobra chyba mamy gabinet szalonego profesorka - mówiła Liliy
-Szalonego profesorka ?
-No tak zobacz.
Weszłam nie pewnym krokiem do pomieszczenia.
-I co nie mówiłam ?
To naprawdę było dziwne ,sprawiał wrażenie normalnego gabinetu , a jednak nim nie był. Na środku było biurko , takie specjalne do kreślenia rysunków , były na nim rysunki , konstrukcje różnych maszyn.
-Anna patrz jakie stare zdjęcie , pewnie ma z milion lat ,takie zżółkłe .
-Pewnie przeżyło wojnę -pomyślałam po cichu
Wróciłam do biurka , chciałam przejrzeć szuflady ale były zamknięte – Kluczyk – pomyślałam Jednak kluczyk otwiera większość rzeczy. W środku były listy.
-O pokaż mi pokaż , pewnie miłosne . Zobaczymy jaka poezja miłosna była dawniej.
-„Jesteś moim natchnieniem , promykiem słońca wschodzącego „ – O jejku jakie to piękne , szkoda ,że w naszych czasach nie ma takich poetów , Anna ale zobacz – pokazała mi na dół listu
-Znowu tajemnicze „W „
-Nasz tajemniczy człowiek był nie złym romantykiem - mówiła dalej Liliy
--Coś tu jest nie halo. – rozejrzałam się po tym pokoju i zobaczyłam różne napisy , były one dla mnie nie zrozumiałe.
-Liliy błagam cię powiedz , że widzisz te cholerne napisy ?
-No właśnie w tym sens ,że nie widzę. A może ty masz jakąś moc , wiesz czary mary i w ogóle.
-Jakie czary mary , takie coś jest przecież tylko w bajkach. To by nie było możliwe- mówiłam zdenerwowana
-Weź może rusz jakoś ręką , albo wiem , różdżką.
-Liliy to nie jest zabawne.
-Może poszukajmy coś w notatkach profesora o tej maszynie ? zapytała
-Dobry pomysł.
-Jak na razie widzę same skomplikowane rysunki , samych jakiś kół zębatych.
-Poczekaj – mówiłam
Na górze zobaczyłam kable prowadzące do innego pokoju . Gdzieś musimy być kolejny pokój.
-Za ścianą ?
-Bingo ! tylko jak tam wejść ?
-Spróbuj kluczem.
-Tylko mamy jeden mały problem, tutaj nie ma drzwi a ni zamka.
-Mam pomysł - wymyśliła Lily
Zrobiła rozpęd i rzuciła się na tą ścianę. I oczywiście ściana zaczęła się obracać.
-Liliy jesteś wielka ! – cieszyłam się.
W środku było pełno kurzu , lecz w kącie znajdowała się budka telefoniczna ?
-Anna ? Czy ty też widzisz budkę telefoniczną ?
-Tak – odpowiedziałam
-I to ma nas niby przenieść gdzieś . Co zadzwonimy i poprosimy ,żeby nas przeniosła do innego świata ?
-Myślę ,że szalony profesorek nie jest taki głupi , i ta maszyna ma taką moc - mówiła Lily bez przekonania
-Tylko ,że chyba był totalnym bezguściem , rozumiem jakąś maszynę taką prawdziwą , ale budka telefoniczna ?
Chciałam otworzyć drzwi , lecz drzwi same się otworzyły , w środku jednak nie było telefonu tylko coś co przypominało włącznik.
-Pewnie kluczyk otwiera to.
-Pewnie tak.
-Anna jest już 20 , chyba musimy iść. Obiecałam mamie ,że będę wcześniej.
-O matko ja też , powiedziałam mamie ,że nie wrócę późno.
Pobiegłyśmy szybko do wyjścia. , lecz i tak musiałam wziasć tą książkę , która p-rzykuła moją uwagę.
-Możemy iść - powiedziałam trzymając książkę , była naprawdę ciężka.
-Chcesz taką grubą książkę czytać , ona może mieć ze 100 lat.
-Nie będę jej czytać , poszukam jakiś informacji , dowiem się czegoś ciekawego.
Doszłam szybko do domu , otworzyłam drzwi , w progu stała mama.
-Gdzie tak długo byłaś ? Mecz chyba nie trwa tak długo ?
-Nie musiałam coś załatwić. Przepraszam.
-Skąd masz tą książkę ? – mama była zaskoczona.
-Yyy z biblioteki wiesz mamy spr z historii
- kochanie to jest naprawdę stara książka, nie powinnaś jej czytać, to nie jest książka dla ciebie. Oddaj mi ją.
-Ale mamo dlaczego ?
-Anniu proszę cię , to jest zbyt poważna książka dla nastolatki.
-No dobrze.
Dlaczego mama nie każe mi mieć tej książki ? Dziwne to ,ale nie chciałam się z nią kłócić.
Nie wiem dlaczego, ale pomyślałam o Jaredzie , chyba za emocjonalnie zareagowałam , powinnam go przeprosić.
Moje myśli krążyły wokół całej tej biblioteki , tego niby gabinet, i tych napisów , właśnie te napisy , na pewno były napisane po łacinie. Spojrzałam na zegarek była 20;30. Chyba mogę jeszcze do niego zadzwonić i się spotkać.
-Hej Jared. Jesteś zajęty?
-Nie za barco . A coś się stało ?
-Chciałam się z tobą spotkać . Wiem ,że jest późna pora.
-Okey. Zaraz będę.
-Tylko jest mały problem , mama mi nie pozwoli wyjść , więc będziesz musiał wejść po drabinie w ogrodzie.
-Jasne nie ma sprawy.
-No to pa.
No cóż , trochę dziwnie to wygląda ale co ja poradzę, dręczą mnie wyrzuty sumienia. Nadal myślałam , nad tą książką , może uda mi się ją jakoś podkraść , tak żeby mama nie widziała.
-Aniu – przyszła Lucy
-Tak ?
-Nie mogę spać , mogę się położyć u ciebie w pokoju ?
-Jasne. Kładź się. Słuchaj Lucy nie widziałaś jak mama trzyma książkę taką dużą ?
-Widziałam , mamy taką samą książkę w piwnicy.
-Naprawdę ?
-Tak , ale mama nie kazała mi jej dotykać, powiedziała ,że to wyjątkowa książka.
-Dobrze. Śpij już.
Wtedy Jared zapukał do okna.
-Myślałem ,że będzie gorzej tutaj wejść. A tak w ogóle to też chciałem się z tobą spotkać.
-Chciałam cię przeprosić no za ten tatuaż. Głupio mi teraz , że tak na ciebie naskoczyłam.
-Ja też nie powinien się tak zachować. Spróbuję ci to wszystko jakoś wyjaśnić.
- Mój dziadek , zrobił mi ten tatuaż jak byłem mały , nie wiedziałem ,że go nie widać ,znaczy się ,że widzisz go ty a nie nikt inny.
- -Wiesz to dziwne, że masz coś takiego co widzę tylko ja a inni nie. To chyba coś ze mną nie tak
-Z tobą wszystko porządku , jesteś ładna ,mądra.
-Czy ty mnie czasem nie podrywasz?
-A nawet jeśli t o co ?
-Wiesz , lubię cię jako przyjaciela.
-Nie martw się ja tak samo. Fajnie się z tobą gada. Zawsze chciałem mieć przyjaciółkę. Naprawdę.
-Wiesz nigdy się nie zastanawiałam jak to jest mieć przyjaciela , przyjaciółkę już mam.
-Przyjaźń ?
-Oczywiście. – uściskałam go.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Siedząc, w swoim pokoju ,wyciągnęłam klucz, który znalazłyśmy z Lily.Był to zwykły mały klucz, a podobno ma otworzyć tajemniczą maszynę. W głębi duszy myślę sobie ,że zostało nie wiele czasu , aby uratować tego człowieka. Muszę się spieszyć.
Na razie ,żadnej karteczki nie dostałam ,oprócz tych dwóch. Dziś wieczorem muszę znowu wybrać się z Liliy do parku.
Do pokoju weszła Lucy, przyglądała mi się uważnie.
-Nie martw się , będzie dobrze , uratujesz tego pana. Jestem pewna , ale jeśli uważasz, że to dla mnie nie bezpieczne to ja mogę zostać.
-Wiesz ,że dla mnie jesteś już naprawdę dojrzałą dziewczynką , ale boję się o ciebie nie chcę ,żeby coś ci się stało.
-Aniu rozumiem , dlatego nie będę upierdliwa i zostanę w domu.
-Jesteś kochana- przytuliłam ją
Liliy ubłagała mnie ,żebym poszła z nią na mecz w ,którym będzie grał Mattias, nie miałam wyboru ,więc się zgodziłam.
W każdą sobotę nasza drużyna gra mecz , w którym każdy kto chce może wziąć udział ,taki towarzyski mecz.
-Mamo wychodzę –powiedziałam.
-A o której będziesz?
-Nie wiem , idę na mecz z Liliy.
-No dobrze, tylko nie wróć za późno.
-Obiecuję. –odpowiedziałam
Mecz zaczyna się za chwilę. Liliy jest naprawdę podekscytowana.
-O zobacz tam są, - mówiła
Zobaczyłam Mattiasa razem z Jaredem . Czyli on też będzie dzisiaj grał ? Dlaczego gdzie ja jestem on tez musi być ?
-Anna uśmiechnij się , mamy śliczną pogodę. Wiem ,że się martwisz o tą całą sytuację , ale chociaż teraz spróbuj się rozluźnić.
-Spróbuję
Mattias ,gdy zauważył Liliy uśmiechnął się do niej , a Jared do mnie, odwzajemniłam uśmiech chociaż nie chciałam.
Chłopaki grali naprawdę dobrze , prowadzili 4 punktami. Naprawdę była piękna pogoda , było nawet aż za ciepło.
Kiedy była przerwa , podeszli do nas ,żeby się przywitać.
-I jak podoba wam się ? –zapytał Mattias
-No jasne, że nam się podoba. Świetni jesteście, pokonacie tamtych. Oczywiście ja wam kibicuję. Anna również.
-Tak naprawdę świetna pierwsza połowa- mówiłam.
Wtedy zagwizdał trener ,że koniec czasu.
-Powodzenia – zaczęła krzyczeć Liliy
-Anna popatrz – zobaczyłam ,że obaj ściągają koszulki.
-Przecież jest ciepło.
-Nie o to mi chodzi , nie źli są nie ?
-Oj Liliy – uśmiechnęłam się
-O tak masz być uśmiechnięta cały czas, smutek do ciebie nie pasuję. Chcę widzieć uśmiechniętą Annę.
Spojrzałam na Jareda , przykuł mnie jego tatuaż na plecach ,znajdował się on na dole pleców .Był to ptak z lekko uniesionymi skrzydłami a pod nim jakiś napis ale nie widziałam dokładnie jaki.
-Liliy czy też widzisz tatuaż Jareda?- Zapytałam.
-jaki tatuaż ? Ja nic nie widzę.
Jak to możliwe ,że Liliy go nie widzi ? Co jest grane ? Przyjrzałam się uważniej nadal widziałam ten tatuaż. To robi się coraz bardziej tajemnicze. Może on ma coś wspólnego z tą maszyną , tymi liścikami ?
Zaczęło mnie to zastanawiać. Nie mogłam się skupić na niczym innym. Przecież on ma chyba 17 lat , a tatuaż można mieć 18 lat. Jego rodzice pozwolili mu na takie coś ?
Kiedy mecz się skończył . Liliy pobiegła do Mattiasa ,aby mu pogratulować. Ja chciałam porozmawiać z Jaredem o tym tatuażu.
-Mogę z tobą pogadać ? , ale nie tutaj chodź gdzieś dalej .
-Jasne. Tylko się ubiorę. –uśmiechnął się.
-Nie zakładaj koszulki – powiedziałam
-Okey.- był zdziwiony.
-Mógłbyś się obrócić plecami ?
-Jasne. – zrobił to o co go poprosiłam.
Jednak się nie pomyliłam , był to ptak , nie zaduży a pod nim napis „ significat libertatem libertas” skąd zna łacinę?
-Rodzice pozwolili ci na tatuaż ? zapytałam
-Jaki tatuaż ? był lekko zdziwiony
-Nie oszukasz mnie, Znasz łacinę ?
-Anna , to nie tak.
-A jak ? Dlaczego ja go widzę a Liliy nie ? odpowiesz mi na to pytanie.
-Nie umiem tego wytłumaczyć. – spojrzał mi w oczy.
-Chyba jest na to jakieś wyjaśnienie ? ale skoro nie chcesz mi powiedzieć. To chociaż powiedziesz co oznaczają te słowa.
-„wolność oznacza niezależność „
-Jak mam to rozumieć ,że co ,że jesteś wolny i możesz sobie robić co chcesz.
-Nie. Anno chciałabym ci powiedzieć o co chodzi , ale zrozum nie mogę.
-Wiesz co ja już nic nie rozumiem ,same wokół jakieś tajemnice. Mam tego dosyć ! Jak zdołasz się mi powiedzieć prawdę to zadzwoń. – odeszłam od niego , byłam naprawdę wkurzona.
Liliy czekała na mnie na schodach.
-Anna co się stało? Coś z tym tatuażem o, którym mówiłaś.
-Nie mam pojęcia o co z nim chodzi , ja go widzę ty go nie widzisz. I znajdź tu logiczne wytłumaczenie ?
-A może ciebie coś z nim łączy i dlatego widzisz jego tatuaż ?
-A nawet jeśli to dlaczego ja?
-A może on coś wie o maszynie ?
-nie Liliy nie możemy mu nic powiedzieć. Chodźmy lepiej do tego parku. I opowiadaj mi jak tam z Mattiasem
-Cudownie , on jest taki słodki. Zaprosił mnie do kina. Czuję ,że się rozumiemy , ja lubię słychać jego a on mnie.
-To cudownie- uśmiechnęłam się.
Byłyśmy w parku .
-Pomyślmy obstawiam ,że to nie mogę być normalne drzwi. – mówiła Liliy
-Może gdzieś pod ziemią ?
-Czyli szukamy kanału ?
Wtedy znowu zobaczyłam tego ptaka.
- O pewnie znowu nam pomoże – mówiła Liliy
-Mam nadzieję.
Gołąb usiadł na kanale gdzie znajduję się odpływ wody.
-Jak my mamy tam wejść ?
-Musimy zejść na dół.
Chciałam poruszyć to „koło „ okazało się ,że jest otwarte.
-I co głęboko ? zapytała Liliy.
-Chyba nie. Znaczy się widać tam jakieś rzeczy i nawet jest drabina !
-o to ty idziesz pierwsza. Ja będę na straży.
Zeszłam po woli na dół po drabinie. Nie wyglądało to jak jakiś tunel , tylko pomieszczenie i to w miarę czyste.
To co zobaczyłam w środku przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
  • awatar A'nasa ♥: Świetnie. Urwałaś w takim momencie. Dobrze, że jest kolejny <3
  • awatar Czarownica .: Świetne..ciekawiło mnie to strasznie <3
  • awatar 27 tattoos ♥: Rozdział fajny. Jestem tylko ciekawa co ona mogła tam zobaczyć? Hmm...no nic pewnie dowiem się w następnym rozdziale więc pisz szybko ! xx
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Całą noc znowu myślałam nad tym wszystkim , wiem za dużo myślę. Muszę powiedzieć o tym Lily.
Poszłam do łazienki , uczesałam się w kucyka. Dzisiaj w domu jest spokojnie Lucy jest w szkole. Mama poszła do pracy ,tata tak samo. Ja mam dopiero lekcje na 10. Wzięłam ze sobą tą karteczkę , aby pokazać ją Lily.
Na dworze ,świeciło słońce , niebo było bezchmurne , piękny dzień. Zobaczyłam na zegarek ,była już 9.15 ,jak ten czas szybko leci. –pomyślałam. Wzięłam torbę i spacerkiem poszłam do szkoły.
Lily już tam była , stała koło szafek.
-Cześć Lily - podeszłam do niej.
Nagle podskoczyła jak by coś ją oparzyło.
-Boże Anna . Nie strasz mnie , chcesz ,żebym naprawdę tutaj upadła i musieli by mnie reanimować , chociaż usta usta nie były by takie złe jeśli by je robił ktoś no wiesz. – uśmiechnęła się.
-Lily bądźmy poważne. Muszę ci coś bardzo bardzo ważnego powiedzieć. Nie możesz tego nikomu powiedzieć. A ni słowa.
Opowiedziałam jej całą historię.
- Powaga? – była podekscytowana.
-To musi być , cudownie zobaczyć ,taki inny świat . Ciekawe jak tam jest, musimy iść dzisiaj do tego parku.
-Musimy być ostrożne. Pamiętaj a ni słowa.
-A czy kiedyś coś wygadałam ?
-Lily – spojrzałam na nią z ukosa.- wiesz o co mi chodzi
-No wiem wiem. Obiecuję będę ostrożna.
-Cześć Anna. – powiedział jakiś chłopak idący korytarzem.
-Cześć – odpowiedziałam.
Chłopak uśmiechnął się i poszedł dalej.
-Lily kto to ? – zapytałam.
-Poczekaj poczekaj , muszę się przyjrzeć , jedynie co widzę toże, gapi się na ciebie.
-Nie o to mi chodziło.
-Spokojnie. To jest przyjaciel Mattiasa. I ma na imię Jared. I z tego co mi wiadomo chodzi tutaj od nie dawna do szkoły.
-Nie potrzebowałam tylu informacji przecież.
-Ale będziesz wiedziała na przyszłość.
-Czy ty coś sugerujesz?
-Chodź lepiej na lekcje. – uśmiechnęła się.
Zaczęłyśmy się śmiać.
-Miałyśmy być poważne – powiedziałam.
-Trudno – odpowiedziała Lily.
Kiedy szłyśmy od klasy. Lily niechcący wpadła na Matiasa.
-Wybacz – powiedzieli jednocześnie.
-Kojarzę cię skądś . zaczęła.
-Czyżby dlatego ,że gram w drużynie szkolnej ?
-O tak właśnie dlatego. Jestem Lily.
-Wiem jak masz na imię. Odpowiedział z uśmiechem.
-Naprawdę ? Przecież nie gram w żadnej drużynie. Jestem zwykłą dziewczyną. I w dodatku w młodszej klasie.
-Powiedzmy ,że wyróżniasz się z tłumu. Muszę lecieć. Mam nadzieję ,że się jeszcze zobaczymy.
Przyglądałam się całej sytuacji z boku.
Anna ! czy to widziałaś ? Uwaga chyba zaraz zemdleję – rzuciła mi się mi w ramiona jak by naprawdę zemdlała.
-Mówiłam ,że się spotkacie. Ale teraz już naprawdę musimy iść na lekcje
Całą lekcje mówiła o Mattiasie , jakie ma piękne oczy i wszystko . Naprawdę się zakochała.
Dobrze ,że ta lekcja była luźna , inaczej byśmy miały przegrzebane.
Po szkole , poszłyśmy do tego parku.
-Co było napisane na tej karteczce ? zapytała.
-,że musimy znaleźć klucz.
Czyli taka jakby zabawa w szukanie skarbu.
-Właśnie. Zastanówmy się gdzie może być taki klucz.
-Pod jakąś wycieraczką ?
-Widzisz gdzieś tutaj wycieraczkę ?
-Wszystko jest możliwe.
-Liliy błagam cię.
Zobaczyłam pod ławką ale nic co by przypominało klucz. Wtedy znowu pojawił się ten ptak.
-Liliy zobacz to ten ptak.
-Pokaż nam ptaku gdzie jest klucz.
Gołąb usiadł na jakiejś kolumnie.
-Czyli tutaj jest klucz? –popatrzyłam na ptaka, pokazał dziobem na dół.
-Głupi ten ptak. Jak ktoś mógł by chować klucz w kolumnie.
Przyjrzałam się uważniej.
-Anna ?
Zauważyłam na samym dole taką jakby kieszonkę.
-Jesteś genialna. – uściskałam ją.
Pociągnęłam ją ale za Chiny nie chciała się otworzyć.
-Może trzeba coś przekręcić albo mam pomysł walnąć w nią.
Wyciągnęła rękę aby to zrobić.
-Zwariowałaś - złapałam ją za rękę.
Przekręciłam taki mały guziczek. I „Szafka” zaczęła się otwierać. Bingo ! był w niej klucz.
-Jest ! Juhu zobaczymy inny świat.
-Dziewczyny co wy tam robicie ?
Wzięłam szybko klucz do torby.
-Yyyy nic - odpowiedziała Lily.
Był to znowu ten chłopak. Powoli mnie denerwował. Zawsze zjawia się w nie w tym momencie co powinien , bałam się ,że zobaczy ten klucz. Muszę bardziej uważać.
-A ta kolumna ? coś z nią nie tak ,że tak koło niej stoicie ?
- Nie sprawdzałyśmy czy jest dobrze wykonana. Widzisz – walnęła tą kolumnę. To się nazywa dobrze wykonana robota.
Spojrzałam na nią . Chciałam jej pokazać czy nie zgupiała.
-Cieszę , się ,że jest dobrze wykonana. – powiedział Jare d uśmiechając się oczywiście do mnie.
-Wiesz to takie nasze hobby sprawdzanie różnych rzeczy. Chcemy wiedzieć ,że nic się nie rozwali w tak ładnym parku.
-Lily , błagam.
- Wiesz co ja już muszę iść widzimy się jutro. – pobiegła do domu.
-Może cię odprowadzę do domu ?
-Jak chcesz. Będzie mi raźnie.
-Jestem Jared , -przedstawił się.
-Wiem Lily mi mówiła jak masz na imię.
-A no tak Liliy.
-Coś z nią nie tak ? –zapytałam.
-Nie wszystko ok . Tylko Mattias dużo mi o niej mówi.
-Liliy o nim też. –uśmiechnęłam się.
- A skąd wiesz jak mam na imię ? zapytałam.
-Wiesz powinno się znać imię przyjaciółki , której się podoba jego przyjaciel.
-Rozumiem. Jesteśmy na miejscu tutaj mieszkam. Dzięki za odprowadzenie. I do zobaczenia.
  • awatar Czarownica .: Jejku świetne ^^ Teraz cały czas będę myślała o tym kiedy będzie następny rozdział ;\\
  • awatar Life gives nothing, you must take it♥: Ooo... robi się coraz to ciekawiej : ) I fajnie, że pojawili się jacyć chłopcy :D Świetny rozdział, czekam z wielką niecierpliwością na kolejny :3
  • awatar `Smerfcia.♥: Obie dziewczyny mam nadzieję, że rozpoczą jakiś flirt miłosny :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
O co chodzi z tym listem ? Przecież to nie jest możliwe ,żebym ja miała jakąś moc. I ten „ktoś” skąd może mnie znać ? I najważniejsze pytanie Jaka maszyna? Jak może przenieść w inny zupełnie pewnie świat.
Przyjrzałam się uważniej temu listowi , żadnej daty ,więc nie wiadomo z jakiego to roku. A może ten „ktoś” naprawdę potrzebuję mojej pomocy. Potrzebne mi wskazówki jak znaleźć tą maszyną. Wrócę jeszcze dzisiaj do tego parku. Odłożyłam ten list do torby. Poszłam do drugiego pokoju ,gdzie znajdował się gabinet mojego taty. Było tam również pianino. Usłyszałam znajome małe ciche kroczki Lucy.
-Mogę się do ciebie dołączyć ?
-Jasne siadaj. – odpowiedziałam.
Lucy bardzo lubiła akompaniować ze mną. Ja grałam a ona śpiewała. Naprawdę ma talent ,ma taki cienki i delikatny głosik.
Nagle mama weszła do pokoju.
-Jaka piękna piosenka. W całym domu słychać taką piękną melodię. Oby dwie macie wspaniałe talenty. –przytuliła nas.
-Ty nas tego nauczyłaś- odpowiedziałyśmy razem.
-Nie prawda , to wasz wysiłek i wytrwałość. Dobrze a teraz przerwa , bo zrobiłam wam kanapki na pewno jesteście głodne.
-O świetnie. Tak jak zawsze mamo ? –zapytała Lucy.
-Tak takie jak zawsze – uśmiechnęła się mama
Lucy pobiegła na dół do kuchni.
-Aniu ? Coś się stało ? –spytała
Mama i Lucy mówią do mnie zdrobniale Ania ,ale tylko one tak mnie nazywają i oczywiście tata też. Uważają ,że moje pełne imię jest takie bardzo poważne.
-Nie a dlaczego ?
-Bo taka jesteś zamyślona, widzę to po tobie.
-Naprawdę wszystko w porządku. – odpowiedziałam.
-To dobrze , chodź na kanapki bo nam Lucy wszystkie zje.
Muszę jakoś się dostać do tego parku, ale mama będzie się pytać gdzie chcę iść o tej porze. I co jej powiem , „Mamo słuchaj dostałam list ,że muszę kogoś uratować „ Może ,jak powiem ,że idę do Lily to mnie pewnie puści. Po zjedzeniu kanapek , poszłam na górę. Wzięłam torbę.
-Mamo idę do Lily na chwilę ,zaraz będę.
-Dobrze tylko nie wróć za późno.
Muszę potem wszystko wytłumaczyć Lily.
Po 15 minutach doszłam do wyznaczonego celu. Ten Park naprawdę był piękny. Nie wiem ,dlaczego ludzie uważają to miejsce za pechowe. Rozejrzałam się w koło czy nie ma może kolejnego listu. I co ja mam teraz zrobić ?
Usiadłam na ławce i wpatrywałam się w rzeczkę , kiedy usłyszałam stukanie w ławkę . Odwróciłam się był to ptak a tak dokładnie gołąb. Nie był on szaro-biały. Tylko biało- czarny. Dziwne nigdy nie widziałam takich gołębi.
Uniósł lekko brodę do góry. Zauważyłam ,że ma na szyi jakąś fiolkę. To pewnie gołąb pocztowy.
Wpadłam na pomysł ,że napiszę do tego „kogoś” ,żeby dał mi jakieś wskazówki do tej maszyny gdzie mam jej szukać.
„Proszę o wiadomość , gdzie mam szukać tej maszyny. Jakieś wskazówki „Włożyłam karteczkę do tej fiolki i zawiesiłam na szyi ptaka. Gołąb odleciał.
Teraz tylko muszę czekać na odpowiedź, więc nie miałam po co tutaj dłużej siedzieć i poszłam do domu.
Przez drogę myślałam ,czy zdążę pomóc tej osobie , czy nie będzie za późno, bałam się czy na pewno jej się nic nie stanie.
Weszłam do domu, mama oglądała razem z Lucy telewizję.
-O już jesteś. Oglądamy świetną komedię . Chodź do nas.
-Nie dziękuję mam jeszcze trochę nauki. Pójdę do swojego pokoju.
-Dobranoc kochanie. Śpij dobrze.
-Dobranoc mamo.
Położyłam się na łóżko , i wpatrywałam w sufit. Nie mogę o tym przestać myśleć. O co w tym wszystkim chodzi ?
-Aniu rozczeszesz mi włosy ? - pytała Lucy stojąc na środku pokoju.
-Oczywiście. Usiądź.
Moja siostra nie lubi jak ktoś inny czesze jej włosyniż ja. Dlatego musiałam nauczyć się wiele nowych fryzur ,ale sprawiało mi to przyjemność. Miała piękne długie brązowe lekko falowane włosy.
-Aniu patrz , ptak na parapecie.
-Ptak ? – To ten gołąb pomyślałam.
Pobiegła do okna ,żeby je otworzyć. Ptak wleciał do pokoju. To ten sam co był w parku.
-Wzięłam fiolkę i otworzyłam karteczkę.
„Jesteś blisko tej maszyny. Naprawdę. Tylko uwierz w siebie a znajdziesz ją. Jest ukryta , znajdź klucz w parku , kiedy już znajdziesz się po drugiej stronie wszystko inne powinno być dla ciebie jasne „
W.
-Lucy, posłuchaj mnie, nie możesz nic powiedzieć mamie. Rozumiesz?
-A zabierzesz mnie ze sobą do tej maszyny ?
-Nie wiem ,nie chcę ,żeby ci się coś stało.
-Jestem już duża będę grzeczna. Mogę ci pomóc jej szukać.
-Jeśli będę potrzebowała twojej pomocy na pewno cię poproszę. A teraz aniołku do spania. Dobranoc. –pocałowałam ją w czółko.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Prolog
Dwa światy jeden zwyczajny , każdy ma w swojej rodzinie podobne obyczaje jak inni. Robią co chcą , panuje tutaj rywalizacja o lepszą pracę , lepszy byt życia. Drugi świat zupełnie inny , panują w nim stalowe zasady , dzieci nie sprzeciwiają się rodzicom.
Nikt nie przejmuje się modą ,tylko walczą o przetrwanie , ponieważ w tym świecie ludzie walczą ze złem, demonami, czarną magią i wieloma innymi przeciwnościami.
Dwa inne światy a może jednak coś je łączy ?
Drugi świat , znajdują się w nim bardzo stare budowle, staroświeckie kościoły ,zamki, fosy , ludzie jeżdżą na koniach zamiast luksusowymi samochodami ,co jest nie wyobrażalne w dzisiejszych czasach. Żeby znaleźć się tam trzeba znaleźć specjalną maszynę ale nikt do tej pory jej nie znalazł ,chodź słyszane były historie ,że jednak ta maszynę istnieje. Są nawet zdjęcia, tylko nie udowodniono prawdopodobieństwa czy te zdjęcia są prawdziwe.
Miłość właśnie miłość , czy możliwa jest między dwoma światami, które prawie wszystkim się różnią ?

Rozdział 1.
Mam na imię Anna. Mieszkam w Arizonie. Jest to dość duże miasto. Jestem 16 nastolatką , uwielbiającą czytać książki oraz słuchać muzyki , potrafię grać na fortepianie , moja mama mnie do tego zachęciła , jak byłam mała uczyła mnie kilka piosenek i bardzo mi się to spodobało , więc chciałam się dalej kształcić. Jestem bardziej artystką niż mózgowcem , nigdy nie lubiłam rozwiązywać zadań z matematyki a ni z fizyki.
Mam młodszą siostrę Lucy , która skończyła w tym roku 10 lat , opiekują się nią bardzo często , jest dla mnie jak taka mała kruszynka , a ma już 10 lat. Oczywiście nie traktuje jej jak małe dziecko. Spokojnie. Bardzo lubi kiedy robię jej wymyśle fryzury, uwielbia nowe rzeczy, od małego dziecka była odważna nie bała się wielu rzeczy jak jej rówieśnicy , panie z przedszkola bardzo ją chwaliły. Niestety moja siostra jest przeciwieństwem do mnie , właśnie ona jest mózgowcem , potrafi wiele rzeczy obliczyć w mgnieniu oka , jest opanowana i spokojna.
Czy się kłócimy jak normalne rodzeństwa? Właśnie w tym problem ,że nie. Choć czasami tam nam się zdarzą bardzo małe sprzeczki.
Mam również przyjaciółkę , która ma na imię Lily, chodzimy razem do klasy. Przyjaźnimy się od 1 klasy podstawówki.
Lily jest bardzo żywą i roztrzepaną osobą , ale to właśnie jest jej najlepsza cecha. Bardzo lubi się przebierać , róże nowe stroje.

Pewnego dnia ,kiedy szłam do szkoły zaciekawiło mnie jedno miejsce , do którego nigdy nie wchodziłam. Było to koło parku przy naszej szkole, znajdowała się tam ławka i obok taka mała rzeczka , mało ludzi tutaj chodziło , słyszałam plotki ,że to miejsce przynosi pecha a ja w takie brednie nie wierzę. Usiadłam na tej ławce , pięknie świeciło słońce , kiedy nagle zaczął wiać wiatr i niebo się zachmurzyło. Obok ławki zobaczyłam coś białego. Podeszłam bliżej. Była to koperta. Przywiało tutaj kopertę jakim cudem ? – pomyślałam.
Wzięłam ją do ręki , nie była za adresowana a ni nic. Po prostu zwykła koperta. Schowałam ją do torby i poszłam do szkoły. Otworzę ją w domu.
Było tu bardzo dużo samochodów , czasami wkurza mnie ten cały hałas uliczny , same zanieczyszczenia a potem ludzie dziwią się ,że jest taka wielka dziura ozonowa i większość ludzi choruje.
-Anna ! – wołała mnie Lily
-Lily . Cześć –powiedziałam.
-Wołam cię i wołam co słuch ci się pogorszył czy co, o takich powinnam powinnam wiedzieć.
Mówiłam już ,że dużo mówi , czasami za dużo .
-Nie z moim słuchem wszystko w porządku. Po prostu tak wyszło ,że cię nie słyszałam.
-To następnym sobie płuca wypluje a mnie usłyszysz. Zobaczysz.
-To co idziemy ? – zapytałam.
-Jasne. Spotkałam po drodze panią od matmy jak zwykle wyglądała okropnie w tej swojej spódnicy
-Dobrze chodź już.
-Już idę. – odpowiedziała.
-Anna pacz ! – wołała.
-Na co znowu ? spojrzałam w bok. Stał tam ukochany Lily. Mattias , wiele razy próbowała do niego zagadać , ale za każdym razem coś jej przeszkadzało. Jest on o rok starszy. Wysoki , gra w drużynie piłkarskiej .
-Błagam cię Lily. Przecież widać ,że mu się podobasz.
-Ale ja nie chcę zrobić z siebie idiotki.
-Uwierz ,że nie zrobisz.
-Obiecuję , zrobię coś z tym , ale nie dzisiaj.
-No dobra jak chcesz.
Lekcje mijały szybko. O 16 byłam w domu , mama już czekała na mnie w domu razem z Lucy.
Zjadłam obiad i poszłam do pokoju. Wyciągnęłam tą kopertę. Rozdarłam papier
„ Potrzebuję twojej pomocy ! Musisz znaleźć maszynę do przenoszenia w inny świat. Wierzę ,że masz moc. Tylko jeszcze o niej nie wiesz. Moje życie wisi na włosku , błagam znajdź ją jak najszybciej.
W.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Rozdział 33. Koniec.
Zapytałem idącej pielęgniarki. Czy nie widziała Olgi , powiedziała ,że tak ,że szła do wyjścia budynku. Jak to do wyjścia budynku? ! zwariowała biedna mała.
-Jaka Olga?
-Potem ci wszystko opowiem. – powiedziałem.
Pobiegliśmy do wyjścia budynku z tyłu widziałem Olgę z Marcelinką !
-Marcela ! – wołała Vanessa
-Poczekaj – powiedziałem.
-Bruno ! wołała.
-Zostawcie nas w spokoju. Idźcie sobie- krzyczała Olga.
-Oddaj ją – mówiłem.
-Nie oddam. Ona pójdzie ze mną. To twoja kara.
-Ale ja nie chcę. Ta pani jest nie fajna. – wtrąciła się mała.
-Nie dyskutuj. Pójdziesz i tyle.
-Olga spokojnie. Oddaj nam Marceline. I wszystko będzie dobrze.
Mała ugryzła ją w rękę i kopła w kostkę.
-I co myślicie ,że mnie się tak łatwo pozbędziecie.?
-Dziewczyno. Co ty chcesz od nas ? –pytała Vanessa.
-Twój kochany chłopak wcale cie nie kocha on mnie kocha. Powiedział mi to.
-Nie prawda.! Nie wymyślaj.
-Wybacz ale ci nie wierzę. Ja wiem ,że on mnie kocha. Ale no cóż. Masz wybujałą wyobraźnię.
-Dobra teraz się przyznaj ,że podmieniłaś wyniki – mówił Bruno
-Gówno wam powiem. A nawet jeśli to ja. To co ?
-To to ,że cię wywalą za takie coś.
-Wisi mi to. Jestem z siebie zadowolona ,że zrobiłam wam nazłość. I ,że ty głupia dziewczyno uwierzyszłaś ,że masz rodzeństwo. To była krew twojego Ojca. A jak ordynator by się pytał co się stało ,możecie mu powiedzieć ,że odchodzę.
Pewnie i tak by mnie zwolnił dyscyplinarnie. Więc, nie mam co tu szukać.
-Bruno co to była za pani ? Myślałam ,że kupi mi ciastko. –posmutniała.
-Nie martw się maleńka kupimy ci tyle ciastek ile będziesz chciała. –wtrąciła Vanessa.
Poszliśmy z powrotem do szpitala. Gdzie czekała na nas mama Vanessy.
-Jezu jak dobrze ,że jesteście. Martwiłam się. Jak dobrze ,że nic ci nie jest Marcelinko. –wzięła ją na ręce.
-O dzień dobry . Co tutaj takie zamieszanie. ? Mam dobrą wiadomość dla pani mam wypis przygotowany. Wyniki są dobre. Więc może pani wyjść do domu.
-Widzisz jak wspaniale. – uściskała mnie.
-Też się cieszę. – odpowiedziałem całując ją w czoło.
*Vanessa*
Zostawiliśmy Marcelinkę z mamą. Zaczęłam pakować rzeczy do torby.
-Muszę ci coś powiedzieć. –zaczął Bruno.
-Jeśli by to wszystko okazało się prawdą. Twoim bratem był by Szymon.
-Naprawdę ?
-Tak. Miał taką samą grupę krwi., więc oddał krew.
-To by było naprawdę dziwne. Dziwnie bym się czuła mając brata.
-Przyzwyczaiłabyś się. – przytulił mnie znowu.
-A kiedy pójdziemy do kościoła ? –zapytałam
-Dlaczego pytasz?
-Bo chcę być jak najszybciej twoją żoną.
*kilka miesięcy później*
Wyznaczyliśmy datę na 13 czerwca. Chodź 13 jest pechowy., ale jakoś nam to nie przeszkadzało. Byliśmy bardzo szczęśliwi.
Jednak miłość potrafi przezwyciężyć największe przeszkody. Takie nasze małe niewidzialne szczęście nad nami czuwało.
Kiedy Szymon się dowiedział ,że miałby być moim bratem, ucieszył się chociaż nie był by sam.
Karolina ,również była bardzo szczęśliwa z swoimi małymi szkrabami , razem z Gabrielem chcą wziąść ślub kiedy my i ochrzcić bliźniaki.
  • awatar Bez Granic ♥: troszeczek mi przykro że to koniec : c . Ale ostatni rozdział był zajebisty i skończył sie rewelacyjnie ; * . Nie moge sie doczekac , aż dodasz jakieś nowe opowiadanie ; *
  • awatar `Smerfcia.♥: szkoda, że to już koniec ;( super się czytało losy Bruna i Vanessy. Mam nadzieję, że masz w zanadrzu jakiejś opowiadanko ; )
  • awatar Beznadziejna nadzieja.: jaki kochany koniec <3 szkoda, że to już, ale opowiadanie było mega ♥ czekam na następne ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
*Bruno*
Wszedłem do pokoju pielęgniarek. Na szczęście nikogo nie było,. Nie było też żadnych kwiatów. Pokój wyglądał bardzo sterylnie. Wysokie okna z długimi firankami. Na górnej półce były jednak te kwiaty!
Wziąłem krzesło. I wczołgałem się po nie. Kiedy nagle ktoś wszedł.
-Tutuaj nie wolno wchodzić. Proszę stąd wyjść ! – była bardzo zdenerwowana.
-Drzwi były otwarte. Odpowiedziałem nie widząc nic przez kwiaty.
-Czekaj Czekaj .Bruno ? – zapytała.
-Skąd mnie znasz? A no tak Olga.
-Dlaczego wynosisz kwiaty ? –zapytała.
-Ponieważ są one moje. I ty mi je zabrałaś.
-Ja ci je zabrałam? .Chyba oszalałeś.
-Tak ? uważasz? Hmmm nie wydaję mi się ,żeby ktoś inny je zabrał. I zaniósł do pokoju pielęgniarek.? Nie sądzisz?
-Nic mi nie udowodnisz. – zbulwersowała się.
-Powiedzmy ,że moja przyszywana siostra cię widziała.
-Jaka siostra?
-Nie twój interes.- wkurzyłem się.
-No dobra powiedzmy ,że to ja no i co się takie stało ?
-Co się takiego stało ? ty się jeszcze pytasz? Nie uważasz ,że to chamskie zabierać czyjeś rzeczy. Sądząc po tym ,że tylko ty widziałaś te kwiaty. Jedno proste pytanie Dlaczego ?
-Dlaczego ? Dlatego ,że nie chciałam ,żebyś się jej oświadczał. Nie rozumiesz? Ona cię nie kocha. To ja cię kocham. Nie widzisz tego ?
-Kpiny sobie robisz? Ty mnie kochasz? Dobre żarty. Na jakiej podstawie sądzisz ,że Vanessa mnie nie kocha? Nigdy nikogo tak nie pokochałem jak jej. Ona jest zupełnie inna niż myślisz. Po pierwsze nie znasz jej. I jestem pewny ,że to twoja sprawka z tymi wynikami ? prawda ?
-Ja nie mogę robić wyników. To nie moja praca. Drogi panie. – odburknęła.
-Ale ty pobierasz krew i w każdej chwili możesz ją podmienić. Nie prawdaż ?
-nic nie zrobiłam.! I nie oskarżaj mnie o takie rzeczy.
-Jesteś do wszystkiego zdolna. Nie dosyć ,że fałszywa to jeszcze beszczelna.
-Nie rozumiesz? Ja też potrzebuję miłości. I chciałam ją zdobyć. Zakochałam się w tobie. I chciałam ,zebyś ty mnie też pokochał. Takie to trudne?
-Ty chora jesteś . Miłości nie można zdobyć. I ty taka przebiegła tego nie wiesz. Oj nie ładnie. Niestety ja cię nie kocham i nigdy nie będę kochał. Kocham Vanesse i to z nią chcę być. Przykro mi.
-Jeśli ja nie mogę mieć miłości ! to nikt jej nie będzie miał. Jeszcze mnie popamiętasz.- i wybiegła.
Poszedłem do Vanessy. Oczywyście już z zaginionymi kwiatami. Boże ,co ta Olga sobie myślała ,że ja ja kocham.
Nie dałem jej zadnych powód do tego. Tylko po prostu rozmawialiśmy.Miałem ją za dobrą osobą , ale pozory mylą.
Vanessa była sama. Więc wszedłem.
-Co tam masz ? zapytała.
Uklękłem na kolano.
-Co ty wyprawiasz?
-Wiesz ,że zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. Myślałem ,że się nie spotkamy. Ale los chciał inaczej. I ty również się we mnie zakochałaś w takim zwykłym chłopaku. Przetrwaliśmy trudne chwile, twoją chorobę. Bałem się ,że cię stracę ale nasza miłość jest wielka. I przetrwa wszystko.Mieliśmy szczęście takie małe niewidzialne szczęscie. A teraz wiem ,że kocham cię tak mocno. Całe moje serce bije. Nie wyobrażam sobie siebie jakby ciebie nie było. Więc chciałem cię zapytać czy chcesz być ze mną do końca życia a nawet dzień dłużej ?
Widziałem jej łzy w oczach.
-Bruno. Boże. Oczywyście ,że tak.
Przytuliłem ją mocno z całej siły. Tak bardzo się cieszyłem.
-Śliczne kwiaty. Musiałeś na nie majątek wydać. Ale pięknie pachną . Kocham cię.
-Ja też cię kocham. To najwspanialszy dzień w moim życiu. Tylko wiesz zapomniałem pierścionka.
-To nie ważne. Pierścionek nie ważny.
-Jesteś cudowna. – pocałowałem ją.
Nagle weszła mama Vanessy.
-Dzieci boże, nigdzie nie mogę znaleźć Marcelinki.
-Jak to co zgubiła się? –pytała Vanessa.
-Ja chyba wiem gdzie ona jest. Poczekajcie.
-Bruno idę z tobą. Założyła szlafrok i kapcie.
-Zwiariowałaś..Przecież jeste za słaba.
-Dam radę.- Wziąłem ja za rękę.
-Uważajcie dzieci-. Mówiła mama Vanessy.
  • awatar ♥Żуנę ѕιę туℓкσ яαz♥: Rozdział jak zwykle fantastyczny <3 Już się nie mogę doczekać co dla nas przygotujesz w następnym ;*
  • awatar ✝ ѕateenkaari ♥: Olga jest głupia... Dobrze, że się pobierają ♥
  • awatar Dream ...: Uuu zareczyli sie ! <3 . Ta Olga to jakaś popieprzona jest ! . I jestem pewna , że bd chciała namieszac miedzy nimi , albo nawet pozbyc sie Vannesy . Jestem ciekawa , co dalej sie wydarzy ; 3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
*Bruno *
O co chodzi z tym rodzeństwem ? To nie możliwe ,żeby Szymon był Bratem Vanessy. Pobiegłem po lekarza. Po drodze zaczepiła mnie Olga.
-Hej. Coś się stało? ,że tak biegasz jak oszalały?
- Vanessa odzyskała wzrok. – ucieszyłem się.
-Szlak- powiedziała po cichu ,że nie usłyszałem co mówiła.
-Co powiedziałaś , bo nie usłyszałem ?
-Nie nic nic. Mogę jakoś pomóc ? – zapytała.
-Nie chyba nie. Ale dziękuję.
Znalazłem doktora.
-Panie doktorze , Vanessa mówi ,że coś widzi.
-To cudownie ! Wiedziałem ,że cuda się zdarzają. Chodźmy do niej.
-Bruno. – wołała.
-Już jestem , pan doktor też. Wszystko w porządku.
-Ma pani jakieś mroczki przed oczami ? spytał lekarz.
-Małe . Ale już lepiej o wiele niż przed chwilą.
-Dobrze. Powinno być już jutro wszystko dobrze. Trochę minie zanim wzrok wróci do poprzedniej formy. Ale nie powinno nic się stać.
-Dziękujemy doktorze. – powiedział Bruno.
-Nie musicie mi dziękować , podziękujcie za szczęście a nawet cud jaki wam się zdarzył.- i wyszedł.
-Wreszcie mogę cię zobaczyć. To było naprawdę męczące. Tak nic nie widzieć. – przytuliła mnie.
- Ja też bardzo za tobą tęskniłem. Naprawdę. Cały czas o tobie myślałem. Bałem się najgorszego. Ale to minęło. Najwążniejsze ,że mam cię tutaj przy sobie. Nie długo wszystko wróci do normy. Mieliśmy szczęście wiesz?
-Wiem. Mówiłam ,że się nie poddam. I się nie poddałam. – trzymała mnie za rękę.
-Kocham cię. I jestem z ciebie dumny.
Przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Wyszedłem z Sali. Za mną wołała Vanessa.
-Bruno ? Co ty robisz? – wołała.
-Zaraz wrócę. – odpowiedziałem.
Hmm.. Ciekawe czy jest w szpitalu kwiaciarnia ? Pojechałem windą na sam dół. Zapytałem sprzedawczynię , odpowiedziała mi ,że nie .Ale tutaj nie daleko jest.
Koło szpitala stała pani z kwiatami. Były przeróżne. Nie znałem się na rodzajach kwiatów.
-Poproszę wszystkie kwiaty jakie pani ma.
-O to pewnie dla wyjatkowej osoby ?
-Tak bardzo wyjątkowa.
-Dam je panu za połowę ceny. I życzę powodzenia.
-Dziękuję bardzo.
-Jeszcze raz wszystkiego dobrego.
Bardzo miła kobieta.
Kwiaty ładnie pachniały. Usłyszałem nagle ,że ktoś mnie woła. Co chwilę ktoś coś chce od mnie dzisiaj.
- O jakie ładne kwiaty. Naprawdę śliczne. – mówiła Olga.
-Podobają ci się ? – zapytałem, jeśli jej by się spodobały , to pewnie Vanessie też.
-No jasne. Chciałabym takie dostać. Ale niestety nie spotkałam kogoś kto by mógł je mi dać.
-Zobaczysz jeszcze będziesz miała tysiące takich kwiatów.
-Mam nadzieję.
-Dobra to ja idę.
- Powodzenia. Na pewno się zgodzi.
Usiadłem na krześle z kwiatami. I rozmyślałem. A co z pierścionkiem ? Totalnie o nim zapomniałem. Nie miałem pojęcia ,że się zdobędę na takie coś. Więc go nie kupiłem. Ale kocham Vanesse i chcę się z nią ożenić. Nie miałem jak go kupić. Ale czy ważny jest pierścionek. Liczy się uczucie prawda? Wtedy zadzwonił do mnie telefon. Wstałem i poszedłem trochę dalej. Był to Gabriel.
-Co słychać?
- A wszystko w porządku. Vanessa odzyskała wzrok. I chyba zgupiałem do reszty. Chcę się oświadczyć Vanessie.
-To cudownie. A kiedy będziecie już w domu ?
-Nie mam pojęcia mam nadzieję ,że szybko. Chcę wreszcie zobaczyć wasze pociechy . Jak się mają ?
-A wiesz jak to jest z bliźniakami. Jedno spokojne, drugie płacze. Ale dajemy radę.
- No widzisz jak to jest być rodzicem. Dasz radę stary. Ja już muszę kończyć. Do zobaczenia.
-No do zobaczenia.
Odwróciłem się a kwiatów nie było ! Kto mógł je zabrać. Wtedy zobaczyłem ,że do Vanessy wchodzi Olga.
-Nie widziałaś gdzieś kwiatów ?
- Nie . Byłam u pacjentów.
-Ok.
-A teraz idę do twojej dziewczyny pobrać próbkę do DNA.
- Nie wierzę w to ,że ma rodzeństwo. No ale cóż jak trzeba powtórzyć badania.
- Wszystko powinno się wyjaśnić.
-Dobra to ja idę szukać moich kwiatów.
Nigdzie nie mogłem ich znaleźć .Gdzie mogły przepaść? Przecie ż nie będę się pytać każdego czy nie widział bukietu kwiatów.
Usłyszałem nagle dziecinny chichot.
-Bruno ! – wołała Marcelina.
-Cześć . –powiedziałem.
-Co tutaj robisz? Czemu nie jesteś u cioci ?
- A wiesz poszedłem się przejść. A ty co mi powiesz?
- A nic. Cieszę się ,że cię widzę. Bardzo za tobą tęskniłam. Mam dla ciebie rysunek. – podała mi kartkę a na niej napis kocham was w serduszku.
-O jakie śliczne. Dziękuję. – pocałowałem ją w czółko.
-To ja pójdę do Cioci.
-Co ty taki smutny ? – spytała mama Vanessy
-A zgubiłem kwiaty.
-Kwiaty?
-Tak. Chciałem się oświadczyć Vanessie. Ale niech jej pani nic lepiej nie mówi.
-To cudownie. Wy się tak bardzo kochacie.
-Ale niestety dzisiaj mi się to nie uda.
Przybiegła Marcelinka.
-Mamo. Widziałam takie naprawdę duże kwiaty. Taki duży bukiet. Taka pani go niosła. Były naprawdę piękne.
Gdy to usłyszałem , ucieszyłem się.
-Gdzie je widziałaś ?
-No tam były. – pokazała. – A teraz już ich nie ma.
-Poczekaj zaraz pójdę sprawdzić.
  • awatar Dream ...: Jak ja nienawidze tej Olgi ! . Niech sie odczepi od niego ! . Jeszcze wzieła mu te kwiaty ! . Rozdział mi sie podoba i mam nadzieje , ze oświadczy sie Vannesie .
  • awatar My Paradise <3: Ja pierdole! (Przepraszam za zwrot) Ale ta Olga tak mnie wku...rza, zabrała mu kwiaty no co to ma być?! I jak TY w ogóle możesz robić coś takiego? W takim momencie kończyć...no wiesz co? :c Teraz nie będę spała po nocach, bo będę się zastanawiać co dalej. Rozdział wspaniały :3
  • awatar Beznadziejna nadzieja.: Jejku, ta Olga mnie denerwuje. Ale rozdział wspaniały ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
*Vanessa *
Słyszałam kroki , pewnie lekarzy.
-Niech się pani nie martwi , będziemy mieli dla pani krew, przetoczymy parę jednostek.
-A co z moim sercem? Będzie potrzebny przeszczep? –pytałam.
-Cały czas je monitorujemy, na razie jest w porządku, wprowadzimy leki i prawdopodobnie odbędzie się wszystko bez żadnych zbędnych komplikacji. Przetoczona krew też może wiele zdziałać. Zaraz zawołam pielęgniarkę i pobierze krew.
Robimy co w naszej mocy , aby pani wyzdrowiała. Dzisiaj przyjdzie okulista , zobaczyć do pani oczu. Myślę ,że będzie potrzebna operacja.
-A bez operacji nie odzyskam wzroku?
-Musiałaby mieć pani bardzo dużo szczęścia.
-Czyli mam rozumieć ,że do końca życia mogę być ślepa?
-Nie to nie tak. Mamy najlepszego okulistę w szpitalu. On pani pomoże.
-Dziękuję doktorze.
Przyszła pielęgniarka.
-Dzień Dobry. I jak się pani czuję?
Mogłam się tylko domyślać jak wyglądała, pewnie miała z 20 parę lat.
-Bywało lepiej.-odpowiedziałam.
-Nie długo stąd pani wyjdzie.
-Mam nadzieję.
-Dobrze ja już muszę iść do kolejnych pacjentów.
-Dziękuję.
Usłyszałam kroki i czyjś oddech pewnie Bruna.
-Jak się trzymasz? Przyprowadziłem kogoś.
Poczułam delikatne, małe rączki na swoich dłoniach.
-Marcela? Jak się cieszę. Tęskniłąm za tobą. Wszystko w porządku?
-W porządku . Mam ci tyle do opowiedzenia.
-Na pewno zdążysz mi wszystko opowiedzieć.
-Kochanie pójdziesz do Feliksa ,mama musi porozmawiać z Vanessą – wtrąciła się mama.
-Dobrze już idę ,przyjdę później.
-Będę czekać – odpowiedziałam.
-Moja biedna mała córeczka. Dlaczego tak zwlekałaś z tymi badaniami ?
-Wiem mamo wiem. Teraz żałuję ,tak bardzo , chciałabym cię zobaczyć – rozpłakałam się.
-Vanesso proszę nie płacz. Operacja się uda , będziesz wszystko widzieć . Będę się modlić za ciebie.
-Dziękuję mamo ,że przyjechaliście. A tata gdzie jest?
-W kawiarence z dzieciakami.
-A właśnie jak Marcelinka i Feliks?
-Marcelę zapisaliśmy do przedszkola, bardzo jej się tam podoba, dzieci ją lubią. To naprawdę dziecko anioł, bawi się grzecznie. Feliks chodzi teraz do szkoły ,ma wiele kolegów. Kto by pomyślał ,że jeszcze drugo raz będę mamą. Cieszę się bardzo. Lepiej się dogadujemy z twoim Ojcem. Chodzimy na wspólne spacery.
-To cudownie .-trzymałam ja za rękę.
-Muszę już iść .Przyjdziemy jutro. Mała cały czas o ciebie pytała.
Wszedł ktoś znowu jak mama poszła.
-Mam pytanie czy ma pani rodzeństwo?
-Nie panie doktorze .A coś się stało?
-Nie tylko zaszła bardzo dziwna sprawa pani i krew pacjenta , który oddał ją ,są takie same. Oczywiście źle powiedziałem, wiele ludzi ma taką samą krew. Tylko wasze krwi zgadzają się pod względem innych rzeczy np. białek , osocza. A to już nie występuję między ludźmi niespokrewnionymi. Ale to tylko badanie. Będziemy musieli zbadać DNA.
-Czyli , chce mi pan powiedzieć ,że mam brata lub siostrę?
-To tylko moje przypuszczenia. Powtórzymy badania i dopiero wtedy wszystko się wyjaśni.
Nie to nie może być prawda. Przecież zawsze byłam jedynaczką. Jedynym oczkiem głowy taty. Mama by zdradziła tatę? I tyle lat by to przedmą ukrywała! To nie możliwe , przecież bym się domyśliła ,że coś przede mną ukrywają. Zawsze mówili „Ty jesteś naszą jedyną córeczką „ Więc jak mogę mieć rodzeństwo? Nie wiem kto oddał krew. Mój tata także ma krew O RH- .Ale on chyba nie oddawał krwi , bo dopiero teraz przyjechali. Miałam ochotę się rozpłakać . Jak oni mnie okłamać? ! Byłam rozstrzęsiona i w dodatku nic nie widziałam.Czułam tylko znowu oddech Bruna. Dobrze,że teraz jest koło mnie.
-Bruno ! to nie do wiary.
-Ale co ? Co się stało?
-Rozumiesz to przez tyle , lat dowiedziałam się ,że mam prawdopodobnie rodzeństwo. - Wtedy stało się coś dziwnego, zaczęłam widzieć , bardzo nie wyraźnie , jedynie nie które rzeczy.
-Vanessa co się dzieję? - był naprawdę szokowany.
-Bruno . Ja coś widzę , nie wyraźnie ale coś tak.
-Zawołam lekarza. - pobiegł widziałam tylko jego zarys . Strasznie mnie piekły te oczy.
  • awatar Bez Granic ♥: Szkoda że rozdział jest taki krótki , ale za to cudowny : 333 . Spodobał mi sie od razu i mnie wciągnął ; ** .
  • awatar ♥Żуנę ѕιę туℓкσ яαz♥: Fantastyczny to odpowiednie słowo opisujące ten rozdział chociaż może to za mało? Tak zdecydowanie to za mało! Żadne słowa nie wyrażą tego jak wspaniały jest ten rozdział i całe twoje opowiadanie ;* Już się nie mogę doczekać kolejnego <3
  • awatar `Smerfcia.♥: Cieszę się, że Vanessa w końcu po woli odzyskuję wzrok. Już tyle wycierpiała, jeszcze ta myśl o zatajonym rodzeństwu.. Ile ta dziewczyna musi przejść, szkoda mi jej ;/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
*Bruno *
Z Vanessą nie jest dobrze wiem o tym. Chociaż staram się jakoś dawać z tym radę. Zadzwoniłem do rodziców Vanessy , jej mama była naprawdę słyszałem przez słuchawkę jak płakała. Mają dzisiaj przyjechać razem z dzieciakami.
Tak bardzo chciałbym aby mogła mnie zobaczyć. Gabriel przysłał mi kilka zdjęć bliźniaków są uroczę naprawdę. Może ja i Vanessa będziemy mieć takie urocze dzieciaki. Błagam niech to wszystko się skończy miałem łzy w oczach. Nagle poczułem czyjąś rękę na ramieniu. Była to pielęgniarka , nie za wysoka , miała blond włosy wyglądała na jakieś ponad 20 lat.
-Będzie dobrze. Zobaczysz. Mogę ci w czymś pomóc ? - posłała mi lekki uśmiech.
-Nie dziękuję . Poradzę sobie. –odpowiedziałem.
- A na pewno może kawę ? mogę ci zrobić. To żaden kłopot.
- Wolę herbatę jeśli można , kawa mi nie pomoże. Właściwie nic nie pomoże. – odparłem.
-Pomoże pomoże głupoty pleciesz. A może skusisz się na jakieś ciastko. Widziałam ,że mamy w gabinecie taki pysznie wyglądający placek . – namawiała mnie dalej.
-No dobrze zgadzam się chociaż nie jestem głodny.
-Uwierz mi postawi cię coś słodkiego na nogi. – uśmiechnęła się znowu tak jak nie dawno.
-Mam nadzieję – rzuciłem sucho.
-A może chcesz iść ze mną ? Oprowadzę ci po szpitalu. A kawę , przepraszam herbatę – poprawił a się. wypijemy w kawiarence ?
Czego ona ode mnie chce ? Ale co miałem zrobić . Nie zgodzić się nie wypada. A naprawdę nie mam ochoty na jakieś rozmowy. Przecież teraz najważniejsza jest Vanessa.
-To co ? – nie dawała za wygraną.
-No a mam inne wyjście. – odpowiedziałem.
-A tak w ogóle to jestem Olga.
-A ja Bruno . Miło mi.
-O to ty. Cały szpital aż huczy ,że taki ładny chłopak cały czas czuwa przy swojej dziewczynie. Mieli rację. Naprawdę jesteś ładny.
Czy ona prawiła mi komplementy ? Czy mi się tylko wydaję. ?
-Czy ja wiem. Normalny. Kocham swoją dziewczynę . nie wyobrażam sobie życia bez niej. To wspaniała osoba.
-Słyszałam ,że nie jest z nią dobrze?
-Niestety.
- Na pewno z tego wyjdzie. To jak idziemy ?
-Tak.
Olga wydaję się bardzo wesołą osobą. Cały czas na mnie spoglądała. I uśmiechała . Opowiadała bardzo ciekawe historie jakie wydarzyły się w szpitalu. Jak widać różne rzeczy się tu działy. Pracuje tutaj już 2 lata. Ma bardzo ciekawą pracę musi być na nogach prawie cały bo , przecież tutaj non stop coś się dzieję.
- I jak chociaż trochę ci lepiej ? zapytała.
- Czy ja wiem.
- A może opowiesz mi coś o osobie a potem ja o sobie ?
-No dobrze. No to moi rodzice umarli jak miałem 15 lat. Wychowywałem się sam. Znalazłem pracę w barze i dzięki niej jakos sobie dawałem radę. Wynajmę mieszkanie razem z moim przyjacielem Gabrielem. Któremu właśnie urodziły się bliźniaki.
A latem spotkałem Vanesse , zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia. Miałem też brata. Ale moja ciotka go zabrała ze sobą. Bo mnie nie lubiła. Wiem ,że to okropne. No ale cóż. Pewnego dnia stanął on przed moimi drzwiami razem ze swoją siostrzyczką Marceliną. Zajęliśmy się nimi razem. I bardzo pokochaliśmy. Potem okazało się ,że mój brat Feliks ma guza mózgu i tracił pamięć. Ale na szczęście zrobili mu operację i jest wszystko w porządku. I tak jakoś ciągnie się to moje życie.
-Wiele musiałeś przeżyć.
-No na to wygląda.
- No to teraz ja . Ja akurat mam tylko mamę . Tata z nami nie mieszka. Zdradził mamę. I poszedł do młodszej. A mama nie może sobie znaleźć kogoś innego. Albo po prostu nie chcę. A moja siostra chodzi dopiero do podstawówki. Tata odszedł od mamy kiedy urodziła. Milenkę kocham ja bardzo. A dlaczego jestem pielęgniarką . Zawsze chciałam pomagać ludziom. I moje marzenie się spełniło .
-Przykro mi , że was ojciec opuścił.
-Już się z tym pogodziłam.
Wtedy wszedł do kawiarenki Szymon.
-O cześć Bruno. –zawołał.
-Hej. To jest Olga pracuję tutaj jako pielęgniarka.
-Miło cię poznać jestem Szymon.
-No to ja muszę już iść zajrzeć do pacjentów. Mam nadzieję ,że się jeszcze zobaczymy.
-Łoo stary co to za laska? - Szymon był zachwycony.
-Jak mi tam laska zwykła dziewczyna ,bardzo miła.
-Nie widzisz jak na ciebie leci ?
-Tak myślisz?
-No raczej. A myślisz ,że na mnie by uwagę zwróciła. ?
-A co spodobała ci się ? -zapytałem.
-Może . nawet tak. – odpowiedział.
-To idź do niej zagadaj. A nie , na co czekasz?
-Wątpie ,żeby chciała ze mną gadać . Spróbuję kiedyś indziej. Jak Vanessa ?
-Żle .
-Chodź zajrzymy do niej.
Leżała cała przypięta tymi maszynami.
-Przepraszam. - zapytał lekarz.
-Tak o co chodzi ? – zapytałem.
- Będziemy potrzebować bardzo rzadkiej krwi O Rh - . Czy ma może któryś z panów taką krew?
- Ja mam . – odezwał się Szymon.
-O to wspaniale. Mógłby pan trochę oddać?
-Oczywiście.
-Dzięki Szymon
-Nie ma sprawy. Co mogę to zrobię dla Vaneesy ,żeby wyzdrowiała.
- To dla niej wiele znaczy. A skąd wiesz ,że masz taką krew ?
-Robili nam badania w domu dziecka.
-Aaa – odpowiedziałem.
-Dobrze. Proszę pana do pobrania. I potem zbadamy krew.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
*Vanessa *
Chciałam otworzyć oczy choć nie mogłam. Coś nie dawało mi je otworzyć. Słyszałam wszystko normalnie jak bym już dawno się obudziła. Czułam jak ktoś mnie dotyka , czyjś oddech. Była to pewnie pielęgniarka.
-Spokojnie pani Vanesso. Jest tutaj pani chłopak . lecz nie może wejść. Czuwa cały czas przy pani.
Ta kobieta mówiła do mnie jak bym dalej spała ,lub była w śpiączce. A tak wcale nie było. Dlaczego nie mogę otworzyć tych cholernych oczu ? !
-Proszę pani . – krzyczałam.
-Co się stało ?! –spytała szokowana
- Nie mogę otworzyć oczu ! – bałam się ,że już ich nigdy nie otworzę.
-Zaraz zawołam lekarza. – wybiegła.
Usłyszałam kroki, lekarz już był przy mnie. Usiadłam na łóżku.
- Niech pani się położy. Zaraz wszystko obejrzemy.
-Ale ja nie mogę ich otworzyć.
-Dobrze , dobrze rozumiem. Spokojnie.
Jak mam być spokojna ? – pomyślałam.
-Zakroplimy je i zobaczymy co będzie się działo dalej. Proszę zrobić EKG Serca. –zlecił doktor pielęgniarce.
Po co EKG Serca ?! coś z nim tez nie dobrze ?
-Może pan wpuścić tutaj mojego chłopaka . proszę .
-Dobrze. – odpowiedział.
Usłyszałam ,ze ktoś siada na krześle.
-Bruno ?
-Tak to ja. Nie bój się . jestem tutaj.
-Bruno co mi jest ? Boję się . Chcę cię zobaczyć chociaż nie mogę. – rozpłakałam się.
Otarł moje łzy ręką. Jego dłoń była taka gładka i ciepła. Choć wyczułam ,że również się boi. Pocałował mnie lekko i trzymał mocno za rękę.
-Musisz być silna. Pamiętaj nie poddawaj się. Słyszysz.? - nie musiałam widzieć jak spływaja mu łzy po policzkach.
-Obiecuję. – powiedziałam.
- ze względu na to co się stanie. I tak bardzo mocno cię Kocham. Pamiętaj o tym.
- Ja też cię kocham ponad wszystko.
Musnął mnie swoim ustami i poszedł.
Przyszła pielęgniarka. Doktor razem z nią.
- Musimy pani powiedzieć coś ważnego. Ma pani złe wyniki. Z sercem też nie za dobrze. Ale najgorsze jest właśnie ono. Reszta narządów działa dobrze.
-Czyli co to oznacza ? ,że co ,że za długo nie pożyję .? prawda? Proszę mnie nie kłamać.
- Niestety. Jeśli nie znajdziemy dawcy.
-A co z moimi oczami .?
- Niech pani spróbuję je powoli bardzo powoli otworzyć.
Jestem silna. Dam radę. – mówiłam do siebie.
Powolutku , zaczęłam mrugać powiekami. Aż otworzyły się .! Tylko dlaczego nic nie widziałam ? Może to tylko chwilowe. Miałam czarną plamę przed oczami.
-Ja nic nie widzę ? ! – byłam przerażona . Będę ślepa do końca życia. ?
- To chwilowe.
-Panie doktorze proszę nie kłamać. Wolę najgorszą prawdę .
-Przypuszczaliśmy to. Ale to była naprawdę ostateczność. Nie chciałem pani mówić.
- Czy mogę zostać sama ? –zapytałam.
-Oczywiście .
Boże , dlaczego Nie chcę być niewidoma do końca życia. Moje życie straciło sens. Nie będę mogła nic zobaczyć a ni Bruna a ni bliźniaków. A co z mamą i tatą jak oni się dowiedzą to się załamią. I jeszcze serce. A co jeśli przestanie bić i nie będzie dawcy. ? Co wtedy ? Może jest jeszcze dla mnie nadzieja.
Pielęgniarka weszła do Sali.
-Muszę pani powiedzieć ,że mój syn również miał przeszczep serca. Znalazł się dawca. I teraz jest taki szczęśliwy , cieszy się z życia. Z panią będzie tak samo. Pomodlę się za panią.
-Dziękuję pani bardzo.
-Jestem pewna ,że pan doktor nie zostawi pani tak i będziesz widzieć. Jest wiele metod przywracania wzroku.
-Pani , zawsze jest taka pozytywna do świata i miła ?
-Tak. Dlatego ,ze mam dla kogo żyć. Mam rodzinę którą kocham. Syna. Kochającego męża. Mam wszystko co mi potrzebne do szczęścia. I pani również ma. Wierzę w panią. Nie długo założy pani pewnie rodzinę , będziecie mieć takie słodkie małe maleństwo. Staniecie przed ołtarzem. Będziesz miała śliczną białą suknię i wtedy pewnie będziesz najszczęśliwszą osobą na świecie.
-To bardzo mądre słowa. Tylko czy warto brać tak szybko ślub , mam dopiero 18 lat. Chcę się uczyć.
-Ale to nie problem. To tylko jest tak ,że wtedy będziecie razem na zawsze. I cieszyć się sobą. A na naukę przyjdzie czas. Jeśli się ludzie kochają to nic im na drodze nie powinno przeszkodzić.
-Ma pani rację. Jest pani wspaniałym człowiekiem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
*Bruno*
Bałem się , cholernie się bałem. Nie wiem co się dzieje , myślę teraz wyłącznie o Vanessie. Przeczuwałem ,że coś jej jest. Zabrała ją karetka i zawieźli do szpitala. Wziąłem najpotrzebniejsze rzeczy , nie zadzwoniłem do nikogo. Szymon był tak samo jak ja zdenerwowany.
-Dalej pędzimy na autobus i jedziemy do niej. Bierz torbę a ja zamknę drzwi.
-Okey – odpowiedział.
Szpital był parę przecznic z stąd.30 minut i byliśmy na miejscu. Spytałem idącą pielęgniarkę, gdzie leży Vanessa.
-Przepraszam , przywieziono nie dawno tutaj młodą dziewczynę.

-A tak pamiętam , jest na oddziale intensywnej terapii to na 5 piętrze
Intensywna ?! Terapia ? Co ? boże co jej jest?
Szymon położył mi rękę na ramieniu
-Będzie dobrze.
-Dziękujemy pani – odpowiedział za mnie , bo ja byłem tak szokowany ,że nie mogłem wydusić słowa.
Doszliśmy pod wskazany numer , zobaczyłem Vanesse przez szybę , przyłączona do tych wszystkich sprzętów , kabli. To jest okropne .Chciałem do niej wejść , ale zatrzymał mnie lekarz.
-Tutaj nie wolno wchodzić. – mówił.
-Tu jest moja dziewczyna ! Nie wiem co jej jest.
-Mówi pan o tej dziewczynie co ją nie dawno przywieziono.
-Tak – odpowiedziałem.
-Jej stan jest nie za ciekawy. Robimy badania .Teraz jest na środkach przeciwbólowych i śpi .Jutro zrobimy tomograf.
-Mogę do niej wejść.? –zapytałem.
-Dobrze, ale tylko na chwilę. Musi pan założyć fartuch.
Otworzyłem drzwi . cicho wszedłem. Chociaż wiedziałem ,że nie mnie słyszy. Chciałem jej powiedzieć jak bardzo ją kocham i ,że przetrwamy to wszystko.
-Vanessa wiem ,że mnie słyszysz ,ale jestem tutaj przy tobie. Bardzo cie kocham. Bez ciebie mój świat nie istnieje. Jesteś najwspanialszą kobietą na świecie. Miałem cholerne szczęście ,że cię spotkałem.- Trzymałem ją za rękę. Ona delikatnie uścisnęła moją dłoń. Chociaż nie otworzyła oczu. Czyli jednak mnie słyszy !
-Kochanie wszystko będzie dobrze. Nie długo zobaczysz małe szkraby Karoliny . I szybciutko wrócimy do domu. Pocałowałem ją w czoło. Muszę już iść . Przyjdę jutro nie mogę dłużej zostać lekarz mi nie pozwolił. Śpij dobrze .Dobranoc.
-I jak – spytał Szymon.
-Nie wiem czy dam radę. Dlaczego to ją spotkało ? - miałem łzy w oczach.
-Tak musiało być. Bóg ma ją w opiece. , zobaczysz , będzie zdrowa. Stworzycie najlepszą rodzinę na świecie.
-Dzięki za wsparcie.
-Nie ma za co.
Wtedy zobaczyłem Gabriela.
-Bruno ! –zawołał.
-Gabriel ? co ty tutaj robisz?
-O to samo miałem cię zapytać.
-Vanessa leży tutaj na oddziale.
-Żartujesz?!
-nie zemdlała w domu i przywiozła ją karetka.
-I co lekarze mówią.
- ,ze jest nie Zadobrze. .Boję się tak strasznie się boję. Właśnie to mój kolega Szymon.
-Miło mi Gabriel – przywitali się.
-A ja właśnie miałem iść do domu. Karolina śpi. Dzieciaki też.
-Chociaż tobie się coś miłego przydarzyło w te święta.
-Wiesz ,ze możesz na mnie liczyć.
-Wiem dziękuję.
-Może zostanę z wami ? Lub pójdziemy do domu i porządnie się wyśpimy .A jutro przyjdziemy tutaj.?
-Dobry pomysł powiedział Szymon.
-Ja bym wolał zostać.
-Bruno nic jej nie będzie. Jest pod dobrą opieką.
-Ja zostaje możecie iść.
-Jeśli ty nie idziesz to my tez nie.
-Jesteście wspaniali. Dzięki chłopaki.
Siedzieliśmy na krzesełkach i opowiadaliśmy historie i śpiewaliśmy kolędy .W końcu była Wigilia.
 

 
*pół miesiąca później *
*Vanessa*
Mieszkam z Brunem. Gabriel poszukał innego mieszkania ,dużo czasu spędza z Karoliną , wspiera ją. Rozmawiałam z rehabilitantem Karoliny , powiedział ,że jest lepiej ma determinacje , robi postępy i ,że nie ma pojęcia kto jej nagadał takich kłamstw ,że nie ma dla niej szans na chodzenie. Jej ciąża przechodzi dobrze. Będą bliźniaki . Cieszę się. Nie długo święta. Pierwsze święta z Brunem. W styczniu w nowym roku wybieram się na uczelnie i będę zdawać maturę. Wigilię spędzamy razem. Dopiero w drugie święto jedziemy do dzieciaków i rodziców. Niestety już nad morzem było chłodno.
Powoli szykowaliśmy dom do świąt. Bruno poszedł po choinkę. Razem ją ubraliśmy była piękna.
-Podoba ci się ? – spytał.
-Bardzo . Wiesz dlaczego ?
-Bo spędzę te święta z tobą. – pocałowałam go lekko
-To nasze pierwsze święta razem. Pomyśl ile mieliśmy szczęścia ,że się poznaliśmy.
-Tak było zapisane i musieliśmy się poznać. I się w sobie zakochaliśmy.
-Masz rację.
-Chodź bierzemy się za porządki. Zobacz jak tu brudno.
-Hhaha może jeszcze będziesz z białą rękawiczką sprawdzać ? – śmiał się.
- Zaraz dostaniesz rękąwiczką jak się nie wezniesz do roboty.
Wziął mnie na plecy
-Postaw mnie. Zwariowałeś ?
-Chyba ci się przyda prysznic co ty na to ? - polał mnie wodą.
-Jesteś wariatem wiesz. Zobacz jak ja wyglądam cała mokra. Zaraz ty będziesz tak samo mokry.
Byliśmy mokrzy jak po jakiejś ulewie.
-Kocham cię wariacie – pocałowałam go.
On wziął mnie w ramiona. I również zaczął całować tylko już tak mocniej. Spojrzał mi prosto w oczy i wziął za rękę.
- Jesteś gotowa ?
-Tak – odpowiedziałam bez wahania.
Spędziliśmy razem noc. !
Dzisiaj jest Wigilia . Ale ja myślałam cały czas o Brunie. Zobaczyłam w drzwiach a raczej poczułam zapach słodkich naleśników.
-Zrobiłem ci Śniadanie kochanie. Twoje ulubione naleśniki z dżemem. Jak się czujesz?
-Wspaniale. Jestem taka szczęśliwa.
-Ja tak także. Naprawdę. Jedz szybko i bierzemy się do przygotowania potraw.
- Już Już możesz zacząć ja ci pomogę.
-Wiesz ,żebym czegoś nie spalił. Znając mojego zdolności kulinarne.
-Naleśniki ci wyszły więc nie będzie tak źle.
-Hahah zobaczymy.
Zjadłam pyszne śniadanie. Ubrałam , umyłam , włosy w kitke. I zabrałam się do roboty.
Szło nam dobrze. Przed 16 mieliśmy wszystkie danie naszykowane. Nakryłam do stołu oczywiście było też miejsca dla niespodziewanego gościa.
Wtedy ktoś zadzwonił do drzwi.
-Czyżby nie spodziewany gość ? - mówił Bruno.
-Na to wygląda.
W drzwiach stał Szymon. Tak ! to on. Spotkałam go wtedy pod barem.
-Mogę.? Wejść. Przygarniecie mnie ?
-Tak proszę .
-Bruno to jest Szymon poznałam go nie dawno. A co się stało nie spędzasz wigilii z rodziną ? – zapytałam.
-Nie ja nie mam rodziny. Mieszkałem w domu dziecka. A ,że skończyłem 18 lat muszę sobie sam radzić.
-Dobrze siadajmy do stołu.-powiedziałam.
Zjedliśmy wszyscy kolacje wigilijną . Spiewaliśmy kolędy. Widziałam ,że Bruno polubił Szymona. Jednak przydało się to jedno wolne miejsce. Nagle zadzwonił telefon. Był to Gabriel
-Vanessa ! Karolina urodziła jestem ojcem ! Córeczka i chłopiec. Są śliczne.
-Bruno będę ciocią . Karolina urodziła.
-O to świetnie. Strasznie się cieszę. A ja będę wujkiem .
-O ale im się udało. Urodzić w wigilie. Fajnie mają.- mówił Szymon.
-Gabriel ja kończę jutro do was przyjedziemy. Pozdrów Karolinę.
Nagle zrobiło mi się słabo i zaczęła mnie boleć głowa
-Bruno . Nie dobrze mi. –mówiłam cicho. Nagle nie wiem kiedy zemdlałam i straciłam przytomność. Słyszałam tylko słowa Bruna
-Jedziemy do szpitala . Szymon dzwoń po karetkę. Chyba zemdlała .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
*Vanessa*
Bruno nie daję mi spokoju z tym lekarzem ,dla świętego spokoju się zgodziłam. Mina doktora nie była za ciekawa. Więc ,czułam ,ze coś złego się ze mną dzieje. Kazał mi zrobić wyniki, ale to chyba nie zbyt ważne. Chcę wreszcie zamieszkać z Brunem. Przygotowywać się do matury. Potem iść na studia. Dzisiaj w nocy jedziemy wreszcie do Sopotu. Dzieciaki są pod dobrą opieką swoich nowych rodziców. Są szczęśliwe.
-Spakowane wszystko ? –zapytał Bruno
-Tak mi się wydaję.
-Co powiedział lekarz ?
-Nic kazał mi zrobić wyniki i dopiero coś może stwierdzić.
-To dobrze. – przytulił mnie do siebie
-Cieszę się ,że cię mam.
-Nie wiem co bym zrobił gdyby cię przy mnie nie było. Pewnie bym się zabił.
-Przestań takie głupoty gadać .! Nic mi nie jest. Dobrze się czuję.
-Przepraszam. Ciekawe czy się nie stęsknili w pracy. Zwłaszcza szef
-hahaha na pewno tak.
-O której mamy pociąg.?
-Nie jedziemy pociagiem
-Jak to ?
- Twój tata powiedział ,że nas zawiezie.
-Miło z jego strony .
-Będziesz tęsknić ?
-Oczywyście. Będzie mi brakować dzieciaków. – pocałował mnie lekko w czoło.
-Damy radę. Zostawię cię samą , poprzeglądaj czy masz wszystko.
-Ok.
Wzięłam spakowałam kosmetyczkę. I usiadłam na łożku. Wspominając różne sprawy. Lubiłam swój pokój. Zajrzałam do laptopa. A tam pełno wiadomości typu.
„Vanessa co się z tobą dzieje ? Martwimy się o ciebie „
Nie mam zamiaru im odpisywać. Teraz moje życie wygląda inaczej. Nie wracam do przeszłości.
Zamknęłam komputer. Wzięłam walizkę i zeszłam na dół.
-Ciociu mam coś dla ciebie . – podała mi laurkę.
-Śliczna. Dziękuję – przytuliłam ją do siebie.
-Ja też coś mam . Również laurkę. – mówił Feliks
-Jestecie kochane.
-Będziesz o nas pamiętać ?
-Oczywyście. Jak bym mogła zapomnieć. Kocham was. Najmnocniej.Pamiętajcie , możecie dzwonić o każdej porze.
-My też cię kochamy- odpowiedziały chórem.
-A ze mną się nie pożegnasz? – mówiła mama
- Jasne ,że tak. Ciebie również kocham. Dziękuję za wszystko.
-Nie masz za co jesteś moją córką .A co matka nie robi dla dziecka. Trzymajcie się tam dobrze. Zadzwońcie czasem.
-Będziemy dozownic obiecuję.
-No to szczęśliwej podróży.
Poszliśmy do auta. Pomachaliśmy im na pożegnanie.
-No to zaczynamy nowe życie. –powiedział Bruno
-Tak. –odpowiedziałam trzymając go za rękę.
-Podróż trwała krótko lub mi się wydawało. Nawet nie zauważyłam a byliśmy na miejscu.
-Dziękuję tato. – przytuliłam go do siebie
-Pamiętaj możesz na mnie zawsze liczyć.
-Wiem.
Przytulił mnie mocno do siebie. I pojechał do domu.
Bruno wziął mnie za rękę .
-Gdzie idziemy ?
-Zobaczysz. Na pewno ci się spodoba.
Była 8 godzina. Gdzie on mógł mnie mógłby zabrać.? Morze tak uwielbiam ten zapach. Ten klimat. Tutuaj jest tak ładnie.
Słychać fale morza , mewy. Aż chcę się żyć.
Bruno zakrył mi oczy. Czułam pod nogami jak coś szeleści. Słyszałam coraz głośniej szum morza o poranku. Aż poczułam w rękach barierkę.
-Możesz otworzyć.
Rozejrzałam Się do okooła . Pomyślałam chwilę czemu akurat tu ? Odwróciłam się do Bruna.
Już wiem. Tutaj się spotkaliśmy pierwszy raz !
-Boże Bruno. Kocham cię. ! – pocałowałam go.
-Pamiętasz ?
-No jasne. Jak mogła bym zapomnieć.
-A wiesz co by było jak by mnie tu nie było ?
-Już dawno bym leżała tam w wodzie. ? Prawda.
-Pewnie tak. Cieszę ,się ,że uratowałem ci życie. I dzięki temu spotkałem najwspanialszą dziewczynę na świecie. Zakochałem się w tobie od razu. Wiedziałem ,że muszę cię poznać. I proszę bardzo dopiąłem swego. A pierwszy raz cię zobaczyłem tutaj na plaży jak siedziałaś i wpatrywałaś się w morze.
-A kiedy chciałam to zrobić. Chciałeś skoczyć ze mną. Już nawet buty sciągałeś. Ale ja ci nie pozwoliłam.
-Dlaczego chciałaś to zrobić ? Nie miałem odwagi nigdy zapytać.
-Po prostu straciłem sens życia. Wszyscy się ze mnie śmiali. Wytkali ,że jest puszczalska. I takie bzdety. Proszę nie wracajmy do tego. - pocałowałam go lekko w usta. I razem patrzyliśmy na morski widok.
Poszliśmy do baru gdzie pracował Bruno. Powitali go bardzo ciepło. Usiadłam przy stoliku.
Wtedy ktoś do mnie podszedł.
-Przepraszam ale ja cię chyba znam.Vanessa prawda ?
-Tak a o co chodzi ?
- Możesz mnie nie pamiętać bo dopiero doszedłem do twojej klasy a ty potem wyjechałaś.
-A co to ma do tego ?
-Po prostu chciałem zapytać , czy wszystko w porządku. Jestem kolegą Igora.Przepraszam nie przedstawiłem się mam na imię Szymon.
-Miło mi cię poznać. A co cię tu sprowadza ?
-Właśnie przygotowuje się do matury.
-Też w tym roku chciałabym zdać maturę.
-A czemu odeszłaś z klasy ?
-Nie mogę powiedzieć. Sprawy rodzinne.
-Podobno byłaś z Igorem ?
-To była historia i już nie chcę do tego wracać. Widzę ,że wszystko ci powiedział.
-On wcale taki nie jest. Tylko po prostu nie może się pozbierać.
-No właśnie widzę. Co chwilę ma inną pannę .Tak się pociesza.A z resztą nie obchodzi mnie to.Muszę już iść.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
*Bruno*
Jestem zadowolony ,że wreszcie mój przyjaciel Bruno , będzie szczęśliwy. Na pewno się ucieszy, zawsze lubił dzieci.
A Vanessie nie popuszczę , jeśli nie pójdzie do lekarza. Martwię się o nią strasznie. Wierzę ,że to nie może być poważnego. Tylko po prostu zwykłe przemęczenie , stres. Wszystko potoczyło się dobrze. Dzieciaki będą miały najlepszą rodzinę jaką można sobie wymarzyć. Dzisiaj idę na komisariat .
-Bruno ? –zawołała mama Vanessy
-Tak słucham.
-Chciałam z tobą omówić kwestie adopcji.
-A coś poszło nie tak ?
-Nie wszystko w porządku. Załattwliśmy adwokata. Jutro przyjdzie Pani z sądu ocenić czy dzieciaki mają dogodne warunki. Na pewno wszystko pójdzie sprawnie.
-Dziękuję , że to robicie.
-Przecież wiesz ,że je kochamy. I was wszystkich.
-Jest pani kochana .Tak wiele pani dobrego zrobiła.
-Ważne ,że wy będziecie szczęśliwi. Proszę cię opiekuj się Vanessą. Czuję ,że z nią się złego dzieje.
-Też to widzę. A czy mógłbym wiedzieć , bo Vanessa mówiła ,że była w szpitalu. Co się wtedy stało ?
-Nie powiedziała ci ?
-Mówiła tylko ,że to nic poważnego. I wszystko w porządku.
-Jak była mała to mówiła ,że często ją boli brzuszek i główka. Pewnego dnia zaczęła wymiotować i gorączkować. Więc pojechaliśmy na pogotowie. Wzięli Ją na obserwacje . Okazało się ,że to jakieś wirusowe i coś mogła zjeść nie świeżego. Od tego czasu nic się nie działo , więc nie internowaliśmy. Aż do teraz…. - mówiła smutna.
-Obiecuję ,że się nią zajmę. Będzie pod najlepszą opieką .
-A właśnie co one tak długo są na tym spacerze. ? – martwiła się.
-Zadzownił bym do nich. Ale muszę pędzić na komisariat w sprawie z wujkiem..
-No dobrze to cię nie zatrzymuję.
Ubrałem buty i poszedłem pod wskazany adres. Bałem się ,że będę musiał rozmawiać z tym bydlakiem.
Policjant był bardzo miły.
-Proszę za mną. Będzie pan rozmawiał przez telefon i widział swojego wujka przez szybę. W razie czego będę obok.
Usiadłem , wziąłem słuchawkę.
-Dzień dobry - wyjąkałem.
-Po coś tu przylazł ? Nie dość jeszcze mnie oskarżają o zabicie tej twojej ciotki. Nie dosyć ,że musiałem żywić i dawać jej kasę na te dzieciaki. Jeszcze jej mało było ?
-A nie pamiętasz jak biłeś bez powodu te dzieci? Co one ci zrobiły złego. ? Sam może byłem bity jak byłeś dzieckiem ? I tą samą metodę stosujesz na bezbronnych dzieciach ? ! Gratuluje jesteś z siebie dumny prawda ? – byłem wkurzony.
I właśnie chyba wyczułem jego słaby punkt .Przyjrzałem mu się bliżej. I chyba zobaczyłem łzę. Tak to prawdziwa łza.
-Coś się stało ? –zapytałem.
-Co ty możesz wiedzieć o życiu. Jeszcze jesteś młody. Nie wiesz co to znaczy stracić firmę ,mieć długów od cholery. Więc zacząłem pić. I po prostu tak samo wyszło nie radziłem sobie z tym wszystkim. A wtedy co wydarzyło się z twoją ciotką nie pamiętam. Byłem pijany. Nie wiedziałem co robiłem. Nic nie pamiętam. Jedyne co pamiętam to jakąś lampkę nocną i chyba szklanę. Dalej nic zero pustka.
- mogłeś iść na terapię. Na pewno by ci pomogli. Alkohol to nie rozwiązanie. I przez swoje picie trafiłeś do więźienie. I nawet możesz nie pamiętać ,że ją zabiłeś !. Widzisz co zrobił z tobą alkohol. A teraz siedzieć Se w tym pudle parę ładnych lat.
Feliks był cały posiniaczony.Biłeś mojego brata. ! On mógł nie przezyć. To jeszcze małe dziecko. A Marcelina jej nigdy nie lubiłeś bo co bo to dziewczynka która broi bo dopiero odkrywa świat ? Wiele o wiele jej namieszałeś w głowie te wspomnienia drastyczne zostaną jej w głowie do końca życia takiego czegoś się nie zapomina. Nie mam siły z tobą dłużej rozmawiać. Panie władzo chciałbym wyjść – poprosiłem.
-Już się robi. – odpowiedział
-Dziękujemy panu za pomoc. Teraz posiedzi 25 lat.
-Czyli to on zabił ?
-Tak. Na podłodze była szklanka rozbita. I jego odciski palców a potem musiał walnąć pańską ciotkę lampką w głowę.
-Boże. – nie umiałem nic innego się siebie wydusić.
Muszę ochłonąć po tym wszystkim. Wrócić do pracy. Poszedłem na długi spacer. Chodziłem i Chodziłem. I myślałem co będzie dalej , jak to moje życie będzie wyglądało. Mam kochającą i wspaniałą dziewczynę. Właśnie dziewczynę a czy to nie z nią chciałbym spędzić resztę życia. ? Oczywyście ,że tak. Wiem ,że teraz są dla niej ważne studia chce się kształcić. Cieszę się z tego powodu. Chciałabym ,żeby była tylko moja na zawsze.
  • awatar Dream ...: Brudno jest taki kochany ;** Boże , taka miłość jest wspaniała ;) Ten jego wujek to chory człowiek. Dobrze że pójdzie siedzieć. Super rozdział <3
  • awatar `Smerf.♥: te ostatnie zdanie, boże jak słodko! *-*
  • awatar ♥ღ♥Żуנę ѕιę туℓкσ яαz♥ღ♥: Bruno i Vanessa są dal siebie stworzeni nie wyobrażam sobie ich osobno ! Rozdział Cudowny i już czekam na kolejny *.*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
*Vanessa *
Czułam się już lepiej. Bruno spał koło mnie. Cicho zeszłam na dół ,tak ,żeby go nie obudzić.
Mama zrobiła śniadanie. Dzieciak już całe były umazane czekoladą.
-Dzień Dobry – powiedział tata.
-Dzień doby – odpowiedziałam siadając do stołu.
-A gdzie wujek ciociu .? – spytała Marcelinka.
-Śpi.
-A to śpioch. Pójdę go obudzić. Chodź ze mną Feliks .Bo sama mogę nie dać rady. – Pobiegły razem na górę do mojego pokoju.
-Muszę z wami porozmawiać . Mamy gdzieś moje badania wiecie te kiedy byłam w szpitalu ?
-Coś się dzieje ? ! –mama była przerażona.
-Nie mamo spokojnie .Po prostu chciałam coś zobaczyć. Ostatnio często pobolewa mnie głowa.
-Mam nadzieję, A mówiłaś o tym Brunowi?
- Tak. Każe mi iść do lekarza .Ale nie ma potrzeby. Już się dobrze czuję.
-Ma rację. Powinnaś się iść przebadać.
-A właśnie chciałam się was zapytać. No tak trochę to może dziwnie zabrzmi
-Mów kochanie.
-Wiecie teraz Umarła matka Feliksa i Marcelinki. Więc dzieciaki nie mają rodziców. Ja i Bruno myśleliśmy nad ich zaadoptowaniem , ale mieszkanie Bruna nie jest za duże. A nie długo chciałabym zamieszkać razem z Brunem , on ma tam pracę . Ja zdam maturę. I pomyśleliśmy , czy może wy nie bylibyście odpowiednimi rodzicami dla Marcelinki i Feliksa. Wiem ,że to szok dla was. Ale proszę przemyślcie to.
-Nie wiem co powiedzieć. To na pewno będzie trudne. Te wszystkie formalności. Uwielbiam te dzieciaki .Marcelinka przypomina mi ciebie jak byłaś mała.
-A ty tato co uważasz?
-Nie powiem , weselej by było w tym wielkim domu. Tętnił by życiem.
-Dobrze przemyślcie to.
- A będziecie tutaj przyjeżdżać ?
-Oczywyście najczęściej jak się da. Obiecuję.
-Ten twój Bruno to złoty chłopak , taki odpowiedzialny , mądry.
-Cieszę się ,że ci się podoba.
Właśnie zeszły dzieciaki wraz z Brunem.
-Marcelinko chciałbyś tutaj zostać z Feliksem jak by ciocia wyjechała z wujkiem ?
-Tak. ! Super by było.
A ty Feliks ? –zapytałam.
- Zgadzam się z Marceliną. Dobrze się tu czuję. Ciocia się nami opiekuję jak mama.
Spojrzałam na mamę pokiwała głową uśmiechając się.
-Chodź ze mną Bruno na podwórko –wzięłam go za rękę.
-Co się dzieje ?
-Rozmawiałam z rodzicami. O dzieciakach. Zgodzili się na adopcję.
-Naprawdę. ?
-Tak .
-To świetnie. Dzieciaki też się pewnie ucieszą. Widać ,że im tu dobrze. A jak się kochanie czujesz? – załapał mnie za rękę.
-Dobrze. – odpowiedziałam.
-Ale wiesz ,że ci nie odpuszczę i tak pójdziesz do lekarza . Mogę ci zadać pytanie ?
-Możesz.
- Nadal chcesz ze mną zamieszkać. ?
-Tak. Co to za pytanie przecież wiesz ,że chcę.
-Chciałem się upewnić.
-kocham cię i chcę z tobą zamieszkać. I zdać maturę a potem może na jakieś studia. A dalej co nam przyniesie los.
-Nie mogę uwierzyć jakie mnie szczęście spotkało.- pocałował mnie lekko w usta.
-Może pójdę na spacer z Marcelą ?
-To dobry pomysł. Tutaj jest świetny plac zabaw.
-A ja pójdę pogadać z twoimi rodzicami. Podziękować im.
Marcelina była taka szczęśliwa. Śmiała się , uśmiechała prawie non stop. Cieszę się ,że udało mi się jej zapewnić lepsze dzieciństwo. I zapomni o tym co ją wcześniej spotkało. Bawiła się z innymi dziećmi. Widać było ,że inne dziewczynki ją polubiły. Robiły razem babeczki z piasku. Siedziałam na ławce i czytałam książkę. Kiedy poczułam ,że ktoś koło mnie usiadł.
-No nie wierzę. ! - powiedziałam.
- Co nie cieszysz się na mój widok ? zapytał Igor
Promienieje normalnie radością. – odburknęłam.
-Nic nie chcę od ciebie. Chciałem pogadać. Po prostu
-A nie pomyślałeś ,że nie chcę z tobą rozmawiać?
- Już się nie obrażaj. Jestem ciekaw jak ten twój z tobą wytrzymuję.
-Odwal się ! Nie masz o co się czepiać.?
-Matko kobieto. Nie da się z tobą pogadać.
-Da się jak ktoś mnie nie denerwuję.
Wtedy podbiegła Marcelina.
-Ciociu dasz mi picie ?
-Tak już daje.
-Proszę cię idź stąd nawet nie chcę mi się na ciebie patrzeć.
-Zobaczymy kiedy się przejedziesz na swoim chłopaku. Ale mi wielka miłość.
-Co ty możesz wiedzieć o miłości. Zmieniasz dziewczyny jak rękawiczki.Więc się nie odzywaj.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 

*Vanessa *
Weszłam do domu , trochę się uspokoiłam . Chociaż ciągle byłam zła i nie mogłam tego pojąć.
-Gdzie byłaś ? – zapytali wszyscy
- Musiałam załatwić sprawę – odpowiedziałam.
-Ciociu możemy się iść pobawić ?
-No oczywiście . Tylko uważajcie na siebie .
-To my może pójdziemy ich przypilnować . –powiedziała mama.
Wszyscy poszli. Zostałam ja I Bruno. Który spoglądał na mnie wzrokiem .
-Powiesz mi co się dzieje?
-Chodź pogadamy na górze . Poszłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku. Bruno obok mnie. Przytulił mnie mocno.
-Tęskniłem bardzo. Musimy coś z tym zrobić ?
-Masz rację ale co ?
-Myślałem nad tym ,że nie możemy ciagle jeździć tam i z powrotem. I znalazłem rozwiązanie tylko nie wiem czy odpowiednie .
Może twoi rodzice zadoooptowali by dzieciaki ? Wiesz mają ze sobą dobry kontakt., warunki.
-Tylko problem w tym ,że nie wiadomo czy się zgodzą ? To dobry pomysł. Tylko już się przyzwyczaiłam do nich.
-Wiem ,ja też. Feliks nie jest jeszcze taki zdrowy. Potrzebuję opieki.
-No dobrze. Porozmawiamy z nimi.
-A teraz powiedz mi co się dzieje ?
-Okazała się ,że Mat to prawdziwy dupek. Zostawił Karolinę ,gdy potrzebowała pomocy. Po prostu wymiękł ,że musiałby zajmować osobą na wóźku.
-Wiedziałem ,że z niego dobrych ludzi nie będzie. A jak Karolina się czuję ?
-Mam nadzieję ,że dobrze. Zwłaszcza ,że to bliźniaki .
-zartujesz ? i jeszcze może ojcem jest Mat ?
- Nie na szczęście. Tylko twój przyjaciel .
-Gabriel ? To ma chłop szczęście. Pewnie się cieszy. Wiem ,że mu się podoba. Karolina. I nawet coś więcej.
-On nic nie wie.
-Wow. To się dzieje.
-Na pewno się ucieszy. Widziałam jak się zajmował Marcelą.
-To dobrze. Widzisz jak się wszystko dobrze potoczyło.- pocałował mnie.
-Ja tęskniłam bardziej. Cały czas o tobie myślałam. Kocham cię. – wtuliłam się w niego. Brakowało mi jego ciepła, dotyku. Teraz było idealnie.
-I co teraz będzie. ? –leżeliśmy wtuleni w siebie.
-Będziemy nadal mieszkać u ciebie w mieszkaniu ? zapytałam.
- A chcesz studiować dalej ?
-Chciałabym.
-To będę musiał znaleźć nową pracę . – i znowu mnie pocałował.
Wtedy do pokoju ktoś zapukał . Był to tata.
-Bruno policja do ciebie.
-Policja ? ! – zdziwił się.
-Chcą z tobą porozmawiać .
-Dobrze ,już idę. – odpowiedział.
*Bruno *
Pewnie chodzi o zabójstwo ciotki. Tylko czego oni ode mnie chcą. ?
-Dzień Dobry panu. Chcieliśmy dowiedzieć się co pan wie , w sprawie swojej cioci .
-Ale ja nic nie wiem. Nie widziałem jej z kilka dobrych lat.
-Dobrze , rozumiem. A dzieci pana ciotki ?
-No są ze mną . To jest mój brat. Którym opiekowała się ciocia.
-A czemu są z panem ?
- Ciotka je przywiozła. – musiałem skłamać.
- A wie , pan coś na temat jej męża ?
- Nie mam bladego pojęcia . Nie poznałem go. Tylko , brat się skarżył ,że ciągle kłócili się z ciocią. I nie lubił ich. Dzieci były dla niego utrapieniem. A ciocia nie chciała ,żeby im się coś stało.
-Rozumiem. Tylko ,że mąż zmarłej chciałby się z panem spotkać . Oczywiście ,został zatrzymany. Chcielbyśmy aby nam pan mógł i z nim porozmawiał. Może się przyzna. Nie mamy innych sprawców.
Ja miałbym rozmawiać z tym bydlakiem ? ! Raczej nie . Ale zgodziłem się tylko , dlatego ,żeby skończył resztę życia za kratkami.
-Zgadzam się.
-Dobrze. To proszę się stawić jutro na komendę. Dziękujemy za pomoc.
Policjanci wyszli.
-O co cię pytali ? Boże.
- Chcą ,żebym im pomógł. Znaczy się pogadał w wujkiem.
-Oni myślą ,że on by zabił własną żonę ? – byłą zdziwona.
-No na to wygląda. Wiesz jak mógł bić dzieciaki . To czemu nie żonę ? Co to dla niego dziecko czy dorosła osoba?
-Boże , już druga osoba która okazała się zupełnie inna. Co to się dzieje. ?
- Nie wiem kochanie. Ale trzeba go zamknąć za kratkami. Będzie miał to na co zasłużył. – przytuliłem ją.
-Lepiej nie mówmy nic rodzicom, a ni dzieciakom.
-Masz rację. – Nagle zamknęła oczy i położyła mi się na ramieniu.
-Vanessa ! co ci jest ? ! – byłem przerażony.
-Nic . Po prostu boli mnie głowa. I nie mam na nic siły.
-Nie podoba mi się to. Już raz tak miałaś pamiętasz?
-Tak. Ale nie martw się.
- Ja mam się nie martwić ! Musisz iść do lekarza. Nie pozwolę ,żeby ci się coś stało.
-Poleżę i mi przejdzie.
- I tak ci nie odpuszczę.- wziąłem ją na ręce i zaniosłem do pokoju.
-Zwariowałeś ,żebyś mnie jeszcze nosił?
-A co masz mi się tu zaraz przewrócić. ? Przyniosę lodu.
Siedziałem koło niej cały czas. Trzymałem za rękę aż usnęła i ja również.
 

 
*Bruno*
Z Feliksem jest coraz lepiej , dzielny chłopak. Teraz potrzebuje na jakiś czas stałej opieki. Nie wiem czy będę mógł się nim opiekować tak długo. Przecież ja tak samo muszę pracować. I kiedyś wrócić do swojego domu. Kocham mojego brata.
Rodzice Vanessy pomagają mi ,załatwili dobrego lekarza i psychologa. Są to wspaniali ludzie. Widać ,że polubili Feliksa oraz małą Marcelinkę. Wpadłem na pomysł , czy oni by nie mogli zadoptować dzieciaków. Wiem ,że to trochę nie ładnie z mojej strony. Ale jakie mam inne wyście. Muszę pogadać o tym jeszcze z Vanessą. Strasznie za nią tęsknie. Dobrze ,że jutro już przyjeżdża. Cały czas o niej myślę.
-Bruno co będzie dalej ze Mną ?. Boję się .
-Nie masz czego. Obiecuję , nic ci się nie stanie. Będziesz zdrowym szczęśliwym chłopcem. Wiem ,że teraz jest ciężko, ale wierzę , że z dnia na dzień będzie coraz lepiej.
-Dziękuje ,że jesteś. –przytuliłem go.
*Vanessa *
Wracam dzisiaj do domu. Chcemy zrobić Brunowi niespodziankę i wracamy dzień wcześniej. Również Marcelinka tęskni za Feliksem. Po drodze spotkałyśmy Gabriela. Gdy zobaczyłam nie umiałam wydusić słowa. Jak ja mam trzymać to w tajemnicy ,że jest ojcem. Ale obiecałam. Więc udawałam ,że wszystko w porządku.
-Cześć Wujku – wołała Marcelina.
-O hej dziewczyny. Co słychać ? jedziecie gdzieś ?
-Cześć . No jedziemy do domu. Miałyśmy jechać jutro ale chcemy zrobić im niespodziankę.
-Aaa rozumiem. Pozdrów ode mnie Bruna.
-Jasne. No to my już idziemy bo nam pociąg ucieknie.
-Na razie. Trzymajcie się.
Uff. Ulżyło mi. Mam nadzieję ,że dobrze to przyjmie ,że zostanie ojcem i to bliźniaków. Na razie muszę pogadać z Matem nie daruję mu tego.
-Ciociu czy oddacie nas do jakiegoś domu dziecka lub do jakieś innej rodziny ?
-Zwariowałaś nikt was nie odda.
-A czyli ty i wujek będziecie naszymi rodzicami ?
- Nie wiem kochanie czy możemy. Ale na pewno nikt was nie zostawi. Obiecuję ci to.
-Dobrze. Wierzę ci.
Jechałyśmy kilka godzin. Wreszcie dojechałyśmy.
- No to poczekaj robimy tak , wejdziesz do domu, A ja poczekam za zewnątrz. Dobrze?
-Ok. – zaśmiała się. Zapukała do drzwi. Otworzyła mama. Ucieszyła się.
-O witaj kochanie .Co ty tutaj robisz? - wzięła ją na ręce.
-Przyjechałam.
-A gdzie jest Vanessa ? Tylko , nie mów ,że przyjechałaś sama.
-Cześć Mamo –zawołałam.
-Och za ulga. Ale ,żeście mnie przestraszyły.
-Poczekaj zawołam Bruna .
-Nie poczekaj sama pójdę.- Weszłam do domu , Bruno siedział i bawił się z Feliksem. Zasłoniłam mu oczy ręką.
-Zgadnij kto to ?
- Vanessa ! . Mój boże. Jak ja się za tobą stęskniłem jak jakiś wariat. –wziął mnie na ręce. I lekko pocałował.
-Ja tak samo. Dlatego przyjechałyśmy wcześniej.
-No błagam ciociu nie przy nas. –mówiła Marcelinka.
Oboje zaczęliśmy śmiać.
-Zrobię wam coś ciepłego do picia.
-Muszę z tobą porozmawiać. – powiedział mi do ucha Bruno.
-Poczekajcie na mnie chwilę , ja muszę coś załatwić zaraz będę.
Poszłam do domu do Mata. Dobrze ,że on otworzył drzwi.
-Masz mi coś do powiedzenia ?! - zaczęłam wybuchowo.
-O co ci chodzi ?
-Żarty sobie robisz? Jak mogłeś zostawić Karolinę. !
Trochę spoważniał.
-Przestraszyłem się . Bałem się ,że sobie nie poradzę. Będę miał całe życie spieszone. Wiesz jakie jest trudne życie na wóźku.
-No nie nie wiem . Idioto ! myślałam ,że ją kochasz. A ty jak małe dziecko , uciekłeś od problemu. Jak widać jeszcze nie dorosłeś do życia. Cieszę się ,że Karolina nie jest w ciąży z tobą. Bo dzieci by miały wstyd za ojca . Który zostawił ich mamę.
-Karolina jest w ciąży ? !
-A co głuchy jesteś ? Nawet nie chcę mi się z Toba gadać . Jesteś dziecko a nie facet. Żadna na ciebie nie zasługuje. ! Nie chcę cię znać. Rozumiesz. ?!
Wyszłam trzaskając drzwiami. Nawet się nie tłumaczył. Boże ,jak ja się na nim zawiodłam.
  • awatar 27 tattoos ♥: Rozdział bardzo dobry! Wszyscy wypowiadają się na temat Bruna i Matta więc będę mało oryginalna jeśli także to zrobię :D ale uważam, że Bruno jest naprawdę świetny, pozytywna postać, jest taki ciepły. A Matt...jedno wielkie dziecko. Super rozdział (wiem powtarzam się) : )
  • awatar Why do I love you?: Dobre! :D Mega jest <3
  • awatar ♥ღ♥Żуנę ѕιę туℓкσ яαz♥ღ♥: Lubię Bruna <3 Na pewno bardziej niż Matta ! Rozdział Boski i Czekam na kolejny *.*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Dzisiaj idę razem z Karoliną do lekarza. Chcę przy niej być. Wiem ,że to dla niej trudne. Marcelinkę zostawiłam pod opieką
Gabriela który właśnie przyszedł do domu.
-Co z Karoliną ? –zapytał .
-Mam nadzieję ,że dobrze.
-Pozdrów ją ode mnie.. I powiedz ,że w razie czego może liczyć na moją pomoc.
-Jasne pozdrowię . Tylko proszę cię nie spuszczaj jej z oka. Bo to mały uciekinier. Prawda? – spojrzałam na małą.
-Obiecuję ,będę grzeczna.
-No to ja zostawiam cię pod dobrą opieką. Uciekam pa.
-Chodź pomachamy cioci – mówiła Gabriel.
Miał fajne podejście do dzieci.
Karolina czekała na mnie. Już przed wejściem.
-Cześć i jak się czujesz?
-Nawet nie pytaj. Boję się jak cholera.
-Będzie dobrze. Pamiętaj.
-Ok wchodźmy.
Lekarz już na Karolinę czekał. Zapytałam go czy mogę wejść z nią . Bo chcę być przy niej. Zgodził się.
Doktor uważnie przyglądał się obrazu który widziała na monitorze. Nic nie mówił. Trwało to tak z kilka minut.
-I co panie doktorze? - zapytała wreszcie Karolina.
Jest pani w ciąży .Tylko jeszcze nie jest taki wyraźny obraz. Ale jeszcze jest jedna sprawa. Moim okiem widzę, że to nie będzie jedno dziecko .Lecz nie jestem pewien na sto procent.
Nie mogłam w to uwierzyć. Bliżniaki !
-A kiedy to będzie pewne ?
-Za jakiś tydzień góra dwa. A teraz proszę odpoczywać , zdrowo się odżywiać. I widzimy się za pół Tora tygodnia.
-Dobrze dziękuję bardzo.
Karolina usiadła na wózek. Oczywiście jej pomogłam.
-Boże , w co ja się wpakowałam. I co teraz będzie ? Jak wychowam dwójkę dzieci ?!
- Nie będziesz sama . Pomożemy ci.
--Przecież nie możecie mi pomagać całe życie.
- Jeśli mogę zapytać . Ojcem jest Mat prawda?
- Nie . Dlatego nie chciałam mu nic mówić. Błagam cię nic mu nie mów. Nie chcę z nim gadać. Kiedy mu powiedziałaś o tym ,że jeżdżę na wózku , przyjechał tylko na kilka dni i pojechał z powrotem. Tak właśnie mnie kochał. Przestraszył się i tyle tchórz, nie chcę ,żeby dzieciaki miały takiego Ojca. Kiedy Wyjechał , spotkałam Gabriela , i tak gadaliśmy No i tak dalej. To jego kocham. A mat dla mnie nie istnieje.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś ? Muszę pogadać z Matem co on sobie myśli.. Nie wiedziałam ,że z niego taki dupek.
-Vanessa nie mów nic Gabrielowi.
-Oczywyście ,że nie powiem. Będziesz musiała mu sama powiedzieć. Teraz jedziemy do kliniki .Dojechałyśmy na miejsce.
Było tam wiele ludzi , klinka była bardzo ładna. I tutaj są najlepsi lekarze. Umówiłam cię na wizytę z najlepszym specjalistą.
- Jesteś kochana.
-O witam panią. Widzę ,że mam bardzo uśmiechniętą pacjentkę. Bardzo miło mi cię poznać. Mam nadzieję ,że będę ci wstanie pomóc. Pojedziesz ze mną i zobaczymy.
-To ja już pójdę . Do widzenia panu.
-Do zobaczenia Vanesso.
Poszłam spokojnie na autobus. Przez cały czas myślałam, o Karolinie i Gabrielu. Wróciłam do domu.
-I jak tam się bawicie ?
-O już przyszłaś . – mówiła Marcelina.
-Świetnie prawda. Właśnie robiliśmy teatrzyk pacynek. – mówił Gabriel
Jak ten Mat mógł tak postąpić. Nie wierzę.
  • awatar Mój śmiech rozbierasz .: No cóż powiem ci jedno... - genialne! Mam ochotę ciągle pytać- lał, jak tego dokonałaś? :) Przyznam ci się bez bicia, że nie przeczytałam całej twojej twórczości, ale to tylko dlatego, iż dopiero postanowiłam wrócić do kontynuowania mojego bloga. Nie ukrywajmy pozostało mi wiele czytania, ale możesz być pewna, że jutro powróce tu i będę zawzięcie dalej czytać. A wiedz, że jak ja się na coś uprę to to zrobię. Wracając do opowiadania to uważam, iż ten cały Mat to jakiś duuuuupek! Uff.. Szkoda słów do takich facetów. Nie mogę się doczekać aż przeczytałam obecną całość. :)
  • awatar My Paradise <3: Co za dupek -.- Ale fajnie, ze to będą bliźnięta ^.^ Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Pisz dalej *.*
  • awatar `Smerf.♥: Szkoda, że Matt tak po prostu olał sytuację, wymiękł i uciekł.. ;<
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
*Vanessa *
-Poczekaj uspokój się.
-Jak mam się uspokoić !
-Ale to jest pewne ? – zapytałam.
-Nie byłam jeszcze u lekarza .Ale test wykazał.
-Test to test musisz iść do lekarza. Wtedy wszystko będzie jasne.
-Wiem ale boję się ,że jak to jednak prawda .Jak ja sobie poradzę. – zaczęła szlochać.
Wtedy obudziła się Marcelinka.
-Śpij kochanie . Nic się nie stało.
-Obróciła się na drugi bok i słodko zasnęła.
-Przepraszam. Nie powinnam się tak zachowywać.
-Nie masz za co przepraszać. Teraz najważniejsze jest aby wszystko było okey. A co z rehabilitacją ?
-Szkoda gadać .Chyba już nigdy nie będę chodzić.
-Nie możesz się poddawać. Znajdziemy najlepszego lekarza. Zobaczysz.
-Ale ja nie mam pieniędzy .
-Pożyczę od rodziców jeszcze mam swoje oszczędności.
-Van ja nie mogę.
-Nawet mnie nie denerwuj nie chcę tego słuchać .
-Dobra. Będę ci wdzięczna do końca życia. Muszę już jechać. Mat do mnie przyjechał, dziękuję ,że mu powiedziałaś. Teraz jest taki miły i opiekuńczy.
-Nie ma za co . Ok to trzymaj się. Do zobaczenia.
Teraz czeka mnie najtrudniejsza rzecz. Rozmowa z Marcelinką. Która właśnie się obudziła.
-I jak wsypałaś się ?
-Chyba tak. Wygodnie tu.
-Zrobić ci coś do jedzenia ? Mam dobre bułeczki.
-O super to poproszę.
-Już się robi.
Mała już siedziała przy stole . Szybko zjadała pewnie byłą głodna jak wilk.
-Chodź ze mną. – wzięłam ja za rączkę i poprowadziłam do dużego pokoju.
-Ciociu co się stało ?
-Muszę ci coś powiedzieć . Ale pamiętaj zawsze możesz na mnie liczyć. I na Wujka tak samo. Kochanie twoja mama odeszła do aniołków do nieba. –miałam łzy w oczach.
-Czyli ty ciociu teraz będziesz moją drugą mamą ?
-Nie wiem Kochanie. Byśmy musieli cię z wujkiem adoptować.
-Będzie mi brakować mojej mamusi. Ale i tak wiem ,że ona wcale mnie nie chciała i nie kochała.
-Co ty mówisz?
-No tak. Nigdy mi nie mówiła ,że mnie kocha. Kochała wujka. A on była dla nas nie miły. Mama napisała list do Wujka Bruna , żeby się nami zajął. Bo nie miała dla nas nigdy czasu. Dlatego tutaj przyjechaliśmy.
Zamurowało mnie. Jak ta kobieta mogła je zostawić. Tak po prostu. Nawet nie zadzwoniła co się z nimi dzieje.
-Ciociu ja też Cię kocham. – przytuliła mnie.
-Poczekaj zadzwonię do Wujka. Możesz iść się pobawić.
Tęskniłam za Brunem. Chciałam się do niego przytulić. Chociaż mogłam usłyszeć jego głos.
-Cześć Bruno. Mam złe wieści. Mała mi powiedziała ,że twoja ciocia specjalnie Tutaj kazała przyjechać , ponieważ prawdopodobnie kochała wujka a dzieci mu tylko przeszkadzały .
-Żartujesz?
-Nie. Mała nawet się nie przejęła ,że ciocia nie żyję. A jak Feliks?
-Lepiej o wiele . Bardzo szybko zdrowieje. Ale dowiedziałem się ,że ma siniaki na ciele
-Czyli wujek?
-Tak wujek ich bił .Feliks mi powiedział prawdę.
-Boże ,co te dzieci przeszły.
-Kiedy wracacie bardzo za tobą tęsknię wiesz
-Ja tak samo. Muszę pomóc Karolinie.
-No mam nadzieję ,że będzie chodzić.
-Ok kończę . Kocham Cię.
-Ja ciebie też.
Teraz jeszcze bardziej za nim tęsknię.
-Ciociu kochasz wujka tak bardzo mocno z całego serduszka ?
-A skąd to pytanie ?
-Nie wiem. Chciałabym wiedzieć.
-Tak Marcelinko kocham z całego serduszka twojego wujka. –uśmiechnęłam się.
-Wujek na pewno też cię kocha. A kiedy pojedziemy do twojej mamy bardzo ją polubiłam, wymyśla fajne zabawy.
-Naprawdę ?
-Tak jest super.
-A ja nie jestem super.
-Nie o to mi chodziło .Obie jesteście super.- skakała z radości.
  • awatar Hipsta ♥: Biedne dzieciaki....;/ Liczę, że Van się nimi zaopiekuje ;x
  • awatar A'nasa ♥: No i się doczekałam rozdziału, szkoda tylko , że mam taki zapłon. Hahha. Rozdział cudowny <3
  • awatar ✝ ѕateenkaari ♥: Ale mam zapłon... Aż mnie ciarki przeszły :/ On jest tyranem, a nie człowiekiem :<
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
*Vanessa *
Wieczorem wyjeżdżam do Sopotu. Jedziemy z Małą pociągiem. Muszę odwiedzić jeszcze przed odjazdem pewną osobę jest nią Mat. Będzie to trudne powiedzieć mu o tym, że Karolina jest sparaliżowana. Jeszcze druga sprawa która dotyczy Marcelinki, nie wiem jak ona to przyjmie. Marcelina poszła razem ze mną.
-O Vanessa - powitał nas.
-Cześć możemy wejść. ? – zapytałam.
-Jasne . Wchodźcie.
-Muszę ci coś powiedzieć . –zaczęłam.
-Coś poważnego ? A właśnie gadałaś może z Karoliną bo dzwonię do niej już któryś dzień i nie mogę się dodzwonić . Martwię się, Chciałem jechać do Sopotu ale teraz nie mogę.
-Karolina jest sparaliżowana . Jeździ na wózku !
Wlepił swoje oczy w moją twarz. Myśląc pewnie czy nie robię sobie z niego żartów . Przez dłuższą chwilę nie mógł nic z siebie wydusić żadnego słowa.
- Boże , to wszystko wyjaśnia , dlaczego nie odbierała telefonu.
-Tylko tyle ?- byłam zbulwersowana.
-No a co mam powiedzieć ? Lub co mam zrobić ?
-Ruszyć swoje cztery litery i pędzić do Sopotu ona cię potrzebuję. Człowieku . ! - musiałam go doprowadzić do pionu.
-Masz rację . Już pakuję rzeczy i jadę. Mam nadzieję ,że się jej nic nie stało.
-Trzymam cię za słowo. A ja z Marceliną zbieramy się już.
Gdy wyszliśmy za drzwi . Mała spytała mnie
-Ciociu czy twoja przyjaciółka będzie jeszcze normalnie chodzić ?
-Wierzę w to bardzo mocno ,że tak. – odpowiedziałam.
-A mama kiedy po nas przyjedzie ?
Oł , wiedziałam ,że będzie trudno.
-Tęsknisz za nią ?
-Tak trochę . Ale dobrze mi tutaj z tobą. Wujek był nie miły dla nas. Ciągle krzyczał. A mama się go bała.
-Dlatego tutaj przyjechaliście ?
-Poniekąd tak . Mama chciała nas chronić . I dlatego .
-A co jeszcze wujek takiego robił ?
-Kiedyś na mnie nakrzyczał i na Feliksa też. I dostaliśmy karę.
-Za co karę ?
-Zbiłam kubeczek. A Feliks talerzyk. I się skaleczyliśmy oboje. A wujek się wkurzył i mówił ,że same problemy z nami. Mama nas broniła i mówiła ,że wujek ma dzisiaj zły dzień .
Byłam szokowana. Co te dzieci musiały przeżyć. Przytuliłam ją mocno do siebie.
-Ze mną ci się nic nie stanie. Obiecuję. Wierzysz mi ?
-Tak. Jesteś super ciocią.
*Bruno *
Z Feliksem było lepiej . Był bardzo słaby. Nawet się uśmiechnął kiedy mnie zobaczył. Cieszę się bardzo ,że mój brat żyję.
Trzymam go za rękę i wspieram na duchu. Kiedy chciałem mu przebrać koszulkę , zobaczyłem na jego ciele siniaki nie duże ale były . Zapytałem go skąd je ma . Rozpłakał się. I zaczął szlochać w poduszkę.
-Przepraszam cię Feliks nie chciałem . – przytrzymał mi rękę co oznaczało nie martw się.
Nie mogłem przestać myśleć o tych siniakach . Czy ktoś go bił ? Albo podczas zabawy ? Nie wiadomo. Jedyne co mi wiadomo ,że przed nami ciężka droga aby Feliks był całkowicie zdrowy. Jestem pewien ,że nam się uda.
*Następny dzień *
*Vanessa *
Dojechałyśmy do Sopotu. Bruno dał mi klucze do mieszkania. Nic się nie zmieniło. Brakowało mi Bruna chociaż nie widziałam go jeden dzień. Mała położyła się na wersalce i poszła spać. Byłą zmęczona podróżą . Zadzwoniłam do Karoliny.
-Hej tutaj Vanessa możemy się spotkać ?
-Cześć. Stęskniłam się za tobą. Jasne jestem nie daleko zaraz będę.
-Ok to czekam.
Przykryłam Marcelinkę kocem. I usłyszałam pukanie do drzwi.
Karolina wyglądała inaczej. Była smutna, ponura. Schudła.
-Wszystko w porządku ? zapytałam.
Jej mina wyglądała jak by miała się zaraz popłakać i nie pomyliłam się.
-Vanessa Ja jestem w ciąży rozumiesz ? ! Jak będę wychowywać dziecko. Ma się wstydzić za matką na wózku.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 

*W szpitalu *
*Bruno *
Operowali Feliksa , jego stan był ciężki. Bardzo się przestraszyliśmy. Nie wybaczę sobie jeśli co mu się stanie. Vanessa cały czas przy mnie była. Ręce mi się trzęsły nie mogłem usiedzieć w miejscu..Lekarze nic nie mówili. Po 3 godzinach chyba się operacja skończyła. Wieźli Feliksa na łóżku. Podbiegłem do niego.
-Proszę się odsunąć wieziemy do na oiom. – mówiła pielęgniarka.
-Co na jaki oiom ? Doktorze co mu jest ?
-Stan chłopca jest ciężki . Ma guza na szczęście nie złośliwego. Połowę wycięliśmy ale niestety drugiej nie dało się z nią nic zrobić. Będzie potrzeba długo i kosztowna rehabilitacja ,żeby chłopiec normalnie funkcjonował. Jest słaby . Zostanie jeszcze tutaj pod stałą opieką . A pan to kto ?
-Jestem jego bratem . Nasi rodzice nie żyją od 15 lat. A opiekuję się nim nasza ciocia która wyjechała .
-Mam rozumieć jest pan pełnoletni ?
-Tak mam 18 lat.
-Dobrze. Może pan jutro zajrzeć do brata dzisiaj jest to wykluczone.
-Dziękuję doktorze za wszystko.
*Vanessa *
- I co z nim ?
-źle . Ma guza do połowy wyciętego. I tylko rehabilitacja mu pomoże. Boże Vanessa . – rozpłakał się.
- Pomożemy mu zobaczysz. Jeszcze będzie zdrów jak ryba. I wszystkie dziewczyny będą się za nim uganiać. Wspomnisz moje słowa. – pocieszałam go. – I pamiętaj ,że cię kocham najmocniej jak mogę . Wiesz ,że musisz zadzwonić do cioci i jej o tym powiedzieć.
-Tak zadzwonię do niej wieczorem. Głupio mi ,że tak długo jesteśmy u twoich rodzicach.
-Nie pleć bzdur . Oni się cieszą ,że ktoś ich odwiedził. Uwielbiają towarzystwo.
-Też cię kocham jak wariat. – pocałował mnie lekko w usta a po moim policzku spadała mi jego łza.
Pojechaliśmy do domu. Mała Marcelinka od razu się na nas rzuciła.
-Wreszcie jesteście. Co z Feliksem ?
-Jest w szpitalu możemy go jutro odwiedzić .- mówił Bruno.
-A wiesz ciociu narysował kilka rysunków. Chodź pokażę ci je.
Zaprowadziła mnie do mojego pokoju. Na moim biurku leżały porozrzucane kredki , jak za dzieciństwa zabawki kredki , klocki. Miło widzieć taki widok.
-To jesteś ty i Bruno.
Mała miała talent do rysowania. Potrafiła dużo rzeczy namalować. I oczywyśście miała bujną wyobraźnię.
Nagle przyszedł Bruno. Miał minę jak by ktoś umarł. I się nie pomyliłam.
-Kochanie zostaniesz tutaj dobrze. Ja zaraz wrócę. – odkiwnęła głową.
-Co się stało ? -pytałam szokowana.
-Dzwoniłem do cioci . Odebrała sąsiadka prawdopodobnie. I powiedziała ,że została zamordowana kilka dni temu.
Stałam i nie wiedziałam co powiedzieć. Jak to zamordowana ! Nie mogę uwierzyć.
-Co teraz ? Co z dziećmi co się z nimi stanie. Nie mogą iść do domu dziecka.
-Nie wiem.
-A co z wujkiem ?
-Nie wiadomo wyjechał. Nikt nie wie co się z nim dzieje.
-Jak my to powiemy Marcelinie, że jej mama nie żyję. ?
-Ty będziesz musiała jej to powiedzieć . Wiem ,że sobie poradzisz. Masz z nią dobry kontakt.
-Spróbuję. Ale nie dzisiaj dobrze. ?
-Oczywiście . Wierzę w ciebie.
-Może wyjadę z małą do Sopotu? zobaczę co z Karoliną . A ty zostaniesz z Feliksem .
-Dobry pomysł. Ale już ci mówię ,że będę za tobą tęsknił.


Przepraszam ,że tak dawno nic nie dodałam. Mam nadzieję ,że nie zapomnieliście. Postaram się to naprawić. I mam nadzieję ,że rozdział się spodoba
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 

*Vanessa*
Pojechaliśmy w czwórkę do Moich rodziców . Karolina wiem ,nie powinnam wyjeżdżać ale musiałam wszystko wytłumaczyć rodzicom. I oczywiście przedstawić im Bruna. Wiem ,że Karoliną opiekuję się mama która bardzo ją kocha. Więc jest w dobrych rękach. Dzieciaki zasnęły w połowie drogi. Marcelinka i Feliks ucieszyli się nigdy nie widzieli tak pięknego domu.
-Jejku ty tutaj mieszkasz ale masz super – mówił Feliks.
W drzwiach stanęli rodzice. Ich wiadomo jak wyglądały widząc dwójkę dzieci.
-Vanessa jak my za tobą tęskniliśmy . A co to za słodkie dzieci ? – mówiła mama.
-Mama to jest mój chłopak Bruno , A to jest jego brat Feliks i siostra Feliksa Marcelinka.
Rodzice bardzo się zdziwili. Lecz miło ich przyjęli.
-Chodźcie zjecie coś na pewno jesteśmy głodni po podrózy.
-Mama ugotowała pyszny obiad . I to sama mówię ci. – zaśmiał się tata.
-Żartujesz?- śmiałam się razem z tatą.
Wzięłam Bruna za rękę i mocno uściślam dając mu do wiadomości ,że nie ma się czego bać. Widziałam ,że był trochę skrępowany.
-Będzie dobrze – powiedziałam mu po cichu na ucho.
- O przepraszam zapomniałam sama wam się przedstawić. Ja mam na imię Honorata a to mój mąż Henryk. Miło mi was będzie gościć. Dawno tak nie było dużo ludzi.
-Ja też się bardzo cieszę. – powiedziała z entuzjazmem Marcelina.
-Proszę usiądźcie do stołu .
-I jak minęły wakacje kochanie wypoczęłaś trochę ?
-Wydaję mi się ,że tak. Miałam wiele przygód. I atrakcji.
Wszyscy zjedliśmy z apetytem obiad. Nawet Marcelina cała się pobrudziła. Mały świntoszek .Chodź Feliks nie miał ochoty nic jesć.
-Feliks nie smakuje ci ?
-Nie po prostu boli mnie brzuch . Ale wygląda bardzo apetycznie. Świetnie pani gotuje.
Po minie Bruna zobaczyła, ,że martwi się o brata.
No to może ja pójdę z nimi na dwór ? – zaproponował Bruno
-Ok tylko przyjdźcie nie długo – odpowiedziałam.
-Kochanie o co tutaj chodzi ? – pytała mama .
- Ja wam wszystko wytłumaczę. Kocham Bruna , poznałam go nad morzem. Jego ciotka zostawiła go a opiekowała się jego bratem. Nienawidziła go. On szukał swojego brata i znalazł a raczej sam przyszedł. Dał mu list w którym ciotka napisała ,że nie może się opiekować nimi bo nie mają pieniędzy. A rodzicie Bruna zmarli jak miał 15 lat. Więc nie miał innego wyjścia jak ich przygarnąć.
-A co ty masz z tym wspólnego ?
-No ja jestem jego dziewczyną i chcę mu pomóc. Muszę wam o czymś powiedzieć. Chcę studiować i zdać maturę tam nad morzem.
-Ale jak to ? Chcesz się wyprowadzić ?
-Chcę mieszkać z Brunem . Mamo kocham go. Chcę z nim być.
-A jak cię zostawi to co zrobisz?
-Mam jeszcze Karolinę. Ale teraz niestety zdarzył jej się nie szczęśliwy wypadek . Nie może chodzić. Jeżdzli na wózku. Więc muszę też i jej pomóc. To moja przyjaciółka nie mogę jej zostawić.
-A co z tymi dziećmi ? Jak wy sobie poradzicie ,przecież one wymagają opieki.
-Ciocia je nie długo weźmie do domu do siebie.
-A jak nie ? Nie pomyślałaś , może ,że nie chce już ich wychowywać ?
-To nie tak . A z resztą nie mam pojęcia. Zostaniemy tutaj na tydzień a potem pomyślimy.
No dobrze jak chcecie . Przecież wiesz, że zawsze ci pomożemy . Jest tu dużo miejsca.
-Dziękuję wam. A o twojej maturze jeszcze porozmawiamy – przytuliłam ich do siebie.
-Idę zobaczyć co robią . – Znalazłam ich w ogródku.
-I jak rozmowa z rodzicami ?
-Dobrze , myślałam ,że będzie gorzej. Mama się zmieniła teraz jest taka czuła i opiekuńcza. Na pewno polubi dzieciaki .Tata tak samo. Wiesz ,że cię kocham – pocałowałam go .
-Ja ciebie mocniej.
-A gdzie są szkraby ?
-Bawią się tam . Chyb a polubiły twój domek z drewna.
-Tak uwielbiałam się w nim bawić.
-Martwię się o Feliksa .
-A co się stało ?
-Zapomina bardzo dużo rzeczy nawet jak mam na imię . Nie pamięta listy od ciotki. Boli go brzuch.
W tym samym momencie zaczęła krzyczeć Marcelinka.
-Ciociu . ! coś się stało z Feliksem nie rusza się . – oboje zerwaliśmy się co sił w nogach i pobiegliśmy do domku.
-Boże , Bruno . żyję ? – pytałam zdenerwowana.
-Czuję puls . Szybko trzeba zadzwonić po karetkę.
-Poczekaj muszę iść do domu nie mam przy sobie komórki. – Pobiegłam najszybciej jak się dało.
-Vanessa co się dzieje ? -pytał zdenerwowany tata .
-Dzwonię po karetkę. Przyjechali bardzo szybko. Zabrali Feliksa do szpitala , pojechałam razem z nim .
-Mamo możesz się zaopiekować Marcelinką . To jest cudowne dziecko nie powinna sprawić kłopotów . Będziesz grzeczna kochanie.?
-Tak obiecuję. – odpowiedziała.
Bruno był cały roztrzęsiony. Nie mogłam go uspokoić. Bałam się o nich. Nie wiem co może się stać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
*Bruno*
Obudziłem się . Obok spał Feliks. Który ,też się właśnie obudził.
-Cześć.
-Hej … Yyyy Bbbbrrrr ? – jąkał się jak by zapomniał jak mam na imię Ale to pewnie przez to,że właśnie się obudził.
-Bruno . Ej Feliks co się dzieje zapomniałeś jak mam na imię ?
-Nie po prostu tak jakoś . –odpowiedział.
-Dobra to co jemy na śniadanie?
-Mogą być kanapki.
Poszedłem do kuchni zrobić śniadanie. Zobaczyłem na lodówce karteczkę .
„Jesteśmy U Karoliny w szpitalu będziemy potem „
Przypomniał mi się list od cioci . Czy ja mogę je tutaj zatrzymać ? Polubiłem ich . Tylko nie wiadomo czy na pewno ciocia będzie chciała ich powrotem.
-Feliks czy ciocia mówiła ci coś o tym liście ?
-Jakim liście ja nic nie pamiętam.
-No ten list co mi dawałeś od cioci
-Naprawdę nie pamiętam żadnego listu przyrzekam.
Martwiłem się o niego , zapomniał mojego imienia , nie pamięta listu.
-A u was w domu było wszystko w porządku wujek opiekował się dobrze wami – pytałem.
-Wydaję mi się ,że tak ale bardzo często był w pracy. Ciocia nam nie mówiła. Kazała być cicho i w nic się nie wtrącać .
-No dobrze rozumiem.
*Vanessa *
Karolina wyglądała tak blado . Marcelina taszczyła ze sobą wielkiego misia dla niej. Takie małe dziecko a tyle ma siły.
-Może ci pomóc ?
-Nie poradzę sobie.
Weszłyśmy na salę.
-O matko Vanessa dobrze ,że jesteś .? A kto to ? – pokazała na Marcelinę.
-Jestem Marcelina. – przedstawiła się dziewczynka.
-Miło mi ja Karolina.
-Mam coś dla pani - podała jej misia.
-Śliczny jest dziękuję.
-Marcelinko mogłabym cię prosić abyś poszła sobie pochodzić po korytarzu ,muszę z ciocią porozmawiać . Obiecuję nie będzie długo.
-Już idę . Tutaj jest tak fajnie- i pobiegła.
-Opowiadaj mi jak to to się w ogóle stało. – Zaczęła płakać , ale to aż szlochała.
-Jestem sparaliżowana . Nie będę chodzić . Rozumiesz ? Moje życie to wózek inwalidzki.
Byłam w szoku .
-Ale jak to ? Nic nie da się zrobić żadna operacja ? rehabilitacja ?
-Właśnie chodzi o to ,że nie.
-Karolina posłuchaj mnie. Nie ważne co by się stało .Zawsze będę dla ciebie podporą i nie zostawię cię.Zobaczysz poradzisz sobie to nie jest wyrok . Błagam cię nawet tak nie myśisz. Rozumiesz ?
-Ale co mi to da. Nie długo mnie wypisują I będę musiała się uczyć jeździć na i)Jóźku inwalidzkim. Jakoś mi to szczęście nie dopisuje.
-Będzie dobrze. Mat na pewno ci pomoże .
-On nic nie wie. Proszę cię powiedz mu bo ja sama tego nie potrafię.
-Dobrze. Muszę lecieć . Zadzwoń jak cię wypiszą.
Poszłam po małą Marcelinkę. Która chodziła po korytarzu.
-Cioci dlaczego znowu ci lecą łzy po liczkach . ?
-Moja przyjaciółka jest chora. I wiesz martwię się o nią .
-Będzie dobrze. Przytulę cię i od razu zrobi ci się lepiej.
Jak to małe dzieci potrafią człowieka pocieszyć.
Poszłam do Bruno bardzo się za nim stęskniłam. Ale teraz jakoś nie mamy czasu dla siebie. Nie mamy ich gdzie zostawić. Teraz jeszcze Karolina. Wszystko zwaliło się na raz. Muszę zadzwonić do Mata nie wiem jak ja mu to powiem. Pewnie zabrać swoje rzeczy z hotelu. Może zabiorę Marcelinę do rodziców. I trochę zostanę w domu. A Bruno zostanie z Feliksem ? Pewnie to dobry pomysł. Albo jeszcze lepiej wszyscy pojedziemy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›